Rozpoczynając testy, po dłuższym namyśle włożyłem do BlackBerry KEYone kartę służbową. Kusiło mnie, by spróbować używać go jako swojego prywatnego telefonu, ale dziś dziękuję Bogu, że tego nie zrobiłem. Bo dzięki temu, że na prawie miesiąc stał się on moim narzędziem pracy, byłem w stanie poznać jego największe zalety. Rzeczy, w których ten telefon nie jest mocny, pozostały gdzieś na drugim planie. BlackBerry KEYone nie trafi w gusta wszystkich klientów, ale też nie jest on stworzony dla wszystkich. Nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy, że nagle w XXI wieku miliony ludzi zaczną używać smartfonów z fizyczną klawiaturą i małym ekranem. Wciąż jednak jest grupa osób, dla których telefon nie jest zabawką, i dla których ważne są zupełnie inne rzeczy niż ekran w proporcjach 18:9. I absolutnie nie miałem pojęcia, że w tej grupie znajdę się i ja.

Klawiatura

Fizyczna klawiatura intryguje. Pytanie „czy tego da się w ogóle używać” było największą zagadką, a po pierwszych dniach odpowiedź brzmiała „nie”. Ale im dłużej z KEYyone przebywałem, tym bardziej przekonywałem się do tego rozwiązania. Po miesiącu wciąż nie mogę powiedzieć, że jestem jej wielkim orędownikiem, ale zalet widzę zdecydowanie więcej niż wad.

Po pierwsze – dla mnie najważniejsze w niej jest tworzenie skrótów. Możemy je przypisać do 26 klawiszy (jeśli się nie pomyliłem). W dodatku do każdego po dwa (krótkie i długie przyciśnięcie), co daje nam 52 akcje – kontakty, aplikacje, przeróżne czynności. Krótkie naciśnięcie „G” może np. wywoływać mapy Googla, długie – trasę do domu. Krótkie naciśnięcie „P” konkretny kontakt, długie – trasę do pracy. I tak bez końca. Za pomocą skrótów w zasadzie możemy zaprogramować obsługę całego telefonu – bez konieczności szukania czegokolwiek w menu. Oczywiście musimy jeszcze zapamiętać co gdzie przypisaliśmy, ale wbrew moim obawom nie było to takie trudne, po kilku dniach przyciskałem odpowiednie klawisze praktycznie bez pomyłki.

Po drugie – pisanie. Teoretycznie rzecz w fizycznej klawiaturze najważniejsza. Mi jednak o wiele bardziej do gustu przypadła możliwość jej programowania. Przy pisaniu przez pierwsze dni okrutnie się męczyłem, by potem przejść do fazy tolerowania klawiszy, dopiero po jakichś trzech tygodniach ich używanie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Pisanie „swypem” po ekranie jest dla mnie szybsze i bardziej naturalne. W KEYone możemy to robić, przeciągając palcem po klawiaturze fizycznej, ale do dokładności ekranu niestety sporo brakuje. Jeśli komuś zabraknie samozaparcia, może od razu włączyć sobie klawiaturę ekranową (Języki i metody wprowadzania – obecna klawiatura – pokaż klawiaturę wirtualną). Można też oczywiście włączyć pisanie swype (Języki i metody wprowadzania – ustawienia klawiatury, Klawiatura BlackBerry – wpisuj przesuwając palcem). Co prawda podważa to nieco sens tego telefonu, ale zmniejsza ewentualne męki użytkownika.
Wracając jednak do pisania za pomocą klawiatury fizycznej. Po napisaniu jednej, dwóch literek, słownik daje nam trzy podpowiedzi, które możemy „przerzucić” na ekran, przeciągając po niej palcem. A biorąc pod uwagę, że słownik uczy się bardzo szybko i podpowiada bardzo celnie, rzadko kiedy jesteśmy zmuszeni do wbijania na klawiaturze całego słowa.
Kilka dodatkowych funkcji skrywa pasek, na którym pokazują się podpowiedzi wyrazów. Z lewej strony mamy trzy kreski, czyli menu. Gdy je wciśniemy, pokażą nam się: asystent głosowy Google (dyktowanie nie jest możliwe w języku polskim, ale angielskim czy niemieckim jak najbardziej), ikonka emoji Googla, przycisk klawiatury ekranowej, specjalny przycisk do sterowania kursorem po tekście, (gdzie możemy w prosty sposób zaznaczać jego fragmenty i kopiować do schowka) i w końcu schowek.
Klawiatura może nam też służyć jako gładzik. Przesuwając po niej palcem możemy „scrollować” ekran, np. w ustawieniach czy podczas przeglądania internetu. A używając aparatu – wyregulować jasność zdjęcia.

Po trzecie – wiem, może zabrzmi to niepoważnie, ale podświetlana klawiatura wygląda w ciemności magicznie. Po prostu bardzo mi się podoba (nie mówiąc o praktyczności takiego rozwiązania) i trafia w mój gust tak, jak podświetlana klawiatura w laptopie.

Podsumowując. Ustawień klawiatury jest mnóstwo, i trzeba poświęcić trochę czasu, by dostosować wszystko do swoich potrzeb. Ale warto.

Wygląd, budowa

Sam telefon zbudowany jest bardzo solidnie. Rzędy między klawiszami są przedzielone metalowymi wstawkami, ramki wykonane z aluminium, a tył pokryty gumowanym tworzywem, które zapobiega się ślizganiu i zsuwaniu z nierównych powierzchni i zapewnia pewny chwyt.

Jest elegancko, jest nietypowo i jest praktycznie. Podświetlane przyciski funkcyjne umieszczono pod ekranem, nad nim mamy oczko aparatu do selfie, diodę powiadomień i głośnik do rozmów. Ekran IPS jest mały, ma przekątną 4,5 cala, zagęszczenie 433 pixeli na cal i jest bardzo dobrej jakości. Nie ma większego problemu z używaniem go w pełnym słońcu, automatyczna regulacja jasności działa bezproblemowo, i korzystanie z niego to sama przyjemność. Choć szkoda, że nie ma filtra światła niebieskiego, w tej klasie urządzenia bez dwóch zdań powinien on być. Na dolnej krawędzi mamy USB C i głośnik – mono, ale bardzo donośny, o zaskakująco czystym dźwięku, z tyłu zaś pojedyncze oczko aparatu z diodą doświetlającą.

Na górze jest wejście słuchawkowe, na prawym boku znajdziemy klawisz do regulacji głośności, nad nim tackę na kartę SIM i kartę pamięci (wbudowanej mamy 32 GB, mogło by być więcej), pod nim specjalny przycisk, dla którego możemy zaprogramować trzy kolejne czynności. Niestety jest to ergonomiczna porażka BlackBerry (nie jedyna zresztą), bo w tym miejscu powinien być klawisz włączania telefonu. Ten jednak znalazł się nie wiedzieć czemu na lewej krawędzi. Korzystanie z niego wymaga zmiany uchwytu i jest po prostu niewygodne. Na szczęście firma zaimplementowała dwukrotne uderzenie w ekran w celu jego wygaszenia i jeśli ktoś jest przyzwyczajony do takiego rozwiązania (a ja jestem), dziwne rozmieszczenie klawiszy nie będzie mu tak strasznie przeszkadzało.

Czytnik linii papilarnych jest wtopiony w spację w klawiaturze. I działa bardzo dobrze. Jest o wiele szybszy od testowanej ostatnio Xperii XA2 i w zasadzie niezawodny. Przez miesiąc nie pomylił się ani razu przy odczytywaniu moich palców.

Druga ergonomiczna porażka jest o wiele poważniejsza i denerwowała mnie do końca testów. Zupełnie bowiem nie rozumiem, dlaczego BlackBerry nie zaimplementowało w spacji/czytniku linii papilarnych przycisku „home”, tak jak jest to w zasadzie w 100 proc. telefonów z czytnikiem umieszczonym z przodu. Tu „home” jest osobno, pod ekranem, co rozbija punkt dowodzenia smartfonem na dwa miejsca. Zupełnie niepotrzebnie.

W oczy rzuca się też brak symetrii BlackBerry KEYone – dolne krawędzie są zaokrąglone, góra zaś płaska i kanciasta. Dlaczego? Nie wiem, ale specjalnie mi to nie przeszkadzało.

System, działanie

Telefon BlackBerry z Androidem? Jak najbardziej. Choć uczciwie muszę się przyznać, że nigdy nie dane mi było używać telefonu tej marki z autorskim systemem, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat różnicy w płynności czy niezawodności. Jednak przejście na najpopularniejszy mobilny system dało użytkownikom dostęp do wszystkich najnowszych aplikacji, a z tym był największy problem.

Sercem KEYone jest Snapdragon 625, czyli procesor ze średniej półki, który zapewnia przyzwoite działanie (wspomagany 3 GB pamięci RAM). Jest płynnie, jest dość szybko, ale do flagowców sporo brakuje. Wpływ na to ma z pewnością dość bogate oprogramowanie, daleko wykraczające poza możliwości czystego Androida. Jest sporo dodatków charakterystycznych dla BlackBerry. To np. słynny BBM czyli BlackBerry Messenger – swego czasu największy atut tej firmy, dziś dostępny też na Androida i IOS, którego z ręką na sercu nie przetestowałem, bo nie mogłem znaleźć wśród swoich znajomych nikogo, kto by go używał.

Jest za to inna słynna aplikacja, która zdobyła moje serce. To BlackBerry Hub, która w jednym miejscu zbiera powiadomienia i wiadomości z różnych źródeł. Dla mnie bomba, bo w pracy korzystam z SMS-ów, maili, czy różnych komunikatorów i tu po raz pierwszy wszystko miałem pod ręką.

Jest aplikacja DTEK, czyli menadżer telefonu – do monitorowania stanu jego zabezpieczeń, centrum wsparcia, centrum zasilania, Password Keeper – do przechowywania haseł w jednym, zaszyfrowanym miejscu, Privacy Shade – do zasłaniania ekranu przed niepowołanymi oczami, aplikacje do przenoszenia zawartości ze starego telefonu czy przeszukiwania urządzenia. Jest też… radio (parę osób się ucieszy). Mamy w końcu i skrytkę zabezpieczoną odciskiem palca lub PIN-em. Możemy przenosić do niej wybrane pliki, ale też robić zdjęcia czy filmy, które automatycznie zapiszą się właśnie w niej. Wystarczy, że zrobimy je, uruchamiając migawkę nie dotykając ekranu, ale czytnika linii papilarnych.

Można też ukryć aplikacje, tak by nie były widoczne dla niepowołanych oczu.
Sporo? Sporo, ale to jeszcze nie wszystko. Dotykając prawej krawędzi możemy wysunąć kolejne centrum zarządzania, grupujące w jednym miejscu kalendarz z nadchodzącymi wydarzeniami, zadaniami, BB Hub, ostatnie kontakty czy widżety z wybranych aplikacji.

Szkoda, że w tym natłoku aplikacji nie znalazło się miejsce na autorski odtwarzacz muzyki (a telefon gra na słuchawkach zaskakująco przyjemnie), ani galerię i musimy korzystać z aplikacji od Googla.
Ustawienia, podobnie jak w telefonach Sony, znajdziemy w dwóch miejscach. Te najbardziej standardowe są w „Ustawieniach”, kolejne są zaszyte w ikonce ustawień widocznej w prawym górnym rogu po wejściu w szufladę aplikacji.
KEYone doskonale sprawdza się jako nawigacja, łączy się bez problemu z satelitami i stabilnie utrzymuje połączenie, na pokładzie mamy oczywiście NFC, więc telefon zamienimy w kartę płatniczą.
W sumie zestaw narzędzi do pracy jest zdecydowanie ponadprzeciętny i idealnie współgra z całą koncepcją tego telefonu.

Zdjęcia, bateria

Myślałem, że w tym pierwszym aspekcie KEYone trochę odpuści. Okazało się jednak, że nie miałem racji. Zdjęcia są bardzo dobrej jakości. 12 mpx aparat główny (Sony) z przesłoną 2.0 radzi sobie doskonale w dobrych warunkach oświetleniowych i nie najgorzej w słabych. Zdjęcia są ostre, szczegółowe, mimo braku optycznej stabilizacji obrazu ostrość jest łapana dość szybko i celnie, a odwzorowanie kolorów jest naturalne i nie przesycone.

Podobnie jest z kamerką do selfie, która ma 8 mpx i przesłonę 2.

Filmy nagramy w rozdzielczościach 4K (30 i 24 FPS), FHD (60, 30 i 24 FPS) i HD (60, 30 i 24 FPS). Działa elektroniczna stabilizacja obrazu (od rozdzielczości FHD 30 FPS) i to działa bardzo dobrze, a filmy są bardzo dobrej jakości.

Bateria ma 3505 mAh i jest jednym z największych atutów tego telefonu. Dwa dni z dala od ładowarki nie stanowią najmniejszego problemu, mniej wymagający użytkownicy spokojnie powinni dobić do trzech. W świecie jednodniowych smartfonów to prawdziwy wyjątek. A jeżeli już bateria kiedyś się wyczerpie, dzięki Quick Charge możemy ją bardzo szybko przywrócić do życia.

Jak z pewnością zauważyliście, nie wspomniałem ani słowa o tym, jak KEYone sprawdza się w grach. Zrobiłem to specjalnie. Po prostu ten telefon nie jest do tego. Oczywiście pogramy na nim w różne tytuły bez najmniejszego problemu, jak na każdym smartfonie ze Snapdragonem 625, tyle, że nie ma to większego sensu. Ten telefon nie został stworzony z myślą o graczach czy namiętnych oglądaczach Youtuba. Oczywiście okazjonalnie, czekając w kolejce w urzędzie czy do lekarza, i jedno i drugie możemy na nim zrobić. Ale kładąc się wieczorem na kanapie, lepiej sięgnąć po urządzenie z większym wyświetlaczem.

Czyli…

BlackBerry KEYone kupimy za mniej więcej 2 tys. zł. Sporo, ale to nie jest zabawka, w przeciwieństwie do większości smartfonów dostępnych na rynku. Nie jest też od nich ani lepszy, ani gorszy. On jest po prostu inny. Nie służy do marnowania czasu, tylko do pracy. I będzie idealnym narzędziem dla tych, którzy do smartfonów podchodzą w sposób praktyczny.