Moda na zdalnie sterowane zabawki zatacza coraz szersze kręgi. Chyba w każdym z centrów handlowych znajdziemy już stoisko, oferujące wszelkiego rodzaju
samochody, łódki, samoloty, a nawet dinozaury, których poczynaniami można kierować przy pomocy pilota z antenką. Tym, którzy nie lubią podążać za tłumem oraz poszukiwaczom ekstremalnych
doznań estetycznych na pewno spodoba się (a przynajmniej zaintryguje ich) zdalnie sterowany karaluch.
By mechaniczny robot mógł wznosić się w powietrze, w wierzchnią część jego odwłoka wbito podwójne śmigiełko. Efekt wygląda naprawdę piorunująco, jakby pracował nad nim sam doktor
Frankensteina.
Do czego może służyć taka zabawka? Mamy jeden pomysł. Wyobraź sobie, że jesteś na proszonych imieninach, otoczony stadem cioć-szczypawek, wypytujących się o postępy w studiach/przyczyny
braku awansu/powód rozpadu związku/braku dziecka (niepotrzebne skreślić). Gdy sytuacja stanie się nie do zniesienia, wówczas wystarczy po kryjomu uruchomić karalucha schowanego w kieszeni
kurtki lub płaszcza. Nawet, jeśli nad zastawionym ciastkami stołem pojawi się tylko jeden taki buczący, latający owad (zabawka ma długość 15 cm) jest pewne, że imieninowe katorgi szybko
się zakończą.
Cena: 72 dolary. Do kupienia tutaj