Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasze życie w wirtualu. Homo sapiens wyparty przez homo fejsbukus

2 lutego 2013, 16:10
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Facebook
Facebook/Shutterstock
Najpierw był człowiek myślący, potem bawiący się. Dziś jest człowiek społecznościowy. Miliard ludzi na Facebooku, 600 mln na Qzone, 500 mln na Twitterze i 500 mln na Google+. Media społecznościowe przestały być zabawką. Zmieniają społeczeństwa na całym świecie.

– pyta Robin. –– pada odpowiedź. Dialog bohaterów popularnego sitcomu „Jak poznałem waszą matkę” nie musiał być wymyślony przez scenarzystów.

Podobne rozmowy między rodzicami a dziećmi, szefami i pracownikami czy po prostu kolegami są na porządku dziennym. Niespodziewanie życie online zaczęło coraz mocniej przenikać do realnego. Zaistnienie takiego zjawiska wróżono już w momencie komercyjnego pojawienia się internetu. Ale stało się ono możliwe dopiero dzięki boomowi na portale społecznościowe.

W pracy jesteśmy pracownikami, kolegami, podwładnymi oraz przełożonymi. Leniwymi lub pracowitymi, wymagającymi lub pobłażliwymi, pomysłowymi lub wykonującymi polecenia. Dla rodziny jesteśmy rodzicami, dziećmi, rodzeństwem, mężami i żonami. Dla kumpli niezłymi kompanami, miłośnikami tańca, kina, książek, towarzyszami biegania czy znajomymi od plotek. Co innego nasz obraz w miejscu pracy, co innego w domu, jeszcze inny na spotkaniu z przyjaciółmi. Te różne obrazy nakładają się na siebie, tworząc całościowy obraz każdego z nas, jednak to wzajemne przenikanie nigdy nie jest pełne. Są pewne granice.

To się kończy. Granice, jakie definiowały nasze społeczne kręgi, w oszałamiającym tempie się zacierają. A odpowiada za to prosta decyzja: kliknięcie „rejestruj”. Taki przycisk wybiera codziennie kolejne kilka milionów osób, które decydują się założyć profil, czyli kolejną internetową osobowość, w jednym z portali społecznościowych.

– mówi prof. Urszula Jarecka z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Kończy się model różnych osobowości w różnych kręgach. – – dodaje.

I tak pojawia się zupełnie nowy model osobowości. Homo socialmediacus. Człowiek mediospołecznościowy, któremu do już istniejących twarzy doszła jeszcze jedna, a czasem nawet kilka, w zależności od tego, w ilu portalach się zarejestrował.

Drugie życie sieci

– uważa Jarecka. Zapytana o to, jak się zmieniamy, spędzając coraz więcej czasu na portalach społecznościowych, tylko wzdycha: – – mówi badaczka.

Didier Lombard, prezes France Telecom, który stał się sławny po tym, jak pod jego zarządem przez firmę przetoczyła się fala samobójstw, jest także autorem „Globalnej wioski cyfrowej”. Dowodzi w niej, że to wynalezienie telefonii dało początek tzw. pierwszemu życiu sieci. Trwało ono w latach 1975–1995, w czasie których nastąpiły trzy momenty przełomowe, które Lombard porównuje do trzech Wielkich Wybuchów. Były to kolejno: wprowadzenie technologii cyfrowych, upowszechnienie się internetu i początek komunikacji mobilnej. Te przełomy za każdym razem przybliżały nas coraz bardziej do obecnego stanu, czyli drugiego życia sieci.

Okresem płodowym etapu były lata 1995–2004. Można się było przekonać, jak bardzo sieci telekomunikacyjne stają się wszechobecne w naszym życiu, jak bardzo odpowiadają na zaspokojenie naszych potrzeb oraz jak ciężko bez nich funkcjonować. A kiedy już na własnej skórze przekonaliśmy się, że są rzeczywiście tak potrzebne, pojawił się idealny grunt dla usług, które naprawdę wykorzystały rozbudzone już w nas przyzwyczajenia do regularnego korzystania z internetu.

Tak zaczął się boom społecznościowy. W 2003 r. pojawił się MySpace, rok później Facebook, a w 2005 r. YouTube. W 2006 r. Twitter, zaś w 2007 r. Nasza Klasa. Jedne szybciej, inne wolniej, ale wszystkie skutecznie zaczęły podbój naszego świata. Nie tylko pod względem szybko rosnących statystyk liczby użytkowników. To nie były portale plotkarskie, poradnicze, rozrywkowe czy ze specjalistyczną wiedzą. To nie były serwisy informacyjne ani strony poszczególnych osób czy firm, czyli nie zaspokajały pojedynczych potrzeb internautów. Łączyły w sobie tak dużo opcji, że zaczęły stawać się dodatkowym, zupełnie odrębnym kanałem komunikacji.

Lombard, opisując teorię drugiego życia sieci, zbadał, jak pod wpływem mediów społecznościowych zmieniają się codzienne zwyczaje amerykańskich nastolatków. Okazało się, że w 2011 r. rzeczywiste spotkania twarzą w twarz stanowiły w tej grupie już ledwie 35 proc. zachowań komunikacyjnych. Natomiast spotkania za pośrednictwem sieci stanowiły aż 47 proc. czasu poświęcanego na komunikację. Reszta to rozmowy telefoniczne, SMS-y oraz komunikatory internetowe. Badacze zauważyli też, że im więcej czasu spędzanego w mediach społecznościowych, tym rośnie potrzeba dalszej intensyfikacji takiej komunikacji.

Widać to doskonale po informacjach ujawnionych przez Facebooka przy okazji wchodzenia na giełdę w maju ubiegłego roku. Średni czas spędzany na tym portalu przez użytkownika ze Stanów Zjednoczonych przekroczył w 2011 r. już 9,5 godziny. Przez przeciętnego użytkownika z Polski niecałe 5 godzin. Czyli widać, jak w miarę popularności tego serwisu rośnie zaangażowanie jego użytkowników.

Facebook ogłupia. A może nie

– kulturoznawca Mirosław Filiciak tłumaczy, na czym polega przenikanie się osobowości z realu i online. –– dodaje.

Dla Filiciaka jednak rewolucyjne zmiany, jakie miałyby się pojawić w społeczeństwach postspołecznościowych, wcale nie są takie oczywiste. – – czasami poprawiają, a czasami utrudniają – pojedyncze czynności, ale nie jestem przekonany, że aż tak odmienią więzi międzyludzkie – mówi kulturoznawca.

I takiej pewności nie ma także w badaniach i analizach przeprowadzanych przez naukowców z całego świata. Badacze jednak wskazują na konkretne działania, które media społecznościowe już zmieniły. Po pierwsze to sposób zdobywania wiedzy. W końcu Facebook powstał m.in. dlatego, że Mark Zuckerberg nie zdążył przygotować się do egzaminu z historii sztuki i szukał pomocy wśród znajomych, jakich konkretnie pytań powinien się spodziewać. Dzisiaj w niezwykle zbliżony sposób uczą się młodzi ludzie na całym świecie. Jak pisze Nicholas Carr w „The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains”, codzienne korzystanie z serwisów społecznościowych na tyle zmieniło sposób funkcjonowania naszego mózgu, że niemal niemożliwe jest przestawienie się z powrotem na tryb analogowy. Oprócz zaniku umiejętności czytania wielostronicowego tekstu, w którym nic nie miga, nie wyświetla się, nie przekierowuje na kolejne zakładki i okienka, nauka stała się przede wszystkim zadaniem bardziej społecznym. Tyle że zamiast siedzieć wspólnie w czytelni, młodzi ludzie spotykają się w serwisach społecznościowych i tam razem podkreślają najważniejsze cytaty i omawiają najtrudniejsze kwestie, czyli komentują wpisy innych. W ten sposób omawiają zadany materiał. Powoli na taki tryb przestawiają się same placówki oświatowe. Kilkanaście dni temu na Uniwersytecie Warszawskim w Instytucie Nauk Politycznych odbył się pierwszy dyżur wykładowcy tylko na FB. Przecież i tak jest tam łatwiej czasem spotkać studentów niż na korytarzach uczelni.

Jaki ma to wpływ na przyswajanie wiedzy, tak naprawdę jednak nie wiadomo. Jedne badania mówią: zły, bo rozprasza, ale i powoduje zanik ciekawości poznawczej. Wystarczy pobieżne obejrzenie filmiku, skomentowanie czyjegoś zdjęcia i już w homo socialmediacus rośnie przekonanie, że wie wystarczająco dużo o danej sprawie. Tak wynika choćby z testów przeprowadzonych dwa lata temu przez amerykańskiego socjologa Paula Kirschnera. Jego eksperymenty podają w wątpliwość tezę, w myśl której młodzi ludzie mogą bez problemu wykonywać kilka czynności jednocześnie. Wprawdzie 3/4 ankietowanych osób, które podczas nauki korzystały z serwisu społecznościowego, uważa, że Facebook nie ma złego wpływu na ich koncentrację. Ale już z samego badania wynika coś zgoła odmiennego: naukowcy pod wodzą Kirschnera przebadali 219 studentów z USA. Ci korzystający z Facebooka osiągali średnią ocenę wynoszącą 3,06. Średnia ocena tych, którzy skupiali się na jednym zadaniu, wynosiła zaś 3,82.

Inne wnioski wyciągnęła jednak Rebecca Vivian w pracy „University Students’ Informal Learning Practices Using Facebook: Help or Hindrance?”, w której porównała wyniki osiągane przez studentów zarówno studiów humanistycznych, jak i przyrodniczych i ścisłych udzielających się na FB (ale też innych portalach społecznościowych) z tymi bez kont. Okazało się, że ci z życiem e-społecznym, nawet jeżeli z pojedynczych testów osiągali słabsze wyniki niż studenci, których nie rozpraszało życie społecznościowe, na koniec studiów mieli lepszą średnią wyników i szybciej znajdowali po studiach pracę.

Ile jest w nas narcyza?

Podobnie całkiem rozbieżne są wyniki badań wpływu, jaki media społecznościowe mają na psychikę internautów. Bo to, że mają wpływ, jest pewne. „Jak się masz?”, „Co słychać?”, „Co się ciekawego wydarzyło?” – tak użytkowników pyta Facebook. Czyż te zachęty do kolejnego wpisu nie są uderzająco podobne do klasycznego terapeutycznego pytania „Co czujesz?”. „Broadcast yourself ”, czyli „transmituj siebie”, zachęca YouTube. „Tweetnij coś”, czyli polecenie Twittera, i „Daj znać, co nowego” od Google+ – wszystkie serwisy przekonują, że to ich użytkownik jest w centrum wydarzeń i zainteresowania.

Twórca TechCruncha, jednego z najbardziej prestiżowych branżowych serwisów internetowych, Mike Arrington, wielokrotnie zwracał uwagę, że serwisy społecznościowe wcale nie służą do kontaktów ze znajomymi. Prawda jest taka, że ich główną funkcją jest autopromocja, a dopiero potem kontakty. FB doskonale to rozumie – po to wprowadził Timeline, który wcale nie służy ułatwieniu dotarcia do treści, a pomaga użytkownikom tego portalu w stworzeniu swojego wizerunku. Zdjęcie profilowe, zdjęcie w tle (coraz powszechniejsze są oferty profesjonalnych fotografów sesji z myślą właśnie o zdjęciach na Facebooka), czym się interesujesz, twoje motto – wszystko, by pokazać znajomym, jak bardzo interesującą osobą jesteś. Efekt: jak wynika z badań, większość użytkowników mediów społecznościowych najwięcej czasu spędza na... patrzeniu na własny profil, a nie na przeglądaniu profili znajomych.

Badań na temat tego narcyzmu i ukierunkowanych na siebie mediów społecznościowych jest mnóstwo. Jedne twierdzą, że społecznościówki pobudzają ego. Inne, że internet jest tylko odbiciem rzeczywistości i jeżeli ktoś ma skłonności narcystyczne i ekshibicjonistyczne, to nic dziwnego, że social media wykorzystuje, by je rozwijać. Profesor Jarecka nazywa to „zrastaniem się z maską”, czyli przekonaniem, że właśnie wizerunek z social media będzie decydujący w tym, jak widzi nas otoczenie.

Z drugiej strony co z tego, że e-społeczności aż tak wzmagają w nas narcystyczne zapędy, skoro nikt – oprócz nas samych – nie skupia uwagi na tym, co komunikujemy za ich pomocą. Wracając do badań Lombarda o tym, jak komunikują się amerykańskie nastolatki, to skoro tak dużo czasu poświęcają na portale społecznościowe, powinny być w całkiem niezłej kondycji psychicznej, bo mogą do woli kształtować swój wizerunek. Tyle że zmniejszając czas na tradycyjną komunikację, mocno ograniczają dostęp do informacji o tym, co naprawdę się z nimi dzieje. Przecież ponad 90 proc. naszej komunikacji to niewerbalna mowa ciała. Dlatego sporym echem odbił się rok temu przypadek amerykańskiej nastolatki, która rano SMS-owała ze swoją matką i kontaktowała się z nią na Facebooku, na pytania, czy wszystko w porządku, odpisywała, że jest OK, i wysyłała uśmiechnięte emotikony. A wieczorem powiesiła się w swoim pokoju.

Z drugiej strony liczne są przypadki, że właśnie wpisy na blogach, Facebooku czy Twitterze, gdy człowiek traktuje je właśnie niczym sesję terapeutyczną, poprawiają stan psychiczny. –– podsumowuje profesor Jarecka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj