Dziennik Gazeta Prawana logo

Biznes na czyszczeniu internetu z nieprzychylnych komentarzy

22 kwietnia 2014, 12:42
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
haker internet komputer laptop
haker internet komputer laptop/Shutterstock
Usuwanie obraźliwych komentarzy z forów, ukrywanie nieprzychylnych tekstów, kasowanie kompromitujących danych – dbanie o wirtualny wizerunek w sieci to intratny biznes. Przybywa ludzi gotowych słono zapłacić za to, że z internetu znikną niepochlebne komentarze na ich temat.

Według badań firmy konsultingowej BIA/Kelsey koszty związane z sieciową tożsamością w 2017 r. wyniosą 2,9 mld dol. I to tylko w USA. Także w Polsce firmy zaczynają się specjalizować w czyszczeniu internetu z niepochlebnych informacji o swoich klientach.

– mówi Rafał Skarżyński specjalista e-commerce. Chodzi o drugą stronę wyszukiwarki Google. Większość internautów nie rusza się poza 10 pierwszych wyników. Jeśli nie znajdą tego, czego szukali, nie klikają dalej, tylko wpisują inną frazę. To na spychaniu obraźliwych i niewygodnych informacji na drugi plan zbudowany został biznes depozycjonowania.

– wylicza Dariusz Jurek, właściciel firmy Marketing System.

Benita Jakubowska-Antonowicz z firmy New Media zajmującej się waste data handlingiem, czyli usuwaniem danych, a często całych tożsamości klientów z sieci – opowiada, że mają u siebie trzy kategorie usług: usuwanie treści, w tym profili osób zmarłych, informacji obraźliwych, informacji nieaktualnych, szkolenia z przeciwdziałania agresji internetowej oraz przygotowywanie i weryfikacja dokumentów pod kątem formalnoprawnym.

Pudrowanie reputacji w sieci – zwłaszcza w przypadku firmy, która ma coś za uszami – to żmudne i kosztowne zadanie. Nakład pracy, a co za tym idzie cena usługi zależy od tego, jakim echem rozniosła się afera, czy temat podchwyciły ogólnopolskie, czy tylko branżowe media.

Inaczej postępuje się w przypadku, gdy negatywny wpis opublikował bloger, inaczej zaś gdy sprawa nie wyszła poza dyskusję na forum. Gdy już trafi do głównego nurtu, trudniej ją zatuszować. – – przyznaje Skarżyński.

– tłumaczy Benita Jakubowska-Antonowicz. – – dodaje.

Najłatwiejsze do usunięcia są treści o podłożu erotycznym, rasistowskim, te, które obrażają ludzi ze względu na wygląd, preferencje seksualne, upośledzenie, wyzwiska. Najtrudniej usuwa się te, które nie obrażają, a jedynie sugerują lub insynuują. Jednocześnie też takie treści potrafią najbardziej zniszczyć biznes.

Najprostszym sposobem usunięcia niepochlebnych informacji jest wysłanie żądania usunięcia wpisu, notki, zdjęcia do właściciela bądź administratora serwisu. Ale to rzadko przynosi rezultaty. Zwłaszcza jeśli nie wynajmiemy prawnika. Wówczas sięga się po depozycjonowanie. W odróżnieniu od pozycjonowania (czyli działań zmierzających do tego, by nasza strona wyświetlała się jak najwyżej w wynikach) depozycjonowanie prowadzi do zepchnięcia witryn poza pierwsze 10–20 wyników.

Przy czym jest to znacznie trudniejsze, bo w grę wchodzą strony, których nie jesteśmy właścicielem. Chwytów jest wiele, ale podzielić je można z grubsza na działania pozytywne (White Hat SEO), oraz negatywne (Black Hat SEO). Do pierwszej grupy zalicza się promowanie treści i stron z pozytywnymi komentarzami, po to by wypchnąć te niechciane. – – tłumaczy Jurek. W efekcie internet zalewają sztuczne treści, a na forach roi się od wpisów opłacanych szeptaczy.

Negatywne działania polegają zaś na obniżaniu w oczach Google wartości danej strony, np. za pomocą specjalnych programów publikujących na niej linki z pornografią. Google indeksuje wtedy taką stronę jako podejrzaną. Jej pozycja w wynikach spada.

Depozycjonowanie wykorzystywane bywa także w celu zdyskredytowania kogoś. – – tłumaczy Piotr Jaskółka z firmy Infinity. Po wpisaniu tego słowa na pierwszym miejscu wyświetla się klip z przemówieniem Donalda Tuska. Jaskółka przyznaje, że zapytania o możliwość wypromowania określonego negatywnego artykułu związanego z politykiem trafia się w jego firmie dość często. Odrzuca je, bo to działania nieetyczne.

Mimo iż usługi depozycjonowania oferują praktycznie wszystkie firmy specjalizujące się w marketingu internetowym, niespecjalnie się tym chwalą. –– przyznaje Paweł Ślusarczyk z firmy Venti. Ale zainteresowanie klientów rośnie.

Czyściciele nie zdradzają konkretów na temat swoich klientów choć przyznają, że dużą grupę stanowią przedsiębiorcy, dla których wizerunek w internecie jest niezwykle ważny.

A największym problemem są pracownicy. Nie tylko oczerniają w sieci pracodawców, lecz także publikują informacje poufne: siatki płac, szczegóły dot. kadry kierowniczej, relacji interpersonalnych czy nawet najnowszych strategii firm. – – podsumowuje Jakubowska-Antonowicz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj