– tak wygląda zapis w regulaminie serwisu oferującego – wydawać by się mogło – najzwyklejszą usługę publikowania ogłoszeń sprzedaży nieruchomości.
Na głównej stronie serwisu krzyczy napis "trzy miesiące za darmo", jednak dopiero przebrnięcie przez regulamin tłumaczy, że jeżeli klient nie wypowie przed ich upływem umowy, potem przyjdzie mu sporo zapłacić za ogłoszenie. Klienci tego serwisu ostrzegają się nawzajem, że to powtórzony sposób działania serwisu Oferty-Online.com. Ten już z sieci zniknął, ale jego eksklienci wciąż dostają faktury do zapłaty.
Podobnie jak klienci serwisu Ale-Gratka.pl, który był bezpośrednim poprzednikiem AleGratka.eu i z którego wysyłano internautom zawiadomienia:
Podobne pisma przychodzą do klientów portali oferujących okazyjne aukcje czy zakupy, a w rzeczywistości pobierających opłaty za sam udział – niekoniecznie zakończony zakupem. Wszystkie łączy to, że postanowiły powtórzyć modus operandi niesławnego Pobieraczka. Pobieraczek między 2009 a 2011 rokiem oszukał tysiące osób, zachęcając do bezpłatnego korzystania z usługi przechowywania danych, a potem wysyłał faktury za niewyrejestrowanie się po darmowym okresie próbnym. Choć Pobieraczek został ukarany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przegrał przed sądem pojedyncze pozwy cywilne, a w 2012 roku rozpoczął się przeciwko niemu proces zbiorowy (przyłączyło się do niego ponad 600 osób), jego przykład nie odstrasza kolejnych chętnych do zarobku na nieuwadze internautów.
Tyle że teraz internauci mają większą ochronę. – – mówi w rozmowie z DGP Olgierd Rudak, specjalista od prawa nowych technologii, autor bloga Lege Artis. – – dodaje nasz rozmówca.
W opisywanych serwisach takie oznaczenia się nie pojawiły. – – tłumaczy Olgierd Rudak. Gorzej, jeżeli w serwisie zarejestrował się nie konsument, ale przedsiębiorca. –– przyznaje mecenas Zbigniew Krüger z Kancelarii Krüger & Partnerzy. – – wskazuje Krüger w rozmowie z nami.
Olgierd Rudak zaś dodaje, że on w takim wypadku doradza ludziom, by wzywali dany e-serwis do prawidłowego wykonania umowy pod rygorem odstąpienia od niej. Najważniejsze, by nie panikować i nie decydować się od razu na płacenie. – – podsumowuje mecenas Krüger.
Obejrzenie porno w sieci warte 750 złotych
– pisze o sobie Lex Superior. W praktyce firma działa podobnie jak kilka kancelarii, które przed rokiem zajęły się masowym ściganiem internautów podejrzanych o złamanie praw autorskich. Podobnie jak one Lex Superior wysyła internautom przedsądowe wezwania do zapłaty (z zasady na 750 zł) za złamanie praw autorskich. Tyle że ta firma wyspecjalizowała się w walce o prawa autorów filmów pornograficznych.
Tym razem zresztą to prokuratura zainteresowała się samą Lex Superior. Okazuje się, że nie wiadomo, na jakiej podstawie prawnej firma w ogóle ma dane abonentów. To właśnie ten aspekt sprawy – oraz skargi od kilku internautów, którzy takie wezwania dostali – sprawdza właśnie Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz. Kontrolę prowadzi też główny inspektor ochrony danych osobowych, do którego w tym roku wpłynęło już sześć skarg i cztery pytania o legalność działań Lex Superior.