Audacity to darmowy, powszechnie używany program, który pozwalał zrobić z plikiem dźwiękowym prawie wszystko. Okazuje się jednak, że po aktualizacji polityki prywatności przez nowego właściciela (korporację Muse) w sieci wybuchła burza. Nowa wersja aplikacji zbiera bowiem dane klientów - wersję systemu operacyjnego, dane sprzętu, na którym jest zainstalowany program, IP użytkownika i kraj pochodzenia a także "informacje niezbędne dla organów ścigania".

Reklama

Gdzie trafiają dane, pobrane przez Audacity?

Jak informuje serwis Fosspost.org, dane te trafiają na serwery w Rosji i USA. Do tego, mogą zostać przekazane władzom lub "potencjalnym jak wynika z nowej polityki prywatności, mogą zostać przekazane "władzom" i "potencjalnym nabywcom". okazuje się też, że informacje, które Audacity pobiera z komputerów są szyfrowane dopiero po 24 godzinach. A to oznacza - jak twierdzą eksperci - że zarówno władze, jak i firmy, które na tych danych położą ręce będą mogły zidentyfikować każdego z użytkowników.

Dlatego też eksperci radzą, by przestać korzystać z tego programu.