2399 zł za wersję z 6 GB RAM i 128 GB pamięci wbudowanej. Tyle musimy wydać, by do naszej kieszeni trafiło urządzenie nietuzinkowe, oryginalne i rewelacyjnie działające. Przy cenach najlepszych smartfonów coraz częściej przekraczających 4 tys. zł wygląda to na prawdziwą okazję. Nie ma się więc co dziwić, że pierwsza partia tego modelu przeznaczona na Polskę wyprzedała się na pniu i kolejni chętni muszą uzbroić się w cierpliwość.

Budowa, wykonanie

Cała magia ZenFona 6 tkwi w jego aparacie fotograficznym. Ale nie chodzi tu o jakość zdjęć (o tej za chwilę), ale o mechanizm, dzięki któremu ukryta z tyłu kamera zmienia się w aparat do selfie. Dzięki takiemu rozwiązaniu ekran o przekątnej 6.4 cala nie jest skażony żadnym wcięciem czy dziurą. Jest płaski, bez żadnych niewygodnych zakrzywionych boków, umieszczono go w wąskich, ale nie za wąskich ramkach z nieco większą bródką, więc telefon wygląda idealnie, doskonale trzyma się w ręku a oglądanie na nim filmów czy YouTube jest prawdziwą przyjemnością.

Łyżką dziegciu jest jednak jakość wyświetlacza – to nie AMOLED ale IPS TFT. Co prawda o bardzo dobrej rozdzielczości (FHD+, 403 ppi), ale jednak – głębia kolorów, czytelność w słońcu – w tych dziedzinach ZenFone 6 odstaje od topowych smartfonów. Choć zauważyć też należy, że jest sporo osób, które boją się podatnych na wypalanie amoledów i z rozmysłem wybierają IPS-y. Dla nich Asus będzie doskonałym wyborem.

Sam proces obracania się kamery przebiega dość sprawnie, ale przede wszystkim bardzo efektownie, do tego stopnia, że ja, choć jest możliwość odblokowywania telefonu czytnikiem linii papilarnych położonym z tyłu, wolałem to robić twarzą. W tym celu po wybudzeniu ekranu (podniesienie bądź przycisk włączania) należy przeciągnąć po nim palcem, co aktywuje kamerę która niczym głowa Wall-ego z kreskówki Pixara pojawi się nad górną krawędzią, by zeskanować naszą twarz. OK, może cały proces nie jest najprostszy, ale jest tak widowiskowy, że nie potrafiłem mu się oprzeć.

Asus ma też wejście mini-jack na słuchawki (wielkie brawa), dodatkowy przycisk (prócz dwóch – do włączania i regulacji głośności), teoretycznie do wywoływania asystenta Googla, ale z możliwością przypisania mu innych funkcji, i głośniki stereo, bo dźwięk dochodzi do nas nie tylko z tego dolnego, ale także z tego do rozmów. Co prawda różnica w głośności jest dość znaczna na korzyść tego pierwszego, ale i tak nie jest źle. Znalazło się także miejsce na diodę powiadomień.

Kolejną wielką zaletą jest dodatkowe miejsce na kartę pamięci, bez potrzeby rezygnowania z jednej z kart SIM – możemy cieszyć się i większą pojemnością na pliki i dwoma numerami.

Telefon jest ciężki (190 g), ale ponieważ jest to głównie winą wielkiej baterii (5000 mAh), nie mam z tym większego problemu.

Specyfikacja, działanie

Tu mógłbym używać wielu wyrafinowanych przymiotników, ale napiszę krótko – jest rewelacyjnie. Snapdragon 855 w połączeniu z 6 GB RAM daje ZenFonowi wydajnościowego kopa i powoduje, że nie jesteśmy w stanie spowolnić go ani na chwilę. Odpalanie aplikacji, wielozadaniowość i trzymanie zakładek w pamięci, przeglądanie internetu czyli to, z czego najczęściej korzystamy w smartfonach, działa tu idealnie. Narzekać nie będą miłośnicy nawet najbardziej wymagających gier, ZenFone 6 poradzi sobie z każdą z nich.

Doskonale działa także GPS – sprawdzone w kilku wakacyjnych podróżach po Polsce i NFC – nie ma żadnego problemu z płatnościami zbliżeniowymi.

ZenFone 6 idealnie sprawdzi się też w roli smartfona muzycznego. Obsługuje kodeki aptX HD, więc dźwięk na słuchawkach bluetooth jest najwyższej jakości, a dzięki obsłudze formatu Hi-Res Audio muzyka na słuchawkach z kabelkiem potrafi wręcz zachwycić. Oczywiście mamy korektor audio z predefiniowanymi typami muzyki i możliwością dopasowania dźwięku do własnych upodobań, oraz ustawieniem sceny dźwiękowej. Szkoda tylko, że Asus jakiś czas temu zrezygnował z własnej apki do odtwarzania muzyki, zdając się na tą od Googla. Jednak mimo tego najwięksi nawet malkontenci powinni znaleźć odpowiadające im ustawienia, a ja w swoim prywatnym muzycznym rankingu ustawiam ZenFona 6 w topowej trójce, wraz z flagowcami LG i Samsunga.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie też oprogramowanie. Android w wersji 9 przykryty jest nakładką Zen UI. Kilka lat temu nie miałem o niej najlepszego zdania, była skomplikowana, ciężka, przeładowana niepotrzebnymi funkcjami i aplikacjami. W ZenFonie 6 wygląda jak restauracja po „Kuchennych Rewolucjach” Magdy Gesler. Prosta i przejrzysta, bez żadnych udziwnień, wyglądem przypominająca czystego Androida. Ale gdy będziemy chcieli od niej czegoś bardziej wyrafinowanego – bez mrugnięcia okiem spełni nasze żądania. Blokada aplikacji kodem bądź twarzą przed niepowołanymi gośćmi – proszę bardzo. Ciemny motyw interfejsu – jak najbardziej. Zmiana czcionki, jej rozmiaru bądź rozmiaru interfejsu – czemu nie. Nawigowanie po nim gestami a nie przyciskami wyświetlanymi na ekranie – bez problemu. Zwiększanie wydajności w grach, klonowanie wybranych apek, dostosowanie wyświetlanych kolorów pod własne upodobania i preferencje – mówisz i masz. Trzymając się kulinarnych porównań – ewolucja godna gwiazdki Michelin.

Zdjęcia, bateria

Aspekt fotograficzny ZenFona 6 należy podzielić na dwie części. Pierwsza to możliwości, druga to jakość.

Możliwości Asusa są niepowtarzalne, oczywiście za sprawą aparatu „flip”. Możemy w zasadzie dowolnie ustawiać sobie kąt, pod którym chcemy zrobić zdjęcie, podczas nagrywania wideo możemy płynnie obrócić ją z przodu do tyłu i odwrotnie, pomysłowi miłośnicy mobilnej fotografii mają tu spore pole do popisu. Przy wideo przeszkadzać jednak może nieprzyjemny dźwięk poruszającego się mechanizmu, słychać go dość wyraźnie, choć być może była to cecha tylko mojego egzemplarza.

Co do jakości. Asus zamontował tu dwa aparaty – główny to 48 mpx matryca Sony o rozdzielczości 48 mpx i świetle 1.79, drugi to 13 mpx obiektyw szerokokątny. Niestety żaden z nich nie jest stabilizowany optycznie, przy kręceniu wideo pomaga nam stabilizacja elektroniczna. Ta para spisuje się bardzo dobrze, z jednej strony jest o pół kroku za droższą konkurencją, ale gdy weźmiemy pod uwagę cenę ZenFona 6, nie pozostaje mi nic innego jak aparat pochwalić. Kolory mogłyby być nieco bardziej żywe (choć w wyborze najlepszych ustawień pomaga nam Inteligentne wykrywanie sceny) , od czasu do czasu trafi się jakieś przepalone bądź nieostre zdjęcie, tryb nocny nie powala, ale np. tryb portretowy wychodzi doskonale. I co ważne, selfiaki zrobimy głównym aparatem a nie jak to jest w innych smartfonach, słabszej jakości kamerką z przodu. Po miesiącu w telefonie mam bardzo dużo zdjęć, zazwyczaj, gdy smartfon nie spełnia moich oczekiwań, robię ich tylko kilka i już po niego nie sięgam, szkoda czasu. Tu wakacyjna dokumentacja jest bardzo duża, i to mimo flagowej konkurencji innych firm, niech więc to będzie dla ZenFona 6 najlepszą rekomendacją.

Wideo (i z przodu i z tyłu) nakręcimy w 4K w 60 i 30 FPS i w niższych rozdzielczościach, szczegółów jest mnóstwo, a elektroniczna stabilizacja najlepiej działa w FHD 30 FPS.

Na koniec wisienka na torcie czyli bateria. 5000 mAh dawało mi absolutne poczucie bezkarności jeżeli chodzi o sposób używania telefonu. Cały dzień robienia zdjęć, jakieś gry, trochę YouTube bądź kilka odcinków ulubionego serialu, a ja nigdy nie miałem myśli, że czegoś nie powinienem robić, bo zaraz smartfon się wyładuje. Dzień, dwa, czasem nawet trzy przy lżejszym używaniu – wszystko oczywiście zależy od tego, jak ZenFona traktujecie, ale energia nie jest w tym urządzeniu żadnym problemem. W razie czego jest szybkie ładowanie (Quick Charge 4.0), ładowania bezprzewodowego brak.

Czyli...

ZenFone 6 pozostawia u mnie jak najlepsze wspomnienia. Jest oryginalnym telefonem w zasadzie z jednym kompromisem, czyli ekranem. Pewnie dzięki temu producent był w stanie zaproponować tak atrakcyjną cenę, więc jeśli ktoś ustawił się już w kolejce i czeka na nowe dostawy, niech czeka cierpliwie, bo warto.