Na pierwszy rzut oka urządzenie opracowane przez Roberta Blicka i jego kolegów przypomina wymysł pisarza fantasy Terry’ego Pratchetta.

Komputer, który chcą zbudować, ma składać się z miliardów dźwigienek i zapadni. Jego obwodami będzie płynął prąd, ale ruchem elektronów nie będą kierowały tranzystory, a mikroprzełączniki mechaniczne. Taka maszyna zużyje znacznie mniej prądu niż zwykły komputer, a nadto będzie odporna na zakłócenia elektromagnetyczne i wysoką temperaturę.

Skoro jednak to taki genialny pomysł, to dlaczego komputerów od początku nie budowano z przełączników? Tak naprawdę budowano, (maszyny tego typu robiono w latach 40. ubiegłego wieku), ale tranzystory bardzo szybko wyparły rozwiązania elektromechaniczne z prozaicznego powodu - były mniejsze niż najmniejsze mikroprzełączniki.

Z czasem technologia poszła do przodu i dziś potrafimy robić już nie mikroprzełączniki, a nanoprzełączniki, niewiele większe od pojedynczych atomów. I tym sposobem elektromechaniczny komputer może być mniejszy niż komputer elektroniczny. A w tym przemyśle rozmiar ma znaczenie - wygrywa ten, kto na mniejszej powierzchni zmieści najwięcej aktywnych elementów.

Naukowcy z Wisconsin twierdzą, że w miejscu pojedynczego tranzystora da się zmieścić tysiąc nanoprzełączników. To ogromny skok jakościowy. Obecnie prędkość działania maszyny liczącej zwiększamy w jeden sposób - mnożymy liczbę mikroprocesorów pracujących nad obliczeniami (a co za tym idzie, liczbę tranzystorów). I nie ma znaczenia, czy zwiększamy wydajność superkomputera, któremu instalujemy setki tysięcy mikroprocesorów, czy komputera biurowego, któremu instalujemy dwa albo cztery procesory. Wzrost wydajności jest proporcjonalny do liczby tranzystorów. Jeśli komputer elektromechaniczny może mieć na tej samej powierzchni sto razy więcej przełączników niż tranzystorów, będzie sto razy szybszy. Jest o co walczyć.

Inną ciekawą cechą komputera elektromechanicznego jest fakt, że pamięć mechaniczna nie jest ulotna. Obecnie w każdej machinie liczącej komórka pamięci elektronicznej wymaga nieustannego podtrzymywania zawartości przy pomocy prądu. Dlatego, gdy w czasie pracy nastąpi przerwa w dostawie energii, tracimy wszystkie dane, które nie zostały zapisane na twardym dysku.

Komputer elektromechaniczny nie potrzebuje prądu do podtrzymywania pamięci, bo ta realizowana jest za pomocą dźwigienek. Jeśli dźwigienki są wychylone, np. w lewo, to mamy 1, a jak w prawo, to 0. Wyłączenie prądu nic tu nie zmieni.

W przypadku tego typu maszyn zniknie też problem ciągłego ładowania zawartości pamięci ulotnej z pamięci stałej, czyli to, co fundujemy sobie każdego ranka: naciskamy guzik zasilania, idziemy po kawę, a komputer miele i miele dane, aż wreszcie po kilku minutach można się zalogować do systemu. Komputer elektromechaniczny będzie można włączyć i od razu pracować.

Inną arcyważną cechą komputera zbudowanego z nanoprzełączników będzie gigantyczna wprost energooszczędność.

Taka maszyna ma zużywać dziesiątki razy mniej prądu niż obecne urządzenia, bowiem energia będzie mu potrzebna jedynie do odczytywania zawartości pamięci i ewentualnych zmian, a nie do ciągłego podtrzymywania pracy. Laptop z mechanicznym procesorem wytrzyma bez zasilania kilka dni, a nie godzin.

Amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin twierdzą, że technologia potrzebna do budowy nanokomputera mechanicznego już istnieje, trzeba tylko poskładać istniejące elementy w działającą maszynę. Jak widać, perspektywy są na tyle kuszące, że warto kibicować Robertowi Blickowi i jego kolegom, by jak najszybciej stworzyli nowy rodzaj machiny liczącej. Wprowadzenie jej do sprzedaży może całkowicie zmienić rynek komputerów.