Hiszpańskie Muzeum Prado jest pierwszym, które postanowiło udostępnić swoje zbiory w Google Earth. Na specjalnej warstwie google’owskiej wirtualnej Ziemi umieszczono nie tylko trójwymiarowy model budynku Prado, ale także 14 najsłynniejszych obrazów prezentowanych w jego wnętrzach. Choć to jedynie część olbrzymiej kolekcji, autorzy projektu wybrali muzealną creme de la creme.

Reklama

Wśród prezentowanych dzieł znalazły się między innymi „Panny Dworskie” („Las Meninas”) Diego Velazqueza, „Trzy Gracje” Piotra Rubensa oraz „Trzeci Maja” Francisca de Goi. Na wirtualnych ścianach zawisły także obrazy pędzla El Greca, Rembrandta oraz Tycjana.

By móc zaprezentować tych kilkanaście obrazów, autorzy projektu wykorzystali ponad 8,2 tys. zdjęć poszczególnych fragmentów dzieł (fotografowanie zbiorów zajęło ponad dwa miesiące). Dzięki takiemu rozwiązaniu zamieszczone w internecie kopie mają niespotykanie wysoką rozdzielczość wynoszącą 14 gigapikseli, co umożliwia niemal dowolne powiększanie fragmentów płótna i podziwianie prac malarzy. – Zamieszczone w Google Earth ilustracje są 1,4 tys. razy wyraźniejsze od zdjęć wykonanych aparatem o rozdzielczości 10 megapikseli – twierdzi Javier Rodriguez, dyrektor hiszpańskiego oddziału Google’a. – Można więc dostrzec wiele detali, które zwykle umykają naszym oczom podczas normalnego oglądania obrazów.

By móc obejrzeć zbiory Prado bez wychodzenia z domu, wystarczy pobrać darmową aplikację Google Earth, a po jej zainstalowaniu wpisać w okno wyszukiwarki hasło „muzeum Prado”. Po wejściu do wirtualnych sal napotkamy na wiszące obrazy, które z pomocą prostych narzędzi można oglądać tak, jakby kustosz dał nam do ręki lupę i umożliwiał podejście pod samą ścianę.

Dzięki zastosowaniu technologii przybliżania znanej z Google Earth nie trzeba długo czekać, by zamiast całej sportretowanej przez Rembrandta kobiety zobaczyć na ekranie tylko czubki palców jej delikatnej dłoni.

Na pomysł przeniesienia zbiorów Prado do Google Earth wpadła pracownica hiszpańskiego oddziału internetowego giganta Clara Riviera. – Normalnie odwiedzając Prado, stoi się dość daleko od obrazu, a tu można się poczuć tak, jakby ktoś podstawił nam drabinkę pod samo dzieło – wyjaśnia Riviera w wywiadzie dla Associated Press, dodając, że jednak, mimo wszystko, nic nie może się równać z oglądaniem obrazów na żywo.