Jakie są wymagania robotnika względem smartfona? Oczywiście w przerwie w pracy dobrze byłoby sprawdzić na nim Facebooka czy zobaczyć śmieszny film na YouTube, ale głównie chodzi o to, żeby działał po tym jak wypadnie z kieszeni, by można go było łatwo doczyścić po używaniu brudną ręką, by dzwonek był na tyle głośny, by wyłowić go spośród hałasu maszyn i by nie trzeba go było ładować dwa razy dziennie. I mPTech doskonale rozumie te potrzeby. Stawia na rzeczy które są dla potencjalnego użytkownika najważniejsze, w innych miejscach zapewniając tylko absolutne minimum. W Hamerze Active 2 LTE takim minimum jest specyfikacja techniczna. 1 GB RAM i 8 GB pamięci wbudowanej to parametry smartfonów sprzed 6, 7 lat. Dziś niemal niespotykane. Jedynie Android Go, czyli lżejsza wersja systemu przeznaczona dla tanich smartfonów będzie w stanie zapewnić mu przyzwoite działanie. I właśnie takiego Androida znajdziemy w Hammerze Active 2 LTE. Zupełnie niespodziewanym bonusem jest… moduł NFC. To chyba najtańszy smartfon jaki testowałem (570 zł), którym możemy zapłacić zbliżeniowo. A to przyda się każdemu. Zobaczmy więc, jak wyglądała moja przygoda z tym niecodziennie wyglądającym urządzeniem.

Budowa, wykonanie

Bez dwóch zdań telefon wyróżnia się z tłumu. Czarno pomarańczowa, gumowa, odporna na wstrząsy obudowa sprawia, że gdy wyjmiecie smartfon w towarzystwie, jak w banku usłyszycie – co to jest? Oczywiście w towarzystwie nie robotniczym, bo np. branża budowlana rozpozna Hammera od razu, a używając go na co dzień wzbudzicie w pracownikach pewien niepokój przejawiający się myśleniem – „trzeba uważać, jemu kitu łatwo się nie wciśnie”.

Wracając do smartfona. Aparat główny miast wystawać nad powierzchnię urządzenia, tak jak jest to zazwyczaj w zwykłych telefonach, tu jest w niej zagłębiony. Wszystkie wejścia – czyli micro-USB, karty SIM i mini-jack na słuchawki – zabezpieczone są specjalnymi klapkami. Telefon spełnia normę IP-68 czyli bez obawy można go zanurzyć na pół godziny w wodzie.

Głośnik zewnętrzny położony jest z tyłu, więc teoretycznie w najgorszym z możliwych miejsc, ale dzięki temu, że znajduje się w rezonującej komorze, dźwięku nie jesteśmy w stanie przytłumić kładąc telefon na plecach, słychać go bardzo dobrze w każdej sytuacji, w dodatku jest wręcz ekstremalnie głośny.

Rogi Hammera są dodatkowo wzmocnione, bo jak wiadomo w tych właśnie miejscach smartfon najczęściej spotyka się z ziemią. Boki obudowy wystają nad powierzchnię wyświetlacza, tak by ochronić go na tyle, na ile będzie to możliwe w razie upadku. Ekran pokryty jest szkłem Gorilla Glass 3, więc powinien w miarę dobrze bronić się przed zarysowaniami – w moim egzemplarzu przez ponad miesiąc nie pojawiła się żadna rysa, ale też uczciwie przyznać muszę, że prócz kilku bezsensownych „testowych” upadków najtrudniejszym egzaminem było noszenie Hammera w kieszeni razem z kluczami bądź luzem na dnie plecaka. Czyli traktowałem go bardzo ulgowo.

Ekran ma przekątną 5 cali, rozdzielczość HD i 294 piksele na cal, co w zupełności wystarcza. Ma też stare proporcje 16:9 i wielkie przestrzenie nad i pod nim, ale to nie jest ten typ telefonu, w którym zwracamy na to uwagę. Dobrze, że mamy diodę powiadomień.

Działanie

Tu wkraczamy na tereny dla Hammera Active 2 LTE dość grząskie. Bo z jednej strony do podstawowych działań (dzwonienie, przeglądanie internetu) zestaw: Android GO, 1 GB RAM i czterordzeniowy procesor MediaTek MT6739 jakoś się nadają, choć o płynności czy szybkości działania mowy być nie może. Z drugiej – jeśli wyjdziemy poza zestaw zainstalowanych na telefonie lżejszych wersji Gmaila, map czy przeglądarki, narażamy się na niepotrzebne nerwy, bo nie wszystko będzie działać dobrze. Poza tym mała ilość pamięci wewnętrznej determinuje nasze wybory. W moim przypadku skończyło się na Spotify, Messengerze Lite, aplikacji bankowej, Instagramie i grze Hill Climb Racing (zostało mi jeszcze nieco ponad 2 z 8 GB wolnej pamięci). Wszystkiego dało się używać i jak na telefon ze specyficznymi założeniami w sumie mogę ocenić to na plus.

Działał też GPS, i to całkiem nieźle, ale np. przy dłuższej trasie, gdy ktoś do mnie zadzwonił, telefon wyrzucał mnie z nawigacji – prawdopodobnie 1 GB RAM przy takim obciążeniu nie dawał sobie rady.

W smartfonie nie znajdziemy czytnika linii papilarnych, więc jeśli chcemy zabezpieczyć nasz telefon przed wizytą niepowołanych gości musimy zrobić to tradycyjnym PIN-em bądź wzorem, ale, co zaskakujące, możemy użyć do tego także naszej twarzy. Musimy jednak dłużej pogrzebać w ustawieniach, by znaleźć tę opcję. Działa zaskakująco dobrze – gdy uaktywnimy wybudzanie ekranu dwukrotnym uderzeniem, Hammer stosunkowo szybko odczyta naszą twarz i przeniesie nas od razu na pulpit główny.

Muzyki posłuchamy korzystając z gogolowskiej aplikacji Muzyka Play, na pokładzie jest też radio FM. Rozmowy głosowe stoją na dobrym poziomie, wszystko słychać głośno i wyraźnie.

NFC, o którym już pisałem, działa dobrze, nie miałem ani razu problemu z płatnością zbliżeniową, choć moduł pracuje zauważalnie wolniej niż w droższych urządzeniach i trzeba przytrzymać go przy czytniku dłuższą chwilę.

Oprogramowanie

Android GO przeznaczony jest dla budżetowych modeli ze słabą specyfikacją. Google przygotował specjalne wersje popularnych aplikacji, które znajdziemy już w Hammerze (mapy, gmail, asystent) a w Sklepie Play pojawia się specjalna zakładka z programami na taką wersję Androida. Jest ubogo, ale nasze podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone.

Zdjęcia, bateria

Tu mógłbym skrytykować Hammera Active 2 LTE, ale tego nie zrobię. Bo choć efekty uzyskiwane 8 mpx kamerką główną i 2 mpx kamerką do selfie są słabiutkie (wyblakłe kolory, słaba szczegółowość), to jednak do zastosowań zgodnych z duchem urządzenia wystarczą. A pamiętajmy, że chodzi tu o zdjęcie ściany, rusztowania, podwozia samochodu i tego typu rzeczy. Film nagramy w rozdzielczości FHD, oczywiście jakiejkolwiek stabilizacji obrazu brak.

Bateria która ma 5000 mAh jest za to jedną z mocniejszych (prócz obudowy) stron tego urządzenia. Mi starczała na 3, 4 dni używania, w telefonie miałem kartę służbową, więc były to głównie rozmowy plus okazjonalne sprawdzanie internetu. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze – potężna bateria ładuje się dość wolno, a po drugie – musimy do tego używać ładowarki którą znajdziemy w pudełku i która ma odrobinę dłuższą końcówkę – tak by dostać się do zatopionego głęboko w obudowie gniazda.

Czyli…

570 zł za pancerny telefon z NFC jest ceną do zaakceptowania, myślę, że większość świadomych klientów będzie z niego zadowolona, bo liczą się w nim inne rzeczy niż w zwykłych smartfonach. Choć gdyby jego specyfikacja była odrobinę nawet mocniejsza, z pewnością używałoby się go o wiele przyjemniej.