Co mamy na papierze

Pierwszy rzut oka na specyfikację myPhone City 2 nastraja optymizmem. Telefon kosztuje 499 zł a ma 64 GB pamięci wbudowanej, z możliwością rozszerzenia kartą pamięci, do tego 4 GB RAM. To wartości, jakich w klasie budżetowej raczej się nie spotyka. Standardem są 2 GB RAM, 3 to już wręcz rozpusta, podobnie pamięć wbudowana – 16 i 32 GB to dwie obowiązujące zazwyczaj liczby. Jeśli zrezygnujemy z jednej karty SIM, możemy w nim jeszcze zainstalować kartę pamięci (slot hybrydowy).

Lekkie uczucie niepokoju może wystąpić po spojrzeniu na procesor i baterię. Ten pierwszy to 8-rdzeniowy SC9863A wyprodukowany przez Unisoc, mało znaną chińską firmę, która jednak coraz częściej pojawia się w świecie smartfonów budżetowych. Ja miałem już z tym procesorem styczność w Alcatelu 1S i sprawował się w nim bardzo dzielnie. Bateria zaś ma 3000 mAh, co nie jest wielkością imponującą, nawet jak na najtańsze telefony. Pytanie, jak długo będzie działać.

Ekran IPS o rozdzielczości HD+ to też raczej budżetowa norma, choć da się znaleźć na rynku telefony o rozdzielczości wyższej, czyli FHD+. Konstrukcyjnie myPhone City2 trąci myszką za sprawą wielkich obszarów nad i pod wyświetlaczem, oraz starego micro-USB ale na plus trzeba mu zaliczyć ekran w proporcjach 18:9. Do zalet dorzućmy jeszcze czytnik linii papilarnych na plastikowych pleckach, wejście mini-jack na słuchawki, podwójny aparat i Android 9.

Jak to wszystko działa

Po kolei. Procesor w pakiecie z 4 GB RAM spisują się naprawdę dobrze. Telefon pracuje dość płynnie, w swoim budżetowym tempie, ale nie nadwyręża zbytnio naszej cierpliwości. Strony internetowe wczytują się z akceptowalną szybkością, podobnie jest z otwieraniem aplikacji, dłużej musimy poczekać na ich zainstalowanie, ale w budżecie do 500 zł to norma. Za to dzięki 64 GB możemy ich mieć w telefonie całkiem sporo, podobnie jak filmów czy zdjęć, które możemy także trzymać na karcie. 4 GB RAM sprawiają, że zakładki trzymane są w pamięci dość długo. Czyli działanie raczej na plus.

Dobrze sprawuje się też GPS, co w tańszych telefonach wcale nie jest normą. Ale. Nie wiedzieć czemu, wejście micro-USB umieszczono nie na dolnej, ale na… górnej krawędzi. To sprawia, że będziemy mieć kłopot przy podłączaniu kabelka od zasilania, gdy chcemy by telefon ładował się podczas nawigowania, a mamy uchwyt w którym umieszczamy telefon w pionie. Ja w każdym razie miałem z tym problemy, kabelek musi być nieco dłuższy niż normalnie, trzeba kombinować by nie zasłaniał nam ekranu, najwygodniej po prostu nie jest. Szkoda.

Telefon oferuje nam całkiem dobrą jakość rozmów, jest też WiFi Calling, którego nie ma nieraz w dużo droższych urządzeniach. Mamy więc kolejne plusy. Ale. Niestety możemy mieć kłopot z usłyszeniem, że ktoś do nas dzwoni. Głośnik zewnętrzny jest bowiem bardzo cichy. Gdy będziemy mieć telefon w kieszeni a nie w ręce, szansa na to, że usłyszymy dzwonek będąc np. na ulicy jest mizerna, ja notorycznie łapałem się na tym, że mam nieodebrane połączenia. Podobny problem będziemy mieli oglądając np. YouTube – trzeba przesunąć suwak na maksymalną wartość, a i tak bywa czasem za cicho. Jakość dźwięku wydobywającego się z głośnika też jest podła, podobnie jak po podłączeniu słuchawek, ale ok., w tej klasie nie oczekuję jakichś specjalnych doznań. Słabej mocy nie jestem jednak w stanie myPhone City 2 wybaczyć.

Ekran za to ocenię na plus, bo choć o niskiej rozdzielczości, to jednak dość dobrze spełnia swoje zadania, można z niego w miarę komfortowo korzystać w dzień na dworze oraz w ciemnościach, co jest zasługą dobrej jasności maksymalnej i minimalnej. Oczywiście gdy spojrzymy na niego pod kątem, widać degradację kolorów, ale pojedynczych pixeli nie zauważymy.

Na dzień dobry mamy na ekranie naklejone szkło ochronne, ale niestety, z nim wrażliwość wyświetlacza na dotyk jest niska. Dopiero gdy go zdejmiemy, wszystko wraca do normy. 

Czytnik linii papilarnych działa dobrze i bez zastrzeżeń. Mamy także face unlock, czyli odblokowywanie smartfonu twarzą, co w tanim urządzeniu nie zawsze jest normą. I jeśli ta opcja działa, działa zaskakująco sprawnie. Do momentu aż działać przestanie, wtedy musimy na nowo rejestrować naszą twarz by wszystko wróciło do normy. Czyli znów niby dobrze, ale jest jakieś ale.

Nic dobrego nie jestem natomiast napisać o zdjęciach. Po pierwsze aplikacja aparatu zazwyczaj nie chciała się włączać informując mnie o błędzie – trochę jakby telefon usiłował mi mówić: „nie rób tego, nie warto…”. I miał rację, bo gdy już się udało, zazwyczaj żałowałem. Główny obiektyw ma 13 mpx ale wyjątkowo ciemną przysłonę 2.8., ten drugi, do wykrywania głębi, ma 0,3 mpx. Telefon ma problemy z łapaniem ostrości, zdjęcia są zazwyczaj ciemne, chyba że swoje trzy grosze doda HDR, wtedy są przepalone. Za każdym razem zaś wyprane z kolorów. Tryb nocny nie daje zbyt dużo, a rozmycie tła w zdjęciach portretowych wygląda bardzo kiepsko. Filmy FHD bez stabilizacji też nie powalają na kolana. Wciąż pamiętając o tym, że mówimy o budżetowym urządzeniu, jest po prostu źle. Może zamiast skupiać się na dużej ilości opcji, należało skoncentrować się na jakości w podstawowych funkcjach?

Do konstrukcji zastrzeżeń nie mam, plastik mógłby łapać mniej tłustych śladów, ale mieści się w budżetowej normie, przyciski włączania i regulacji głośności są miękkie i działają doskonale.

System to czysty Android w wersji 9, za co należy się plus, ale poprawki bezpieczeństwa z kwietnia (mamy wrzesień) pozwalają sądzić, że na kolejną wersję systemu liczyć nie należy. Choć mogę się mylić.

Czyli...

To wszystko sprawia, że myPhone City 2 jest dla mnie telefonem… dziwnym. Na papierze dość obiecującym jak na budżetową klasę, ale niestety w niektórych dziedzinach życie boleśnie weryfikuje te obietnice.
I tak jak jestem mu w stanie wybaczyć słabą sekcję foto i pochwalić go za działanie, tak tragiczny głośnik zasługuje jednak na naganę. W przedziale do 500 zł można znaleźć urządzenia, które niby oferują mniej, ale za to w podstawowych funkcjach spisują się lepiej. Bo takie właśnie funkcjonalności powinien gwarantować telefon budżetowy.