Soundbary są coraz bardziej popularne - oferują lepszą jakość dźwięku niż głośniki telewizora, a najlepsze modele oferują jakość dźwięku kina domowego, nie zaśmiecając jednak pokoju kablami. Nic więc dziwnego, że także niemiecka firma audio Teufel ma takie urządzenia w swojej ofercie. Do redakcji trafił jeden z ich najdroższych modeli - Teufel Cinebar Lux.

Reklama

Cinebar Lux jest świetnie zaprojektowany. Ładna biała metalowa płyta czołowa (można wybrać szarą, ale biała - moim zdaniem - wygląda dużo lepiej) świetnie zgrywa się z ostrymi krawędziami urządzenia. Gdybym nie wiedział, że to produkt niemiecki, śmiało można by go było uznać za coś, pochodzącego z Japonii. Na górze znajdziemy przyciski sterujące, z przodu wyświetlacz, z tyłu zaś wejścia i wyjścia HDMI. Bardzo fajnie rozwiązano też problem kabli – soundbaru ma gumowe opaski, dzięki którym zwieszające się przewody nie obciążają wtyczek w gnieździe. Zaskakujący - a także bardzo niewygodny i rozczarowujący - patent zastosowano za to w pilocie. By wymienić baterię trzeba odkręcić najpierw śrubę imbusową. To diabelskie i bezsensowne rozwiązanie, które powinno zniknąć z następnego modelu.

Podłączenie, jak w przypadku tego typu rozwiązań, jest proste - podpinamy urządzenie do gniazda HDMI-Arc w telewizorze i już. Niestety nie ma opcji przesłania sygnału 4K do telewizora, więc zapomnijcie o podłączeniu Xboxa czy odtwarzacza UHD przez soundbar

Jak to gra? Poprawnie. Dźwięk jest bardzo naturalny, urządzenie ma odpowiednio szeroką scenę dźwiękową, ale… No właśnie. Urządzenie, pozbawione subwoofera, praktycznie nie ma odpowiedniego poziomu basu. Zapomnijcie o efektach, które roznoszą pokój przy oglądaniu filmów i odpowiednich odgłosach wystrzałów i eksplozji. Sam soundbar, nawet przy swoich 8 głośnikach szerokopasmowych, 2 membranach pasywnych, dwóch tweeterach i dwóch głośnikach górnych, których zadaniem jest tak skierować wiązkę dźwięku, by odbiła się od sufitu, nie jest w stanie grać porządnego basu. Jeśli chodzi o dźwięk przestrzenny, to jest poprawny, ale brakuje tylnych głośników, znanych z innych soundbarów. Cinebar nie był w stanie stworzyć tak dobrej "bańki" dźwięku przestrzennego wokół fotela, jak potrafi to robić konkurencja.

CInebar Lux można połączyć - przez aplikację - z Tidalem czy Spotify. Nie ma jednak AirPlay, więc muzyka będzie odtwarzana jedynie przez BlueTooth, co sprawia, że nie będzie grała tak dobrze

Potężnym rozczarowaniem jest też brak Dolby Atmos, True HD, czy DTS:X, czyli dźwiękowego dobra, dostarczanego nam na płytach z filmami UHD. Biorąc pod uwagę, że ten soundbaru kosztuje ponad 3 tysiące złotych i jest reklamowany przez producenta, jako idealne narzędzie do oglądania filmów, to brak Atmos jest niewytłumaczalnym błędem.

Największą wadą soundbaru jest jego cena. Cinebar Lux jest przynajmniej o tysiąc złotych za drogi. Za samą belkę – bez subwoofera – trzeba zapłacić 3300. Dołóżcie do tego subwoofer Teufel za 1700 złotych i dwa tylne głośniki tej firmy za 1400 i zapłacicie tyle, że zbudujecie własny zestaw kina domowego z porządnym amplitunerem, zestawem kolumn i głośnikami sufitowymi, by zbudować prawdziwy system Atmos.

Jeśli chodzi o konkurencyjne soundbary? Za 4 tysiące złotych kupicie Sony ZFD9, a za 5 tysięcy złotych kupicie bardzo dobrego Samsunga Q90R. Obydwa modele mają już w zestawie subwoofer i tylne głośniki oraz obsługują Dolby Atmos i HDMI 2.2. Z obydwoma tymi modelami Teufel Cinebar Lux przegrywa, biorąc pod uwagę parametr cena/jakość.

Podsumowując testowany soundbar to dziwny produkt. Z jednej strony oferuje dobra jakość dźwięku, z drugiej, to produkt który jest fatalnie wyceniony, nie korzysta z najnowszych technologii dźwięku, dostępnych na płytach i w streamingu. Ma problemy z wirtualizacją dźwięku, do tego brak mu odpowiedniego basu, a fani Apple z pewnością odnotują brak AirPlay jako duży minus. Ciężko jest więc go polecić, skoro konkurencja ma lepsze oferty.