Poznajcie Omnię - smartfona opartego na Windows Mobile 6.1, z pięciomegapikselowym aparatem fotograficznym, pełnym dotykowym ekranem, który jest w stanie odtwarzać filmy DivX. Ma też wbudowany odbiornik systemu GPS i osiem albo 16 gigabajtów pamięci, rozszerzanej kartą. Brzmi imponująco. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.

Omnia jest mniejsza od iPhone'a, ale dzięki temu lepiej leży w ręku. Telefon, w przeciwieństwie do swego amerykańskiego rywala, ma miniaturowy touchpad, który może zastąpić ekran dotykowy i działa tak, jak te większe elementy z notebooków.

Telefonu musisz się nauczyć

Wszystko jednak rozbija się o Windows Mobile. O ile iPhone ma intuicyjny interface - wystarczy kilka ikonek na głównym ekranie, by dostać się do wszystkich funkcji telefonu - to w Omni jest gorzej. Powiedzmy jasno: to komórka dla ludzi, którzy nie boją się grzebać w opcjach telefonu, by odblokować wszystkie jego funkcje. By użyć wszystkich możliwości i900, trzeba się nauczyć go obsługiwać.

Teoretycznie miał pomóc pasek "widżetów", czyli ikonek, które da się przeciągnąć na pulpit telefonu. Niestety, Samsung nie pozwolił nam ułożyć własnego paska - dostajemy tylko te aplikacje, które firma uznała za przydatne. Jeśli chcemy uruchomić inne, nie ma wyjścia - trzeba je odpalić przez menu.

Kolejny problem to konieczność wgrania dodatkowych aplikacji, by Windows Mobile zaczął funkcjonować, jak chcemy. Niestety, takie programy jak "Voice Commander" czy inny interface - "Winterface" - są płatne (kosztują około 100 zł).

Grube palce nie przeszkadzają

Klawiatura wirtualna jest dość wygodna - zwłaszcza jeśli przy pisaniu SMS-ów obrócimy ekran, by poszerzyć widok. Nie ma problemu z dotykaniem przycisków nawet grubymi palcami. Pomaga też wibracja, którą czujemy po wciśnięciu klawisza.

Kolejne wygodne funkcje? Automatyczne wyciszanie telefonu po odwróceniu go ekranem do dołu, czy też "mysz" telefoniczna. Dużym plusem Omni jest aparat - z systemem łagodzenia wstrząsów czy tzw. geotaggingiem, czyli dopisywaniem naszej pozycji w systemie GPS do zdjęcia.

Niestety, nie wszystko jest dopracowane - ekran brudzi się od palców, do tego Omnia wygląda, jakby Samsung za bardzo spieszył się z wprowadzeniem jej na rynek. Instrukcji w ogóle mogłoby nie być, bo nie wymieniono w niej większości funkcji komórki. A takich rzeczy, jak do którego katalogu wgrać pliki mp3, by używać ich jako dzwonków, trzeba mozolnie szukać w sieci (podpowiadamy: trzeba je wgrać luzem do głównego katalogu karty pamięci).

Rysik wygląda nieelegancko

Dużą wadą jest rysik. Samsung, według opinii krążących w internecie, w ogóle nie chciał dołączyć go do telefonu. Okazało się jednak, że bez niego ciężko jest dotrzeć do niektórych funkcji. Dlatego rysik jest, ale nie chowany w komórce (zabrakło dla niego miejsca) - przyczepiamy go do uchwytu na smycz. Nie dość, że wygląda nieelegancko, to jeszcze może niechcący uszkodzić ekran.

Baterię telefonu trzeba ładować co dzień - najbardziej wymagający jest system GPS. Zresztą ten system to w zasadzie tylko aplikacja "Google Maps" - porządne mapy trzeba kupić samemu.

Największą wadą Omni jest pseudozamykanie aplikacji. Samo dotknięcie znaku "x" wcale nie wyłącza programu, a tylko wyrzuca go z ekranu. Sam program zostaje w pamięci - chyba że wyłączymy go menedżerem aplikacji. Możemy więc nagle zobaczyć komunikat o braku pamięci.

Jest nieźle, ale są niedoróbki

Podsumowując - jeśli boisz się możliwości Windows Mobile i nie chcesz spędzić kilku dni na poznawaniu telefonu, to Omnia nie jest dla ciebie. Jeśli jednak uda ci się przystosować ją do własnych potrzeb, to jest to naprawdę dobry smartfon z wieloma przydatnymi funkcjami. Szkoda, że jej ocenę obniżają samsungowe niedoróbki.