Pierwsze, co trzeba zrobić to wyłączyć autosynchronizację wszystkich usług społecznościowych - Facebook, Twitter, poczta, czy inne usługi nie będą się wtedy łączyć z internetem, by pobrać nowe dane. Jeżeli z kolei nie możemy żyć bez poczty, to warto w opcjach aplikacji mailowej wybrać, by pobierane były jedynie nagłówki wiadomości - w ten sposób sami zdecydujemy, który email musimy przeczytać, a który może poczekać na koniec urlopu. Warto też powyłączać opcje ustalenialokalizacji, którą wykorzystują choćby aplikacje pogodowe - będą one pobierać cały czas dane. 

W telefonach z Windows Phone mamy też opcję automatycznego przesyłania zdjęć do chmury OneDrive. Jako, że fotografie mogą zajmować po kilka megabajtów, to wystarczy kilkanaście zdjęć, by na rachunku pojawiła się przerażająca kwota.

Ważne też, by pamiętać, że wiele aplikacji w naszym telefonie łączy się z internetem, gdy tylko zostaną uruchomione - dotyczy to zwłaszcza programów nawigacyjnych, jak choćby Google Maps. Owszem, nawigacja nie wymaga dodatkowych opłat, ale informacje o ruchu drogowym, czy wskazówki nawigacyjne są pobierane przez internet, operator doliczy więc nam odpowiednią ilość pobranych danych do rachunku. Podobnie będzie się działo w przypadku aplikacji, w których możemy dokonywać zakupów - dodatkowe komiksy, książki odblokowane mapy w grach, też mogą się odbić na wysokości opłat.

Na całe wakacje należy też zapomnieć o słuchaniu muzyki w serwisach streamingowych, czy oglądanie filmów na YouTubie. Nawet, jeśli mamy abonament, który pozwala ściągać za darmo piosenki z takich serwisów, to warto pamiętać, że darmowy transfer dotyczy tylko Polski - w roamingu  płacimy za każdy ściągnięty kilobajt.

Jeśli zaś nie wiemy, które z naszych aplikacji ciągną dane z sieci i wolimy nie narażać się na koszty, to najprostszym, ale najbardziej brutalnym rozwiązaniem będzie całkowite wyłączenie transmisji danych i korzystanie z sieci tylko w darmowych hotspotach.