Rzecznik YouTube'a oświadczył, że firmie jest "bardzo przykro z powodu pożaru katedry Notre Dame" i wyjaśnił, że panele informacyjne z wyimkami z encyklopedii Britannica "są uruchamiane przez algorytmy, systemy natomiast czasami działają nieprawidłowo".

Bloomberg przypomina, że YouTube wielokrotnie było krytykowane za niedostateczne wysiłki w walce z dezinformacją i drastycznymi treściami na platformie, które wielokrotnie pojawiały się w pobliżu aktualności na gorąco relacjonowanych przez media.

Teorie spiskowe związane z pożarem paryskiej katedry rozprzestrzeniały się w poniedziałek również na Twitterze. Z konta, które podszywało się pod profil należący do amerykańskiej stacji telewizyjnej CNN wyemitowano wpis o treści "CNN może potwierdzić, że pożar Notre Dame wybuchł w wyniku aktu terrorystycznego". Tweet ten w krótkim czasie zdobył dziesiątki polubień i był wielokrotnie przekazywany dalej przez internautów - donosi Bloomberg. Fałszywy profil, z którego został wysłany, obecnie jest już zablokowany. Inny fałszywy wpis w tym serwisie społecznościowym donosił, że pożar został wywołany celowo - informuje agencja. Jak dodaje, również ta treść została usunięta przez administrację platformy, jednakże serwis Infowars zdążył napisać artykuł w oparciu o jego treść.

W ubiegłym miesiącu na należącej do Google'a platformie wideo, ale też w innych mediach społecznościowych takich jak Facebook, rozpowszechniono wideo transmitowane na żywo przez zamachowca, który w nowozelandzkiej miejscowości Christchurch zabił 50 osób w ataku na dwa meczety - przypomina Bloomberg i dodaje, że w serwisie wielokrotnie ogromną popularnością cieszyły się również materiały wideo kwestionujące fakt lądowania człowieka na Księżycu czy skuteczność i bezpieczeństwo szczepionek. Kwestie nagrań tego rodzaju wzbudziły zainteresowanie amerykańskich polityków, którzy uważają, że platformy społecznościowe powinny być pociągane do odpowiedzialności za dezinformujące, ekstremistyczne bądź inne niebezpieczne treści.