Andrzej Mężyński: Czym jest system radio-stop i czy jego nieuprawnione użycie stanowi on zagrożenie dla kolei i pasażerów?

Zbigniew Szafrański*: Na kolei można wywołać w ten sposób zamieszanie, ale nie zagrożenie. System radio-stop został odziedziczony z czasów PRL. Ze względu na to, że byliśmy wtedy za żelazną kurtyną, na pewne technologie z Zachodu obowiązywało embargo. Musieliśmy więc sami rozwijać krajowy system bezpieczeństwa, by skonstruować bardziej skutecznysposób powiadamianiamaszynisty niż same semafory.

Reklama

Dlaczego?

Chodzi o czas. Jeśli bowiem maszynista minął już semafor, to dyżurny ruchu nie miał go jak powiadomić o niebezpieczeństwie, ustawiając sygnał „Stój”. Do tego okazało się, że łączność głosowa może nie być wystarczająco szybka, powstał więc prosty system.

Jak on działa?

To swoisty hamulec bezpieczeństwa. Pociąg się zatrzymuje automatycznie po tym, jak z radiotelefonu zostanie nadany odpowiedni sygnał o sekwencji trzech częstotliwościach. Jest to przyspieszona forma komunikacji, gdy ułamki sekund decydują – zamiast komunikacji głosowej wciskamy przycisk.

Działają z nim nawet te najtańsze krótkofalówki?

Sygnał może nadać każdy radioamator. Problem nadużycia tego systemu nie jest zresztą nowy. Nawet w czasach, gdy zarządzałem PLK, były takie przypadki. Trzeba tylko jasno powiedzieć, że to nie stwarza zagrożenia dla pasażerów, a jedynie wprowadza opóźnienia w ruchu pociągów.

Dlaczego ten system działa do tej pory?

Reklama

W latach 90. wydawało się, że kolej będzie zanikać, a pierwszeństwo rozwoju miał transport samochodowy. Przez brak dofinansowania kolei nie przeprowadzono więc odpowiednich modernizacji sterowania ruchem, a stare systemy działają do dziś.

Jak to zmienić?

Polska kolej musi przejść na wspólny, europejski system zarządzania ruchem ERTMS. Tam takich numerów z tanią krótkofalówką nie da się zrobić – nadajnik, żeby działać w tym systemie, będzie musiał bowiem być w nim zarejestrowany, bez tej rejestracji w systemie pociągi zignorująSygnały nadawane przez radioamatorów nie przedostaną się do kolejowego radia.

Ile potrwają zmiany?

Wszystko zależy od tempa wprowadzania radia cyfrowego na polskiej kolei. Według mnie potrwa to od 8 do 10 lat. Uważam też, że trzeba zignorować pomysły polegające tylko na doraźnym przerobieniu radiotelefonów. Są ich tysiące, więc proces ten pochłonie czas i pieniądze, które lepiej przeznaczyć na przyspieszenie cyfryzacji.

*Zbigniew Szafrański - W latach 2001-2004 był dyrektorem technicznym PKP Energetyka, od 2006 pełnił funkcję pełnomocnika Zarządu PKP S.A. ds. Międzynarodowych. W 2008 został przewodniczącym Rady Nadzorczej PKP PLK, a na początku lutego 2009 roku został powołany na stanowisko prezesa zarządu spółki. Funkcję tę sprawował do kwietnia 2012