W Fortune Island przenosimy się na wyspę u wybrzeży Szkocji. Jest na niej wszystko, czego potrzeba do zabawy, serpentyny górskie, szalone zjazdy polnymi drogami, wybrzeże najeżone szczątkami drakkarów czy też długie odcinki prostych, asfaltowych dróg.  Aktywności, które na nas czekają, wiele nie różnią się od głównej gry – mamy te same typy wyścigów, te same atrakcje typu strefa driftu, strefy prędkości, skocznie itp. Do tego wszystko – tak jak w pełnej grze – w zmiennych porach roku. Więc coś, co było piękną zmrożoną górską serpentyną, na wiosnę zmienia się w błotnistą drogę.

By osiągnąć tytuł Wyspiarskiego Zdobywcy musimy najpierw przebrnąć przez 11 etapów (uzyskujemy do nich dostęp przez zebranie odpowiedniej ilości punktów wpływu) a potem czekają na nas dwa trudne wyścigi, w których ścigamy się po całej wyspie.

Do tego, po każdym ukończonym etapie czeka na nas zagadka – musimy wykonać odpowiednią czynność (np. skok z rampy) odpowiednim modelem samochodu. Gdy to zrobimy, na mapie pokazuje się pole, w którym ukryta jest skrzynia ze skarbem. Warto ją odszukać, bo w każdej czeka na nas okrągły milion kredytów. 12 takich skrzyń pozwoli nam więc mocno zwiększyć nasz park samochodowy, czy kupić dodatkowe rezydencje na głównej mapie.  W dodatku nie dostaniemy za to nowych klasycznych aut, odnajdywanych w garażach. Twórcy uznali widać, że wystarczą nam dodatkowe kredyty.

Jeśli chodzi o sam model jazdy, to praktycznie nic się nie zmieniło. Każdy, kto grał choć trochę w podstawową wersję gry, poczuje się więc jak w domu. Trzeba jednak przyznać, że nowe trasy ą fantastyczne. Nocny przejazd po oblodzonych  serpentynach podrasowanym Aventadorem, gdy za nami pędzi peleton rywali zapewnia wrażenia, jakich w podstawowej grze nie było. Do tego na tych serpentynach możemy też próbować osiągnąć wwysoki wynik w drifcie, albo spróbować choć o 1/10 sekundy pobić czas przejazdu przez strefę kontroli prędkości. Niezapomniane też wrażenia daje slalom między szczątkami drakkarów.

Czy warto kupić Fortune Island? Jeśli główna gra wam się podobała, to na pewno. Szkoda tylko, że po ukończeniu głównych wyścigów na wyspie zostają tylko sezonowe atrakcje i nie ma niczego więcej, by zachęcić nas do powrotu.