Crackdown 3 to parodia wszystkich gier  filmów akcji o dobrych bohaterach walczących ze złem. Mamy tu więc wszystko, co potrzeba, by zapewnić wybuchowy scenariusz. Jest zła korporacja, kierowana przez jeszcze gorszą prezes. Firma pozbawiła resztę świata prądu, zniszczyła wszystkich dobrych agentów i wykorzystuje pozostałości ludzkości jako darmową siłę roboczą. Na szczęście ruch oporu odnajduje DNA jednego z agentów i odbudowuje jego ciało. To my, sterując tym potężnym bohaterem musimy teraz powstrzymać złe plany Terranovy.

Crackdown 3 to typowy sandbox – mamy do dyspozycji wielkie miasto, a w nim pełno rzeczy do zebrania, miejsc do zdobycia i ludzi do zabicia. By dotrzeć do głównego bossa musimy najpierw pokonać jej poruczników. Z tymi zaś możemy się zmierzyć dopiero po zebraniu pełnego dossier na ich temat. Informacje zaś zdobywamy niszcząc, powiązane z bossami instalacje – stacje kolejki, wielkie szyby zielonego szlamu, więzienia, stacje propagandowe itp. Niestety, wszystkie te elementy sprowadzają się do jednego – wejść w daną lokację, wystrzelać wszystko, co strzela do nas, czasem poskakać po platformach i tyle. Jako, że rozwój naszych umiejętności zależy od ilości zabitych wrogów, to w im więcej walk się wdamy, tym szybciej rozwijamy naszą postać.

I tu pojawia się pierwszy problem gry, nasz bohater staje się zbyt szybko za potężny. Samouzupełniająca się amunicja, uderzenia z wyskoku itp. Sprawiają, że zwykli przeciwnicy, a nawet bossowie stają się mięsem armatnim, które nie stanowi dla nas wyzwania. Problem numer dwa - zbytnia powtarzalność dotarcia do bossów. Zwykle musimy zniszczyć kilka – kilkanaście instalacji, by móc walczy z jednym z poruczników. Niestety każda z tych lokacji jest taka sama. Różni je jedynie ilość przeciwników i ich jakość. To akurat wada wielu gier sandboxowych (szczególnie obozów  wroga w Far Cry).

W grze mamy też możliwość korzystania z pojazdów - możemy je transformować albo w wspinające się pająki czy czołgi, jednak ze względu na to, że najwięcej „znajdziek” jak bonusy czy punktu ulepszające nasze umiejętności znajdziemy najłatwiej na piechotę, to w zasadzie nie trzeba z nich korzystać.

Sama mechanika rozgrywki jest prosta. Lewym spustem blokujemy nasz celownik na wrogu. Strzałkami w górę i w dół możemy wybrać w którą część ciała chcemy celować, a prawy spust otwiera ogień. Możemy przenosić trzy bronie na raz oraz trzy granaty jednego typu. Wyboru broni dokonujemy w specjalnych bazach, które odblokowujemy w mieście. Tam też możemy - jeśli znajdziemy DNA pozostałych agentów - zmienić postać, nie tracąc postępów rozgrywki.

Nie można za to zapominać, że na wszystkie budynki da się wejść. Warto dachy dokładnie zwiedzać, bo albo możemy dzięki nim zaskoczyć wroga, albo zdobyć dodatkowe punkty umiejętności.
Grafika? Jest dziwna. Nierealistyczne, neonowe miasto z kreskówkową grafiką może początkowo razić, jednak potem idealnie wpisuje się w dziwny klimat. One X spokojnie utrzymuje 60 klatek w rozdzielczości 4K, a gdy sytuacja staje się zbyt gorąca, to włącza się dynamiczna rozdzielczość, która – utrzymując tempo gry – zmniejsza rozdzielczość gry.

Czy Crackdown 3 to dobra gra? Nie jest to produkcja rewolucyjna, która wprowadza zaskakujące zmiany w sandboxach. Cierpi też na wszystkie wady tego gatunku – po pewnym czasie te same czynności stają się monotonne, zbyt duża ilość zadań pobocznych sprawia, że ginie nam z oczu główna intryga, a walki z bossami nie są porywające. Z drugiej strony to ten tytuł potrafi wciągnąć ze względu na to, że wcale nie udaje, że jest grą poważną, tylko trochę „trolluje” inne produkcje. Na pewno stanowi dobry przerywnik między "poważniejszymi grami".

Do tego gra jest też dostępna w abonamencie Xbox Pass, można więc ją wypróbować za niecałe 30 złotych. Działa też w programie Xbox Anywhere – co oznacza, że po zakupie dostępna jest zarówno na PC jak i na Xbox, a zapis gier przenoszony jest między platformami.