Joanna Kluzik-Rostkowska mówiła na konferencji w Sejmie, że w ostatnim czasie pojawił się wielki znak zapytania, czy prawdą jest, że polskie służby specjalne posiadają system do elektronicznej inwigilacji Pegasus.

Posłanka PO-KO podkreśliła, że specjaliści nazywają ten system "bombą cybernetyczną". Wszystkie wypowiedzi członków rządu i innych osób związanych z PiS każą nam myśleć o tym, że ten system jest w Polsce. Nie usłyszeliśmy zaprzeczenia, że go nie ma, jedynie takie sugestie, że być może jest, a być może go nie ma albo (wypowiedzi) "nie pamiętam jak się nazywa ten system, na którym pracujemy" - mówiła Kluzik-Rostkowska.

Jak mówiła, system Pegasus pozwala na uzyskanie dostępu do każdego telefonu komórkowego i wgląd m.in. w prowadzone korespondencje bez wiedzy i zgody użytkownika. Dodała, że system Pegasus jest niewykrywalny.

W związku z tym, że każdy użytkownik telefonu w Polsce może być narażony na to, że służby zechcą sięgnąć po ten system i z niego skorzystać. Sprawa jest tak ważna, że czas najwyższy zadać pytanie premierowi, chcielibyśmy się dowiedzieć i żądamy odpowiedzi od szefa rządu - czy system Pegasus został przez służby specjalne polskie zakupiony. Jeśli tak, to kto o tym decydował, czy premier był o tym poinformowany, w ilu przypadku ten system został już użyty, jak ten system jest autoryzowany? - wyliczała posłanka PO-KO.

Dodała, że są bardzo niepokojące wieści, że system Pegasus jest autoryzowany przez właścicieli, czyli "osoby, które są poza Polską". To jest kwestia nie tylko bezpieczeństwa nas obywateli, ale to jest również kwestia bezpieczeństwa międzynarodowego Polski - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.

Tomasz Siemoniak dodał, że jeżeli prawdą jest, że jedna ze służb zakupiła system Pegasus, to oznacza "przestępczą inwigilację obywateli". Przestępczą, bo niemającą żadnego umocowania w polskim prawie, poza kontrolą sądu i najwyraźniej też poza kontrolą prokuratury - mówił polityk PO-KO.

Dodał, że jako były minister obrony narodowej i członek Kolegium Służb Specjalnych jest przekonany, że decyzja o zakupie takiego systemu jak Pegasus nie zapada na poziomie szefa służby.

Siemoniak mówił też, że kolejną kwestią jest to przeciwko komu ten system jest używany. Jeżeli prawdą jest, jak dodał, że system kupiła CBA, to nie jest to służba zajmująca się zwalczaniem terroryzmu, a z myślą właśnie o walce z terroryzmem system Pegasus został stworzony.

Można sobie z łatwością wyobrazić, że (system używany jest) przede wszystkim wobec dziennikarzy niezależnych mediów i wobec polityków opozycji - stwierdził polityk PO-KO.

Podkreślił, że obecnie służby w Polsce mają pełne możliwości kontrolowania obywateli pod warunkiem, że prokuratura zwróci się z takim wnioskiem do sądu i nie ma żadnego powodu do stosowania w tym celu innej procedury. Więc pytanie numer jeden, czy mamy do czynienia z przestępczą inwigilacją obywateli, pytanie numer dwa - kto podjął decyzję i kto za nią jest odpowiedzialny - mówił Siemoniak.

Zapowiedział, że politycy PO-KO zwrócą się do Rzecznika Praw Obywatelskich, ponieważ mamy do czynienia z podejrzeniem bardzo poważnego naruszenia praw obywatelskich i będą prosić go jako "praktycznie ostatnią niezależną od PiS instytucję" o działanie w sprawie systemu Pegasus.

Wicepremier Jacek Sasin powiedział w internetowej części środowej rozmowy Radia Zet, że "jest przekonany, że polskie służby nielegalnie nie inwigilują nikogo". Dopytywany, czy system Pegasus został kupiony odparł: "ja tego nie wiem". Ja nie wnikam w to, jak działają służby specjalne (...). Ja bardzo się cieszę, że polskie służby dostają narzędzia do tego, żeby skutecznie walczyć z przestępcami, a nie tak jak w czasach rządów naszych poprzedników, gdzie 260 mld zł wypłynęło do oszustów, złodziei i mafii, a służby były zadziwiająco bezradne w tej sprawie - powiedział Sasin.