Kilka słów wprowadzenia dla tych, którzy nie znają serii - Assassins Creed opowiadają o setkach lat konfliktu między templariuszami, którzy chcą opanować świat a asasynami, którzy walczą, by ludzie mogli sami decydować o sobie. Nawet, jeśli oznacza to, że wybiorą chaos i zniszczenie. Gra toczy się o artefakty zaawansowanej technicznie cywilizacji, która stworzyła ludzkość. Głównym narzędziem obu stron staje się Animus - maszyna, która pozwala ludziom wydobyć z ich kodu genetycznego wspomnienia ich przodków. W grach poznajemy historyczne postacie i wędrujemy po dokładnie odwzorowanych miastach z okresu od wojen krzyżowych do XIX-wiecznego Londynu.

Akcja najnowszej odsłony serii - AC: Syndicate - rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku w Londynie. Imperium Brytyjskie panuje na wszystkich kontynentach, a jego stolica to centrum światowego handlu i przemysłu. Okazuje się jednak,że to nie rząd czy królowa Wiktoria panują nad Zjednoczonym Królestwem. Wszystko, co dzieje się w stolicy Anglii kontrolują templariusze, którzy teraz szukają kolejnego artefaktu dawnej cywilizacji. Na ich drodze staje para zbuntowanych asasynów - rodzeństwo Jacob i Evie Fry - którzy wbrew woli swych mistrzów postanawiają odbić Londyn z łap tajemniczego zakonu.

Oczywiście, tak, jak w poprzednich odcinkach mamy krótkie przerywniki, pokazujące to, co dzieje się obecnych czasach - dane, zebrane w Animusie przez naszego bohatera posłużą asasynom do odzyskania tajemniczego artefaktu, mającego leczyć wszystkie choroby.

Wróćmy jednak do Londynu. Miasto odwzorowane jest, jak każde w tej serii, doskonale. Z jednej strony mamy dzielnice biedy opisane przez Charlesa Dickensa - błotniste zaułki, z biedotą, utrzymującą się tylko z pracy w fabryce, z dziećmi, które żebrzą o pieniądze, czy też są wykorzystywane do niewolniczej pracy i bezwzględnych właścicieli fabryk. Z drugiej zaś strony Tamizy jest inny świat - czyste, brukowane ulice, piękne damy, eleganccy panowie, których w ogóle nie obchodzi los społecznych nizin. Do grafiki gry i realiów epoki przyczepić się nie można.

Mechanika gry, choć bardzo podobna do poprzednich części, została lekko ulepszona. Tym razem, nie biegamy już po całym mieście, by odblokować kolejne sklepy, które dadzą nam dostęp do nowych broni, czy pozwolą na zwiększenie puli pieniędzy, którą gra przyznaje nam co 20 minut. Teraz wszystkie te czynności możemy wykonać z mobilnego centrum zarządzania, czyli pociągu. To tam ulepszamy naszych podwładnych, kupujemy nowe sklepy itp. Pociąg cały czas porusza się po Londynie i w każdym miejscu możemy z niego wyskoczyć, bądź do niego wejść.

Kolejną nowością jest możliwość wyboru bohatera. W każdej chwili (poza misjami fabularnymi), możemy grać albo Jacobem albo Evie. Czym różnią się te postaci? Umiejętności Evie bardziej nastawione są na skradanie. Jej dużo łatwiej jest bezszelestnie podejść do celu i go zlikwidować, a potem uciec. Jacob z kolei stawia na swoje pięści, rewolwer i ukryte ostrze. Owszem, potrafi przekraść się między strażnikami, ale tylko po to, by stoczyć ze swym celem walkę. Przełączanie między postaciami jest też bardzo szybkie i proste. Sama walka przypomina poprzednie serie.

Kolejnym elementem, dodanym do arsenału naszych asasynów, jest wyrzutnia lin. Działa ona tak, jak w Batmanie i pozwala ominąć zagadki typu "jak mam wejść na ten punkt widokowy". Wystarczy wcisnąć przycisk, by od razu znaleźć się na dachu, czy przejść po linie między budynkami. Dla weteranów serii jest to jednak zbyt duże ułatwienie i odbiera radość wspinania, dla mniej wprawnych graczy będzie to jednak duża pomoc.

Jak przystało na grę Ubisoft, nie wypełniamy tylko głównych misji. Jest też dużo zadań pobocznych, zlecanych przez historyczne postaci, jak Charles Dickens, Charles Darwin czy Karl Marks. Do tego, jak zwykle, będziemy znajdować skrzynie czy inne "znajdźki". Nowością są za to misje naszych podwładnych - porywania wozów z ładunkami, napady na pociągi czy też schwytanie zbiegłych przestępców. W zamian za wypełnianie tych zadań, dostajemy nagrody - elementy wyposażenia, czy schematy, z których możemy wykonać nowe gadżety.

Jak wygląda rozgrywka? Londyn podzielono na dzielnice, a każdą z nich na sektory. By opanować sektor, trzeba wykonać misję polegającą na uwolnieniu dzieci z fabryki, czy zabójstwie templariusza. Gdy mamy już całą dzielnicę pod kontrolą, walczymy z bossem lokalnego gangu. Do tego mamy też misje głównego wątku fabularnego, czyli poszukiwań tajemniczego "całunu z Edenu".

Słów kilka o wymaganiach graficznych. Na szczęście gra chodzi lepiej, niż niesławne Unity (nie ma też błędów technicznych), mimo wszystko jednak, ma duże wymagania graficzne. W rozdzielczości 1440p moja 980 Ti przy ustawieniach ultra, HBAO+ i 4xTXAA wyciągała zaledwie 45 FPS. Po zmniejszeniu wygładzania krawędzi do 2xTXAA udało się osiągnąć mi ponad 50 FPS. Z kolei w przypadku 290X, ustawienia wysokiej jakości tekstur i 2xMSAA pozwalają osiągnąć około 40 klatek na sekundę. Syndicate wymaga też koszmarnej ilości pamięci karty graficznej. Maksymalne ustawienia zużywają ponad 4,4 GB VRAM. Co gorsza, w tej rozdzielczości, minimalne wymagania VRAM to ponad 2 GB. Oznacza to, że na najsłabszych kartach będą problemy. Posiadacze monitorów o proporcjach 21:9 mogą być częściowo zadowoleni - gra wspiera ich ekrany, ale tylko w rozdzielczości 2560x1080 - 3440x1440 jest niedostępna.

Ścieżka dźwiękowa jest dobra, choć nie aż tak fajna, jak w przypadku Unity czy Black Flag. Brakuje mi piosenek, granych przez lokalne orkiestry, które wpadały w ucho, jak choćby "Ca Ira", czy szanty z karaibskich tawern.

Czy gra się fajnie? Fani serii poczują się jak w domu. Nowości nie jest na tyle, by całkowicie zepsuć ich ukochaną grę, nowi gracze zaś będą mieli łatwiej. Trzeba bowiem pamiętać, że podstawowa mechanika gry i walk jest wciąż ta sama - biegamy po dachach, skaczemy przez mury, walczymy z hordami przeciwników, zmienia się tylko miasto i epoka. Gra, moim zdaniem, jest dużo lepsza od Unity - ma ciekawiej napisaną intrygę, znacznie sympatyczniejszych dobrych bohaterów (choć wielki mistrz templariuszy jest, moim zdaniem, mocno przerysowany) i jest prawie tak dobra, jak "Black Flag". Trzeba jednak pamiętać, że Syndicate przeznaczony jest dla graczy, lubiących gry dziejące się w otwartym świecie, których nie przeraża bieganie po dachach i powtarzanie skoków, byle tylko zdobyć kolejną "znajdźkę". To poprawna gra z serii, ale ludzie Ubisoftu powinni przygotować jakąś rewolucję, zanim seria zamieni się w "A jak asasyn".