Druga część trylogii zaczyna się tam, gdzie skończyła się pierwsza - po walce z Sephirothem i ucieczce z miasta. Tym razem nasza ekipa ma przed sobą duży, otwarty świat i bardziej naturalne krajobrazy.

Final Fantasy VII: Rebirth / dziennik.pl
Reklama

Final Fantasy VII: Rebirth - fabuła

Jeśli chodzi o fabułę, to - jako, że nigdy nie grałem w oryginał FF VII - nie jestem w stanie powiedzieć, co się zmieniło, co zrobiono lepiej, a co gorzej. Fani gry na Reddicie jednak wymieniają wszystkie nowe szczegóły - bo główny rys opowieści nie został mocno zmieniony. W każdym razie historia jest dobrze opowiedziana, wzbudza emocje, a zaczyna się mocno, bo wracamy do pierwszego spotkania Clouda z Sephirothem, które kończy się wielką tragedią dla naszego bohatera. Co ciekawe, podczas misji wspominkowych nasi towarzysze komentują poczynania Clouda i czasem nie podoba im się to, co robi nasz bohater (np. spróbujcie otworzyć szafę w pokoju Tify). Do tego cała sytuacja zaczyna coraz bardziej odbijać się na Cloudzie, a Tifa i Aerith próbują robić wszystko, by mu pomóc. To naprawdę dobrze napisana gra.

Final Fantasy VII: Rebirth / dziennik.pl
Reklama

Final Fantasy VII: Rebirth - mechanika

Mechanika rozgrywki trochę się zmieniła od czasu pierwszej części trylogii. Tak, dalej mamy - na szczęście - walkę w czasie rzeczywistym. Na najłatwiejszym poziomie trudności nie musimy się za bardzo martwić taktyka. Jednak jeśli chcemy trochę ambitniejszego wyzwania, to twórcy dali z siebie wszystko. Nasze postaci mogą tworzyć razem odpowiednie combo, warto więc tak dopasować drużynę, by mogły się wzajemnie uzupełniać. Sama walka wygląda widowiskowo i płynnie. Zwłaszcza, że potwory - jak przystało na japońskie RPG - są… dość ciekawe pod względem wyglądu.

Final Fantasy VII: Rebirth / dziennik.pl

Jeśli chodzi o rozwój postaci, to - oprócz podnoszenia broni na coraz wyższy poziom i wybierania jej modyfikatorów (np. możemy wybrać czy ma mieć zdolności defensywne czy ofensywne) mamy jeszcze coś, co nazywa się folio. To tam wybieramy zdolności naszych postaci, dodatkowe cechy, umiejętności synergii itp. Nie mamy jednak do tego ciągle dostępu - nowe zdolności albo uzyskujemy w bibliotekach, albo w specjalnych automatach. Oczywiście jest też materia, wkładana do przedmiotów i broni. Także wszystko to, co fani serii FF lubią, nie zostało usunięte.

Final Fantasy VII: Rebirth - zadania dodatkowe

Oprócz głównej linii fabularnej i zdań dodatkowych, mamy też pełno pobocznych aktywności. Będziemy więc zwiedzać całą mapę, jeśli ktoś - tak jak ja - musi odkryć i odblokować wszystkie "znaki zapytania". Jest tego tak dużo, że możemy zgubić główny wątek. Bo co z tego, że trzeba ratować świat, jak tu obok jest wyścig chocobo, a gdzieś tam jest do odnalezienia specjalne "źródło życia", które uzupełni naszą wiedzę o świecie. To wszystko daje nam oczywiście wymierne nagrody, w postaci broni, przedmiotów, materii, punktów doświadczenia, waluty itp… więc warto się tymi aktywnościami zająć. Co prawda, dzięki temu nabiłem w FF VII Rebirth ponad 90 godzin (a mógłbym więcej), z czego większość tego czasu spędziłem poza głównym wątkiem.

Final Fantasy VII: Rebirth - grafika i muzyka

Graficznie i muzycznie FF VII jest świetne. Kompozytorzy dali z siebie wszystko, tworząc ścieżkę dźwiękową do gry - zarówno w czasie walki z bossami, jak i podczas zwiedzania. Można też, co docenią puryści serii FF, uruchomić japońskie dialogi z angielskimi napisami. Mi jednak zdecydowanie grało się lepiej przy anglojęzycznej ścieżce dialogów. Głosy postaci dobrano naprawdę dobrze i - moim zdaniem - brzmią lepiej niż po japońsku.

Final Fantasy VII: Rebirth / dziennik.pl

Jeśli zaś chodzi o grafikę, to zarówno postaci, potwory, jak i świat wyglądają bardzo dobrze - jak na PS5. Twarze postaci, zwłaszcza Aerith są po prostu piękne. Ludzie ze Square Enix naprawdę się przyłożyli, tworząc nową wersję FF VII.

Final Fantasy VII: Rebirth / dziennik.pl

Final Fantasy VII: Rebirth - podsumowanie

Podsumowując - Final Fantasy VII: Rebirth wygląda świetnie, a gra się w to jeszcze lepiej. Odejście od turowej mechaniki walki było strzałem w dziesiątkę, a wprowadzenie dodatkowych zdolności synergii robi starcia bardzo interesujące pod względem taktycznym. Jedynym problemem, jaki miałem z grą jest to, co jest wadą wszystkich gier z otwartym światem - zbyt dużo aktywności pobocznych rozmywa główną fabułe. Zdecydowanie wolałbym ich mieć mniej, żeby nie tak bardzo odrywały od podstawowego wątku.