Najpierw dygresja, której nie chcę chować na koniec. Nie przepadam za aktami lekceważenia ludzkich wierzeń, zwłaszcza tych wciąż żywych, bez względu na to, co prywatnie o nich myślę. Nie podobają mi się płytkie filmy animowane na motywach "Ramajany", lampki nocne z kloszem wyrastającym z głowy Buddy, żarty z ukrzyżowania, demonizacja bóstw hinduizmu w filmach przygodowych, dowcipy o przesądach syberyjskich szamanów. I czuję się nieswojo przy grze, która redukuje do zwykłej kreskówki główne idee zoroastryzmu.

Domyślam się, że postnowocześni projektanci z Montrealu nie mieli złych intencji. Ot, wzięli na warsztat zapyziały perski mit - w końcu nazwa zobowiązuje - o walce dwóch bogów i na tym wrzecionie jakoś tam utkali wątłą nić fabuły. Rzecz w tym, że owa prastara wizja świata jako pola manichejskich zmagań sił dobra i zła wciąż determinuje drogę życia wielu ludzi. W dawnej Persji, czyli Iranie - kraje arabskie to nie jedynie islam przecież - ale nie tylko. Zoroastrianinem był Freddie Mercury z Queen, ścieżką Ahury Mazdy kroczy też podobno dyrygent Zubin Mehta. Nie podaję tych sławnych nazwisk w ramach argumentacji za przywołaną religią - w czym wiara gwiazdy muzyki jest lepsza od wiary ekspedientki z warzywniaka na rogu? - ale jako dowód na żywotność idei, która skądinąd ma swych wyznawców i w Polsce. Nie wiem, czy gra zręcznościowa o narodzinach chrześcijaństwa z apostołami wyczyniającymi akrobacje na drążkach i siekającymi na plasterki rogatych wysłanników szatana byłaby nadużyciem. Być może nie. Niepokoi mnie jednak brak troski o grupę ludzi zbyt wąską, aby mogła wpłynąć na wyniki finansowe "Prince of Persia".

Nowego "Księcia Persji" stworzyła ta sama ekipa Ubisoftu, której zawdzięczamy świetną trylogię otwartą "Piaskami Czasu" (2003). Były to trójwymiarowe gry platformowe nawiązujące książęcym szyldem i wybitnie zręcznościowym charakterem do historycznego megaprzeboju "Prince of Persia" (1989), w który w tamtych czasach zagrywał się nocami chyba niemal każdy użytkownik komputerów Apple, PC, Amiga i Atari.

We wspomnianej trylogii Książę nie tylko skakał nad przepaściami, po kolumnach i wystających ze ścian drążkach, unikając pułapek. Unikał też ostrych sejmitarów licznych wrogów.

W nowym "Prince of Persia" wyzwania zręcznościowe związane z precyzyjną akrobacją i licznymi, często trudnymi walkami - dwie spośród trzech największych atrakcji gier spod szyldu "PoP" nie istnieją. Gra, przynajmniej dla weterana serii, jest dziecinnie prosta, konsola koryguje wiele błędów sterowania. Walki (rzadkie), choć efektownie animowane, także nie podnoszą poziomu adrenaliny. Przechodzimy je z marszu. Co pozostaje? Eksploracja. I to akurat naprawdę robi wrażenie. "Książę Persji" bowiem, mimo że może rozczarować niewyszukaną rozgrywką, urzeka obrazem. Zastosowana technologia (cell shading) sprawia, że tytuł ten przypomina film animowany, w którym bohaterowie, obramowani mocną konturową kreską, poruszają się na tle malowanego lub rysowanego tła. Efekt jest rzeczywiście imponujący.

Bohaterów jest dwoje. Mężczyzna - typ szemranego, ale sympatycznego zawadiaki bez szczególnych koligacji, nasza postać główna - i towarzysząca mu kobieta, piękna księżniczka Elika (steruje nią procesor, zdarza się nam jednak korzystać z jej magicznych mocy). Razem mają pomóc dobremu bogu światła Ormuzdowi (inaczej Ahura Mazda, co jednak autorom scenariusza się merda - zdarza się, że według skryptu to dwie postacie) pokonać złego boga ciemności Arymana, który właśnie wydostał się ze swego więzienia i zatruwa piękne okoliczne perskie ziemie jakimś szlamem, dymem i innym plugastwem. Sprawa jest prosta: trzeba przekicać po murach, skalnych półkach, słupach, drążkach itd. do źródeł polucji i pokonać jakiegoś drania, aby wokół znów wyrosły kwiaty. W typowej dla gier platformowych manierze zbieramy, niczym Pacman kropki, lśniące "nasiona światła", dzięki którym Elika odblokuje nowe magiczne moce. Nic nowego w gruncie rzeczy.

Gra nieco zbyt letnia przez swą przystępność, ale bardzo efektowna wizualnie. Co kto lubi. Osoby, które dotąd z Księciem nie miały przyjemności, chyba będą bawić się najlepiej.

Testowałem angielską wersję gry. Wydawca szykuje pełną polonizację z Maciejem Zakościelnym w roli głównej.

"Prince of Persia",
Ubisoft Montreal,
dystr. Ubisoft, PS3, 12+,
fonia ang., napisy ang.