Kierowca potrzebuje w samochodzie spokoju. Zwłaszcza taki kierowca, który spędza za kółkiem dwa dni, wybierając się np. na wakacje z Polski do słonecznej Italii. Spokój ten oczywiście mogą zburzyć dzieci - skazane na dwa dni siedzenia na tylnej kanapie. Nietrudno się domyślić, że kierowcą potrzebującym spokoju byłem ja. Mając w perspektywie 1600 km trasy i sceny żywcem wyjęte ze Shreka 2, musiałem z tym coś zrobić.

Najprościej spacyfikować dzieci elektroniką, ale problemem jest zawsze jej czas działania. Potrzebowałem smartfona, który będzie w stanie pracować przez nawet kilkanaście godzin - bo tyle mniej więcej mógł trwać każdy z dwóch dni podróży. A takich długodystansowców nie ma wiele. Po szybkiej ocenie sytuacji postanowiłem skierować swoje kroki do Asusa - po model Zenfone Max, z baterią o imponującej pojemności 5000 mAh. Testerem została córka, której telefon zdecydowanie nie wytrzymałby takiej podróży bez ładowania. Na 32 GB karcie pamięci udało mi się upchnąć 16 filmów, a dzięki 16 GB pamięci wbudowanej zainstalowałem cały zestaw gier, tak by droga nie była udręką. Przede wszystkim dla mnie.
Na szczęście córka miała już w swoich rękach inny model Asusa - Zenfone 2.

Dzięki temu łatwiej jej było nad nim zapanować, bo Asus bardzo rozbudowuje swoją nakładkę na Androida, dodając do niej całe mnóstwo mniej lub bardziej potrzebnych autorskich programów i rozwiązań, które niewprawnego użytkownika mogą wręcz przerazić.

Jedyna wątpliwość, jaką miałem, dotyczyła zastosowanego w Zenfone Max procesora. To czterordzeniowy Snapdragon 410, o bardzo przeciętnych osiągach, który na szczęście wspomagany jest 2 GB pamięci RAM. Czy poradzi sobie z grami? Tego nie byłem pewien, ale z drugiej strony rozumiałem założenia producenta - taka jednostka pobiera mało energii, bateria nie jest więc narażona na wielki uszczerbek, a o to w tym modelu przecież chodzi.

Wyruszyliśmy w piątkowy lipcowy poranek. Musieliśmy dojechać do miejscowości Gratz w Austrii - bo tam mieliśmy zarezerwowany nocleg. Syn wyposażony w chiński wynalazek Oukitel K400 pro, który, o dziwo, cały czas działa bez zarzutu, a córka w Zenfona Max.

Przez ponad 10 godzin w samochodzie panowała błoga cisza, przerywana co jakiś czas komendami nawigacji. Tylna kanapa zamieniła się w tym czasie w salę kinową i salon gier, który działał i działał, i działał… Po przyjeździe na miejsce z ciekawości spojrzałem na zużycie baterii w Zenfonie Max. I, szczerze mówiąc, byłem w lekkim szoku. 9h 34 min pracy na włączonym ekranie, a ogniwo miało jeszcze 52 proc… Wynik więcej niż imponujący i to biorąc nawet pod uwagę, że internet był w tym czasie włączony tylko do granicy z Czechami, a więc przez jakieś 4h. W drodze powrotnej udało się wyciągnąć 11h 48 min, a bateria miała jeszcze 40 proc.

Ku mojemu zdziwieniu telefon całkiem sprawnie radził też sobie z grami, co prawda tymi mniej wymagającymi, gdyż córka nie należy do ich wielkich miłośniczek, ale Hungry Shark, Subway Surf czy Slither.io nie stanowiły dla Maxa żadnego problemu.

Wielkim zaskoczeniem były możliwości fotograficzne tego modelu. Kamera główna ma 13 mpx, przednia, co dla pokolenia Snapchata (aplikacja działa bez zastrzeżeń) jest bardzo ważne - 5 mpx i obie robią bardzo przyjemne i ładne zdjęcia. Do fotografowania włoskiej zabytkowej architektury nadają się doskonale, a ewentualne braki nadrabiają niesłychanie rozbudowanymi możliwościami edycji. Ilość filtrów, ramek, efektów jest wręcz imponująca, a dzięki programom MiniMovie i PhotoCollage można w prosty sposób montować ze zdjęć efektowne filmiki czy kolaże.

Zenfone Max nie najgorzej sprawdzi się też jako odtwarzacz muzyki - dźwięk w słuchawkach jest przyzwoity, ten wydobywający się z głośnika mono - bardzo donośny, ale dość płaski. Telefon wybudzimy oraz uśpimy dwukrotnym uderzeniem w ekran, nie znajdziemy w nim czytnika linii papilarnych, jest za to dioda powiadomień.

Wyświetlacz z założenia nie może należeć do superligi, ma być energooszczędny i taki jest - IPS HD, 267 ppi. Mimo iż parametry nie należą do najlepszych, ekran zapewnia jednak komfortowe korzystanie ze smartfona, a 5,5 cala doskonale sprawdza się w roli podręcznego kina. Trochę dziwi brak Androida 6.0, który słynie z doskonałej optymalizacji, ale producent na szczęście zapowiedział aktualizację tego modelu. Mój egzemplarz wciąż jednak pracował na wersji 5.0.2. Szkoda też, że przyciski systemowe, które umieszczono pod ekranem, nie są podświetlane, a powierzchnia nad i pod nim oraz ramki zajmują dużo miejsca. Mimo to wykonanie Asusa należy ocenić na plus - wszystko jest dobrze spasowane, telefon komfortowo leży w dłoni dzięki delikatnie zaokrąglonemu tyłowi wykonanemu z przyjemnego, nieślizgającego się plastiku.

Procesor, tak jak już pisałem, nie jest demonem szybkości (25581 pkt. w AnTuTu Benchmark), ale trudno mieć o to pretensje. Coś za coś - w zamian za imponujący czas pracy dostajemy co najwyżej przeciętne osiągi. Tym niemniej nie mogę napisać, że z tego powodu Max nie nadaje się do użytku. Wprost przeciwnie - system pracuje stabilnie i bez zawieszeń, a czas wczytywania i uruchamiania aplikacji jest do zaakceptowania. Do tego procesory Qualcomma doskonale współpracują z GPS - Max będzie więc też całkiem sprawną nawigacją.

W telefonie znajdziemy dwa sloty na kartę SIM, które obsługują LTE, a pamięć wbudowaną możemy rozszerzyć kartą pamięci.

Czy więc poleciłbym Zenfona Max? Zdecydowanie tak, ale tylko osobom świadomym swoich potrzeb. Jeśli ktoś poszukuje smartfona, który będzie działał przez kilka dni z dala od ładowarki - to zdecydowanie jest to propozycja dla niego. Producent bardzo dobrze opanował trudną sztukę umiaru - rezygnując z kosmicznych osiągów na rzecz czasu działania - by mimo to Zenfone Max był pełnoprawnym produktem nadającym się do codziennej pracy. Tysiąc złotych bez złotówki, jakie musimy za niego zapłacić, jest uczciwą ceną.

Plusy:
bateria
aparat
GPS
Minusy (do zaakceptowania):
przeciętne procesor i ekran