Choć telefony BlackBerry, z których korzystają polscy dyplomaci, są wyposażone w dodatkową infrastrukturę kryptograficzną, nie znaczy to, że nasze tajemnice są w 100 proc. bezpieczne. Jak wynika z dokumentów ujawnionych przez „The Guardian” dzięki Edwardowi Snowdenowi, anglosaskie służby potrafiły włamać się na podobne telefony już w 2009 r.
– pisał w poniedziałek na Twitterze minister Radosław Sikorski. MSZ nie ma sygnałów o inwigilacji naszych obywateli przez NSA lub brytyjską Rządową Centralę Łączności (GCHQ). Obie instytucje na masową skalę podsłuchiwały unijnych dyplomatów; brytyjska agencja inwigilowała ich zwłaszcza w przededniu londyńskiego szczytu grupy G20 w 2009 r.
Nie znaczy to jednak, że nasi dyplomaci mogą spać spokojnie bez obaw o bezpieczeństwo przekazywanych informacji. Prezydent USA Barack Obama, przyparty do muru przez dziennikarzy podczas wizyty w Tanzanii, przyznał, że amerykańscy agenci interesują się także działaniami sojuszników. - mówił.
Radosław Sikorski jest znanym entuzjastą telefonów BlackBerry. Wyposażył w nie urzędników resortu obrony, gdy kierował nim podczas rządów PiS. Teraz korzystają z nich również polscy dyplomaci. Koszt zakupu 1700 terminali BlackBerry i wdrożenia odpowiedniej infrastruktury wyniósł w latach 2009–2010 niemal 2,5 mln zł. - zapewnia w rozmowie z DGP Rik Ferguson, specjalista ds. zabezpieczeń firmy Trend Micro. Wiele rządów nie ma jednak takiej pewności.
Francja w obawie przed szpiegostwem zakazała swoim dyplomatom korzystania z aparatów tej marki. Wątpliwości co do wyposażenia naszych urzędników w telefony BlackBerry miał były szef MSWiA w rządzie PiS Ludwik Dorn, który pod koniec 2010 r. zgłosił w tej sprawie oficjalne zapytanie. - przyznał w odpowiedzi ówczesny wiceminister obrony Marcin Idzik.
Serwery RIM znajdują się m.in. w USA i Wielkiej Brytanii, siedziba firmy mieści się zaś w Kanadzie. Służby wszystkich tych państw ściśle z sobą współpracują w ramach tzw. sieci Pięciorga Oczu łączącej także agencje z Australii i Nowej Zelandii. „Guardian” sugeruje zaś, że Kanadyjska Służba Bezpieczeństwa Łączności (CSEC), lokalny odpowiednik NSA czy GCHQ, pomagała dotrzeć do e-maili wymienianych przez dyplomatów państw G20 za pośrednictwem BlackBerry. - głosi jeden z ujawnionych przez gazetę slajdów z logo CSEC. Informacje trafiały potem do brytyjskich ministrów.
RIM nie odniósł się bezpośrednio do tych rewelacji. oświadczyła jedynie firma. - pisze emerytowany generał James Cox w raporcie dla CDFAI, jednego z kanadyjskich think tanków. Marcin Idzik przekonywał, że .
Zapytaliśmy rzecznika MSZ Marcina Bosackiego, czy w takie dodatkowe oprogramowanie szyfrujące zostały wyposażone telefony dyplomatów. - odpowiedział szef biura prasowego ministra. - odpowiada nam Rik Ferguson.
W przeszłości naszemu MSZ zdarzały się jednak przypadki dość pobłażliwego traktowania kwestii ochrony przekazywania informacji niejawnych przez dyplomatów. W październiku 2012 r. DGP ujawnił, że przedstawiciele RP na Białorusi w nowej siedzibie ambasady nie dysponują kancelarią tajną. Zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych to w niej muszą być przechowywane i przetwarzane dokumenty opatrzone klauzulą (nie mogą one być przekazywane za pośrednictwem BlackBerry).
Takimi klauzulami opatrywane są dokumenty, których ujawnienie mogłoby np. pogorszyć stosunki z Białorusią lub utrudnić pracę naszych służb specjalnych na jej terenie. - pisał nam wówczas przedstawiciel biura prasowego MSZ.