Dokument ten nie tylko umocnił sojusz transatlantycki, lecz także stanowił fundament porządku światowego trwającego ponad 70 lat. Pomimo wielu różnic wciąż wydaje się, że nas, Europejczyków, nie dzieli z Amerykanami tak wiele, jak nas łączy. Dziś jest to zwłaszcza wspólny przeciwnik na polu technologicznym – Chiny – który przejmuje tam rolę, jaką w okresie zimnej wojny odgrywał ZSRR. Imperializm Państwa Środka nie wiąże się jednak z politycznym i militarnym kontrolowaniem krajów satelickich. Wyraża się poprzez wpływ gospodarczy: dostarczanie kapitału i technologii. Ale nie oszukujmy się: pośrednio wpływa to również na politykę.

Reklama

Nie do końca wojna

Nie sposób w XXI w. wieść na świecie prym bez przewagi w nowych technologiach. Telefonia piątej generacji (5G) to rewolucja i ogromna szansa dla wielkich graczy na zwiększenie swojego potencjału. Zarówno USA, jak Chiny wyciągnęły wnioski z procesu wdrażania telefonii poprzednich generacji, w którym nie odegrały pierwszoplanowej roli.

Narastającą rywalizację między obu krajami widać w ich strategicznych dokumentach. Jak wynika z "Made in China 2025", narodowego planu budowy i utrwalania potęgi Państwa Środka, Pekin zamierza osiągnąć te cele, inwestując w 5G, sztuczną inteligencję, robotykę czy nanotechnologię. W "The U.S. Army in Multi-Domain Operations 2028", jednym ze strategicznych dokumentów amerykańskiej armii, Chiny zostały wprost wskazane jako najgroźniejszy rywal USA w dziedzinie sztucznej inteligencji, który osłabia ich przewagę technologiczną. Były doradca Donalda Trumpa Stephen Bannon wielokrotnie w wywiadach podkreślał, że Huawei to największe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Ameryki w historii – nawet większe niż zagrożenie wojną nuklearną.

Głośnym echem po drugiej stronie Pacyfiku odbiło się szczególnie przemówienie wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a wygłoszone w 2018 r., w którym dowodził, że "Pekin wykorzystuje narzędzia polityczne, gospodarcze i militarne, a także propagandę, aby zwiększyć swoje wpływy i ingerować w politykę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych". W Państwie Środka odebrano te uwagi jako deklarację amerykańskiego imperializmu i zwiastun nowej zimnej wojny między mocarstwami. A nawet porównywano wypowiedź wiceprezydenta USA do słynnej przemowy o żelaznej kurtynie Winstona Churchilla z 1946 r. Wielu Chińczyków uważa, że słowa Pence’a były oznaką, iż Amerykanie zrzucają maskę uprzejmości i zamierzają pokazać swój prawdziwy charakter po to, by powstrzymać wzrost Chin – tak jak w przeszłości robili to z ZSRR czy z Japonią.

CZYATAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>