Q60 nie wyróżnia się designem - co prawda ma cieńsze ramki niż ubiegłoroczny model – ale wciąż są widoczne. Telewizor stoi na dwóch nóżkach, wyglądających, jakby były z metalu, jednak ich osłony wykonano z plastiku.

W przeciwieństwie do potężniejszych braci, nie ma też opcji One Connect, czyli pudełka do którego podłączamy przewody, a je same łączymy cieniutkim światłowodem do telewizora. Tu kable montujemy bezpośrednio do ekranu. Brakuje też - jak w wyższych modelach UHD - specjalnych wyżłobień do poprowadzenia w nich przewodów, jeśli więc Q60 będzie wisiał na ścianie, to bez maskowania kabli się nie obejdzie. 

Wszystkie cztery gniazda HDMI obsługują HDMI 2.0 i protokół HDCP 2.2. Do tego jedno obsługuje też ARC (niestety nie eARC). Jeśli chodzi o system operacyjny Smart TV, to Samsung użył swojej najnowszej wersji Tizen, który – moim zdaniem – jest najlepszym systemem Smart OS na rynku, dużo bardziej intuicyjnym i szybszym niż Android TV czy Web OS. Łatwo się nim zarządza i nie ma żadnych problemów z aplikacjami.

Niewielkie zmiany wprowadzono też w pilocie - wprowadzono przyciski do bezpośredniego uruchamiania Netflix czy Amazon Prime (szkoda, że nie można zmienić ich przypisania, bo wolałbym osobny przycisk do HBO GO niż usługi Amazon). O ile sterowanie głosowe pozwala na uruchomienie odpowiednich aplikacji, to nie da się już np. głosem uruchomić konkretnego filmu z platformy.

Samsung zostawił za to w160 jedną z najbardziej ciekawych funkcji swojej najwyższej linii modelowej - Ambient. Pozwala ona przy wyłączonym telewizorze „zlać” obraz ze ścianą - wyświetlając na ekranie zdjęcie tego, co jest za TV (dlatego lepiej użyć do powieszenia ekranu specjalnego uchwytu Samsunga, inaczej będzie mało ciekawie). Można też użyć funkcji Ambient do wyświetlenia galerii zdjęć, czy najważniejszych wiadomości lub informacji o pogodzie.

Jeśli chodzi o jakość obrazu i płynność, to trzeba pamiętać o jednym. Telewizory z 43-calową i 49-calową przekątną obrazu mają matrycę o odświeżaniu 60 Hz, dopiero większe modele mają 120 Hz matrycę. Dlatego też, jeśli możecie dopłacić 400 złotych różnicy między wersją 49” a 55” i macie miejsce na 55”, koniecznie zdecydujcie się na większy model.  Telewizor świetnie sobie radzi z upscalingiem filmów BluRay do 4K (z DVD jest trochę gorzej, ale też da się oglądać).

Q60 ma bardzo dobry kontrast, brakuje jednak systemu lokalnego przyciemniania, znanego z modelu z poprzedniego roku). Nie oferuje też tak dobrego poziomu jasności (co ważne w materiałach z HDR). Są też problemy z kątami widzenia (to akurat wada wszystkich matryc VA) - więc oglądanie w kilka osób może stanowić problem.  Jeśli chodzi o płynność rozgrywki, to nawet przy 60 Hz matrycy nie ma tragedii – gry działały płynnie. Do tego posiadacze Xbox One X ucieszą się, bo Q60 obsługuje funkcję FreeSync, która zapobiega "rozdzieraniu" ekranu (to też dostępne jest tylko w wersji z matrycą 120 Hz).

Rozczarowuje za to dźwięk. Do tego telewizora wymagany jest soundbaru albo zestaw kina domowego. Wbudowane głośniki zapewniają dość kiepską jakość dźwięku. W basach brakuje mocy, a nawet przy maksymalnej głośności Q60 jest za cichy na porządne efekty.

Podsumowując. Q60 to z jednej strony ciekawy ekran, którego fani technologii QLED na pewno docenią - za cenę dużo niższą od najdroższych modeli, możemy mieć większość funkcji z "dorosłych" modeli. Z drugiej jednak strony, nawet niektóre modele UHD Samsunga oferują lepszą jasność w trybie HDR - choćby NU8000 (który przegrywa jednak w szybkości odświeżania). Ekranem na pewno mogą zainteresować się gracze – o ile wybiorą modele większe niż 49 cali - ze względu na płynność rozgrywki.