„Majesty 2: Symulator Królestwa Fantasy”
PC, fonia pol., napisy pol., 12+, Paradox Interactive, dystr. Cenega
satysfakcja: 8
grafika: 7
dźwięk: 7



Ardania przez ostatnie 500 lat cieszyła się pokojem. Zasiadający na tronie władcy rządzili mądrze, rozważnie, a przede wszystkim nie dopuścili do ponownego podziału królestwa. Nekromanci, smoki, gobliny i ogromne szczury nie miały szans w starciu ze znakomicie zorganizowaną armią. Jednak dziś kraina ponownie pogrążyła się w chaosie. Król Leonard obawiał się, że będzie pierwszym od pięciu stuleci władcą, którego nie nazwą Wielkim i jego portret nie ozdobi zamkowego hallu. Z braku odpowiednich przeciwników zmobilizował nadwornych magów. Ci przyzwali demoniczną bestię. Po kilkudniowych zmaganiach Leonard poniósł śmierć. Bestia zasiadła na tronie.

Tak wygląda wprowadzenie do świata „Majesty 2: Symulatora Królestwa Fantasy”. Zadaniem gracza, ostatniego prawowitego dziedzica Ardanii, jest z pomocą dowcipnego doradcy stawić czoło fantastycznym przeciwnikom i przywrócić w królestwie zachwiany ład, by ta niezbyt wyrafinowana baśń – scenariusze rzadko są mocną stroną gier strategicznych – znalazła szczęśliwe zakończenie.


Ostatnie pięć wieków pokoju w Ardanii oznaczało dziewięć lat bez drugiej części „Majesty”. Wydawało się, że popularna strategia skazana została na niepamięć. W 2005 roku upadła firma Cyberlore Studios, odpowiedzialna za pierwszą grę, a także za dodatek do niej („Majesty: The Northern Expansion”). Jednak przed dwoma laty prawa do tytułu nabyło szwedzkie studio Paradox Interactive, autorzy m.in. znakomitej serii „Europa Universalis”. Jak to często bywa, grę wyprodukował – oczywiście pod egidą Szwedów – ktoś zupełnie inny: Rosjanie z 1C. I trzeba powiedzieć, że udało im się wskrzesić ducha oryginału.

Podobnie jak w pierwszych dwóch edycjach serii "The Settlers" (ale też w pierwszej „Majesty”), nie kontrolujemy tutaj poczynań swoich jednostek. System zarządzania jest zresztą niezwykle ciekawy. Stawiamy budynki, wynajdujemy technologie, zbieramy podatki, wynajmujemy bohaterów, lecz nasi podwładni robią to, na co mają ochotę. Przeważnie: walczą. Aby bohaterowie wykonali jakieś zadanie, musimy im zapłacić, czasem całkiem sporo. Nie jest to więc strategia, w której chodziłoby o to, żeby wyprodukować jak najszybciej ogromną liczbę jednostek i rzucić je na wroga. Należy przede wszystkim w odpowiedniej kolejności stawiać budynki, rekrutować odpowiednich do przeciwników bohaterów i zachować cierpliwość, bo rzadko zdarzy nam się krótka rozgrywka.


Podobnie, jak w grach typu RPG, nasi najemnicy – m.in. magowie, paladyni, łotrzyce, łowcy, wojownicy – rozwijają się, gromadząc doświadczenie. Warto więc o nich dbać, tym bardziej że możemy za opłatą skorzystać z usług owych weteranów w kolejnych misjach. Przy tym możemy łączyć ich w drużyny, dzięki czemu lepiej sobie poradzą.

Dobre wrażenie robi szata graficzna - przyjemna, baśniowa, choć nieco statyczna. Poziom trudności w „Majesty 2” jest wysoki. Jedynie pierwsze trzy misje (ogółem jest ich w kampanii 16, dodatkowo sześć w trybie pojedynczej rozgrywki) nie powinny sprawić graczom większych problemów. Ciągle brakuje pieniędzy, ataki suną z wielu stron. Dzięki temu „Majesty 2” zapewni świetną rozrywkę na dobrych kilkadziesiąt godzin.