Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Duży ekran o przekątnej 4,7", do tego całkiem porządny plastik, z którego wykonano obudowę smartfona. Całość wygląda porządnie i w niczym nie przypomina budżetowego telefonu z taniego plastiku. Na przednim panelu znajdziemy jeden duży fizyczny przycisk sterujący i dwa dotykowe. Po lewej stronie mamy przyciski sterowania głośnością, gniazdo słuchawek jest na górze komórki, a na dole znajdziemy port micro USB.

Pod maską znajdziemy przyzwoity dwurdzeniowy procesor o częstotliwości 1 gHz, 1 GB pamięci RAM i dwa aparaty fotograficzne - tylni o rozdzielczości 5 megapikseli i przedni, do wideorozmów. Całość działa pod kontrolą Androida 4.0.1.Menu systemu operacyjnego przypomina standardowego Androidaz lekkimi modyfikacjami - głównie polegają one na zmianie wyglądu i położenia standardowych ikonek. 

Ekran jest bardzo dobry - nie ma problemu z używaniem telefonu na słońcu. Aparat jest w porządku. Nie robi on zdjęć jakości Lumii 920, ale do pokazywania fotek na portalu społecznościowym całkowicie wystarczy. Bateria o pojemności 2150 mAh wystarczy na cały dzień pracy - oczywiście w zależności od tego, co telefonem robimy. Do tego, dzięki aplikacjom LG możemy nasz telefon zamienić w pilot do urządzeń koreańskiej firmy.

Wady? Przede wszystkim aktualizacja oprogramowania. LG zapowiedziało, że o Androidzie 4.2 możemy zapomnieć. Można, co prawda, ratować się Cyanogen Modem, czy innym takim wynalazkiem, ale to oznacza utratę gwarancji. I to w zasadzie wszystko, co można o tym telefonie złego powiedzieć.

Cena? Bez abonamentu możemy L9 dostać już za 1100 złotych, co jest atrakcyjną propozycją. Za te pieniądze dostajemy rozsądny smartfon, który nie jest może klasy Lumii 920, czy Swifta 9, ale idealnie nadaje się dla ludzi, którzy potrzebują komórki do łażenia po sieci, dzwonienia i zrobienia jakiegoś zdjęcia, a nie chcą wydawać fortuny.