Flagowa linia smartfonów Sony - Z - doczekała się pięciu pokoleń. Firma uznała jednak, że czas na zmiany. Nowe dzieci to topowa Xperia X Performance, Xperia X ze średniej półki oraz najniżej pozycjonowana Xperia XA. Ci, którzy liczą w tej linii na powiew świeżości i rewolucyjne pomysły japońskiej firmy, srodze się zawiodą. Sony prochu nie wymyśliło, a X-sy – są spadkobiercami Z-ek. Ze wszystkimi tego plusami i minusami. Warto przy tym zaznaczyć, że Z-ki były smartfonami flagowymi, a inne literki zarezerwowane były dla tańszych smartfonów klasy średniej i niższej. Tymczasem teraz pod literką X Sony sprytnie ukryło kilka klas smartfonów.

Najintensywniej reklamowana jest Xperia X, dlatego wiele osób jest przekonanych, że to flagowiec, czyli najlepszy model z serii. Zwłaszcza gdy spojrzy się na jego cenę - 2599 zł. Prawda jest jednak inna. Choć cena jest topowa, to podzespoły, a przede wszystkimi zastosowany procesor Snapdragon 650, stawiają go o półkę niżej niż tegoroczne flagowce od LG czy HTC. Miano najlepszej i zarazem najdroższej Xperii (3099 zł) należy się zaś modelowi X Performance ze Snapdragonem 820.

Jak Xperia X sprawuje się na co dzień? Dla porządku garść cyferek. Ekran Full HD ma przekątną 5 cali (441 ppi), pamięć wbudowana to 32 GB, RAM - 3 GB, jest też slot na kartę pamięci. Bateria ma pojemność 2620 mAh, a aparaty rozdzielczość odpowiednio: 23 i 13 mpx.

Wygląd Xperii X nieznacznie różni się od Z. Sony zrezygnowało w końcu ze szkła na tylnej obudowie, które, choć nieźle się prezentowało, to jednak powodowało, że telefon był bardzo śliski; w dodatku często pękało. Teraz tył oraz ramki są ze srebrnego aluminium i, moim zdaniem, to zmiana na plus, która w połączeniu z kompaktowym rozmiarem zdecydowanie ułatwia nam korzystanie ze smartfona. Ekran wykonano w technologii 2,5D, czyli jego boki są delikatnie zaokrąglone, a do jego jakości trudno mieć jakieś zastrzeżenia. Sony stosuje znane z Zetek "ulepszacze" powodujące, że kolory są żywe i nasycone, bardzo dobre są także kąty widzenia. Niestety tak samo jak w starszych modelach rozmieszczono przyciski głośności - na dolnej krawędzi boku telefonu i pod, a nie nad kciukiem. Korzystanie z nich jest więc bardzo niekomfortowe. Tuż pod przyciskiem mamy fizyczny spust migawki, a tuż nad nim - przycisk włączania telefonu z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Zawsze byłem wielkim zwolennikiem umieszczania skanera w tym najbardziej naturalnym miejscu (chyba, że ktoś jest mańkutem). I nadal jestem, jednak czytnik, który w Z-kach działał idealnie, tu działa źle. Po pierwsze zdarzało się, że nie był w stanie odczytać odcisku palca, co w starszych modelach było nie do pomyślenia. Po drugie - telefon włożony do kieszeni bardzo często samoczynnie się uruchamiał, nie będąc jednak na szczęście w stanie sforsować blokady PIN.

Do płynności działania nie mam żadnych zastrzeżeń - Snapdragon 650 spisuje się bardzo dobrze (77365 pkt w AnTuTu Benchmark). Jednak przy intensywnym korzystaniu, np. grach, dosyć mocno, a nawet za mocno się nagrzewa. Aplikacje wczytują się błyskawicznie, tak samo jest ze stronami internetowymi. Dzięki 3 GB RAM telefon jest w stanie trzymać w pamięci wiele zakładek, do których możemy wrócić bez konieczności ich przeładowania. Smartfona używa się bardzo przyjemnie, bo Sony tradycyjnie dodaje od siebie do oprogramowania kilka rzeczy, nadmiernie z tym nie przesadzając. Mamy więc świetną galerię do przeglądania zdjęć, odtwarzacz muzyki i wideo czy sympatyczny Movie Creator, łączący fotografie w mini filmy. System to najnowszy Android 6.0.

Sony niezmiennie stara się przyciągnąć klientów obietnicą idealnych zdjęć. Tym razem chwali się funkcją przewidywania ruchu, dzięki której wszystkie fotografie mają być ostre. I tradycyjnie już telefon nie nadąża za reklamą. Zdjęcia są dobrej jakości, ich maksymalna rozdzielczość to 23 mpx, ale inne firmy już zrozumiały, że ilość pixeli nie decyduje o dobrej fotografii - ważniejsza jest chociażby ich wielkość czy jasność przysłony. Dlatego do liderów mobilnej fotografii, czyli Samsunga czy LG, Xperii X daleko.

Na plus jednak można zaliczyć zdecydowanie szybsze łapanie ostrości niż miało to miejsce chociażby w Xperii Z5 Premium. Ja sprawdzałem to na gołębiach, które co prawda przez upał nie były specjalnie skore do ucieczki, ale jednak nie dawały podejść do siebie zbyt blisko. Telefon ładnie utrzymywał na "celowniku" wybranego gołębia i był w stanie zrobić mu ostre zdjęcia.

Gorzej było z jadącymi samochodami - tu aparat poległ, a zdjęcia za każdym razem wychodziły nieostre. Wideo nakręcimy jedynie w rozdzielczości Full HD.

Dla równowagi - Xperia X doskonale sprawdzi się jako odtwarzacz muzyki. Dźwięk w słuchawkach jest doskonały, a na szczególną pochwałę zasługują głośniki stereo. Doskonale spisuje się GPS, prowadząc dokładnie i nie gubiąc trasy, nic nie można zarzucić też standardowym funkcjom czyli jakości rozmów - dźwięk jest czysty, głośny i wyraźny. Bateria przyzwoita - starczy nam na dzień, do półtora pracy. Niestety Sony zrezygnowało w tym modelu z wodoodporności, zostawiając ją dla wyższego modelu - Performance.

Nie jest więc Xperia X smartfonem złym, tyle że za taką cenę (przypomnijmy - 2599 zł) to jednak za mało. Po prostu nie ma w niej nic szczególnego. Jeśli jesteśmy miłośnikami marki, to za taką samą kwotę kupimy zeszłorocznego flagowca - Xperię Z5 - z wydajniejszym, ale problematycznym Snapdragonem 810, tyle że wodoszczelną i z większym ekranem.

Podobne, choć nieco słabsze osiągi oferuje Xperia M5, która kosztuje... niecałe 1300 zł. Nie mówiąc o tegorocznych flagowcach Huaweia (P9) czy LG (G5). Lepszy, a w dodatku tańszy, jest też Samsung Galaxy S6, alternatywą może być także Alcatel Idol 4S.

Kto więc skusi się na Xperię X? Szczerze - nie wiem.