Choć eksperci narzekają, że na smartfonowym rynku niewiele się ostatnio dzieje, to jednak moim zdaniem mijający rok przyniósł nam małą rewolucję. Ekrany topowych urządzeń praktycznie wszystkich firm (prócz Sony) zmieniły proporcje. 16:9 odeszło w zapomnienie, króluje teraz 18:9 czyli 2:1. Do tego zmniejszeniu uległy okalające je ramki co spowodowało, że przy tej samej wielkości telefonu mamy do dyspozycji zdecydowanie większe wyświetlacze. Czy to w jakiś zdecydowany sposób zmieniło sposób korzystania ze smartfonów? Oczywiście nie, ale ważne jest to, że klientom takie nowości przypadły do gustu. Niektórzy technologiczni dziennikarze piszą i mówią mądrze o korzyściach wynikających z „większej przestrzeni roboczej”, ale prawda jest raczej taka, że youtubowe śmieszne zwierzaki i inne głupoty na „większej przestrzeni roboczej” ogląda się po prostu wygodniej, a i sam telefon wygląda bardziej efektownie. A przynajmniej ja tak uważam.

Teraz producenci ścigają się o to, kto pierwszy zaoferuje takie wyświetlacze w niższej lidze – czyli telefonach nie za 3, 4 czy 5 tysięcy zł, ale w okolicach tysiąca. Tak by przeciętny Kowalski też mógł ucieszyć się z technologicznej nowinki. I Honor ma szanse stać się tu liderem. Model 7X dobrze wygląda, dobrze działa i nie kosztuje majątku. Ale po kolei.

Wygląd, budowa


Przy ekranie o przekątnej prawie 6 cali (dokładnie 5,93) telefon ma wymiary 156,5 x 75,3 x 7,6 mm. To mniej więcej tyle, ile telefony z 5,5 calowymi ekranami w proporcji 16:9. Czyli jest duży, ale nie monstrualny i jak na swoją wielkość można go nazwać nawet poręcznym. A obsługa jedną ręką jest możliwa (choć z pewnością nie dla wszystkich), bo tył telefonu jest zrobiony z metalu a nie efektownie wyglądającego, ale niesamowicie śliskiego szkła. W klasie średniej praktyczność stawia się nad wygląd, a mnie osobiście bardzo to odpowiada. Oczywiście dzięki temu jest też większa szansa, że telefon przeżyje ewentualny upadek bez większego szwanku, zwłaszcza że na londyńskiej premierze CEO Honora George Zao chwalił się jego konstrukcją i specjalnie zaprojektowanymi na takie wypadki, wzmocnionymi rogami.

Projektantom Honora udało się zachować pełną symetrię urządzenia – niewielka przestrzeń nad i pod wyświetlaczem jest tej samej wielkości (a nie różnej, jak np. w Xiaomi Mi Mix 2) a ramki boczne są cienkie, ale nie za cienkie, dzięki czemu telefon bardzo pewnie trzyma się w dłoni (co przy jego wielkości jest bardzo ważne).

Skaner linii papilarnych umieszczono z tyłu, pod podwójnym aparatem (który nieco wystaje), oczko kamerki do selfie jest tradycyjnie nad ekranem, na dolnej krawędzi mamy micro USB, a obok jest wyjście audio jack na słuchawki.

Telefon jest hybrydowym dual SIM-em, czyli możemy w nim umieścić albo dwie karty SIM, albo jedną z nich zastąpić kartą pamięci.

Choć oczywiście to rzecz gustu, to moim zdaniem smartfon, jak na średnią półkę, prezentuje się bardzo dobrze, a z pewnością – nowocześnie.

Wiemy już co gdzie jest, więc czas odpowiedzieć na kluczowe pytanie – jak to wszystko działa?

Specyfikacja, działanie

Choć Honor robi wiele, by przestać kojarzyć się z firmą matką, czyli Huaweiem, to jednak korzystanie z tych samych, autorskich procesorów mu w tym nie pomaga. Tu mamy zamontowany 8 rdzeniowy Kirin 659 z układem graficznym Mali- T830 MP2. Do tego imponujące jak na tą kategorię cenową 4 GB RAM i 64 GB pamięci wbudowanej. To sprawia, że telefon działa bez najmniejszych zastrzeżeń. W AnTuTu Benchmark wyciąga przyzwoite 61497 pkt., a ja przez ponad miesiąc jego użytkowania nie spotkałem się z żadnym zacięciem, zawieszeniem czy zamyśleniem.

Z pewną obawą podchodziłem do gier, ale okazało się, że i tu Honor 7X wychodzi obronną ręką. Co prawda czas ładowania się aplikacji bywa czasami nieco długi, ale już do samej rozgrywki (np. w wymagający Asphalt Xtreme) nie mam żadnych uwag.

Na niesłychanie wysokim poziomie stoi czytnik linii papilarnych. Nie dość, że absolutnie nie odstaje w szybkości działania od urządzeń flagowych (a niektóre zdecydowanie przewyższa), to jeszcze ma wiele ciekawych funkcjonalności (jak ściąganie belki powiadomień czy przewijanie zdjęć w galerii).

Honor 7X dzielnie radzi sobie także w roli samochodowej nawigacji. GPS łączy się szybko, połączenie się nie zrywa i telefon dzielnie prowadzi nas z punktu A do punktu B.

Dla porządku należy też wspomnieć o jakości rozmów – ta stoi na dobrym poziomie, moi rozmówcy nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń, a i ja słyszałem ich głośno i wyraźnie.

Sporo dobrego napisałem już o proporcjach wyświetlacza, pora więc ocenić jego jakość. To jednostka IPS TFT FHD+ o zadowalającej ilości pikseli na cal (407). Jest jasny, z naturalnym odwzorowaniem kolorów, a ich temperaturę można zmieniać w ustawieniach. Czyli też na plus.

Podobnie muszę napisać o jakości odtwarzanej muzyki. Pojedynczy głośnik zewnętrzny jest bardzo donośny i w tej klasie telefonu to absolutnie wystarczy, zaś dźwięk na słuchawkach, przy zachowaniu podobnych kryteriów, jest nawet jeszcze lepszy. Zwłaszcza, że mamy możliwość wybrania rodzaju zestawu słuchawek, zastosowania korektora czy trybów 3D.

Łyżką dziegciu w tej beczce miodu niech będzie brak NFC. Niestety Honor przeoczył fakt, że w Europie, inaczej niż w Chinach czy Indiach, płatności zbliżeniowe są bardzo popularne, i ten moduł dla niektórych ma wręcz kluczowe znaczenie przy wyborze smartfona. Pytany przeze mnie o powody takiego niedopatrzenia George Zao uderzył się w pierś i przy świadkach obiecał, że podczas konstruowania kolejnych modeli ze średniej półki jego firma weźmie to pod uwagę. Trzymam za słowo.

Oprogramowanie

W tej dziedzinie pokrewieństwa z Huaweiem ukryć się nie da. Obie firmy wykorzystują tą samą nakładkę na Androida – EMUI. Jej wersja to 5.1, zaś Androida – jeszcze 7.0, telefon będzie na szczęście zaktualizowany do jego najnowszej odsłony, czyli numerku 8. Znajdziemy w niej całą masę mniej lub bardziej przydatnych funkcji. W telegraficznym skrócie: możemy wybrać, czy chcemy by nasz telefon pokazywał nam wszystkie aplikacje na pulpitach, bądź by chowały się one w tzw. szufladzie (przewijanej pionowo).

Nie możemy niestety uśpić telefonu podwójnym uderzeniem w ekran, jednak w „Widżetach” znajdziemy widżet blokady ekranu, po dotknięciu którego wygasimy wyświetlacz. Możemy w prosty sposób zablokować wybraną przez nas aplikację odciskiem palca, dla miłośników prywatności jest też specjalny „Sejf plików”. Możemy klonować aplikacje czyli np. używać dwóch kont Facebooka na jednym urządzeniu, zmieniać układ przycisków funkcyjnych na wyświetlaczu, zarządzać baterią czy aplikacjami. Mamy też coraz rzadziej spotykane Radio FM, czy sklep z Motywami. To może być szczególnie ważne (a przynajmniej było w moim przypadku), bo te zainstalowane przez producenta na start nie grzeszą urodą. Na szczęście wybór jest w zasadzie nieograniczony i z pewnością każdy znajdzie coś skrojonego pod jego gusta i upodobania.

Zdjęcia, bateria

Podwójny aparat główny (kamerki o matrycach 16 i 2 mpx i przesłonach 2.0) sprawnie wywiązuje się ze swoich zadań. Zdjęcia nim wykonane postawiłbym gdzieś pośrodku klasy średniej – spotkałem kilka telefonów pod tym względem lepszych i całą rzeszę gorszych. Szczegółowość stoi na dobrym poziomie, fotografie są jasne, ale czasem aparat przekłamuje kolory.

W sumie jednak z efektów jego pracy byłem zadowolony, zwłaszcza, że aplikacja do robienia zdjęć daje nam sporo możliwości. Jest zaawansowany tryb profesjonalny, jest kilka filtrów, a dla miłośników selfie (kamerka ma 8 mpx) przygotowano efekty rodem ze Snapchata.

Dzięki drugiemu, 2 mpx obiektywowi, bardzo dobrze i efektownie wyglądają zdjęcia z tzw. głębią ostrości czyli rozmytym tłem.

O filmach nie mogę napisać już tak dobrze. Nakręcimy je w jakościach HD i FHD (brak 4K), nie ma ani optycznej, ani elektronicznej stabilizacji obrazu. Częściową rekompensatą niech będzie, w zasadzie niespotykana w tej klasie urządzeń, możliwość ręcznej regulacji ustawień podczas filmowania.

Bateria ma 3340 mAh co w przypadku tak dużego wyświetlacza nie jest wielkością specjalnie imponującą. I rzeczywiście telefon wytrzyma od rana do wieczora, mniej wymagającym użytkownikom może jeszcze kolejne pół dnia, ale to raczej wszystko, co z niego wyciśniecie. Nie nazwał bym tego złym wynikiem, raczej, w dzisiejszych czasach, normalnym. Niestety telefon nie ma opcji szybkiego ładowania, będziecie musieli więc zakotwiczyć przy ładowarce na dłuższą chwilę.

Czyli…

Bez dwóch zdań w Honorze 7X plusów znajdziemy więcej niż minusów. To nowoczesny smartfon, który robi to, co do niego należy, czyli po prostu działa. Co najważniejsze – bezproblemowo. Dlatego jeśli ktoś ma wolne 1299 zł i szuka poręcznego urządzenia z wielkim ekranem, śmiało może inwestować w ten sprzęt.