Ten telefon jest na swój sposób wyjątkowy, bo jest to pierwszy smartfon, w którym przednią kamerę ukryto pod wyświetlaczem. Dzięki temu pozbyto się kontrowersyjnego „notcha”, czyli wcięcia w ekranie, w prawym górnym rogu mamy za to czarną dziurę.

Czy jest to rozwiązanie lepsze? Na pewno na górnej belce zmieści się więcej powiadomień, na pewno dzięki temu ekran wypełnia niemal całą powierzchnię między ramkami. I na pewno w tym sezonie będzie to rozwiązanie popularne, bo smartfony z dziurką pokaże niedługo Samsung. Honor View 20 będzie zaś szczycił się mianem pierwszego na rynku.

Jakie są moje wrażenia po pierwszych kilku dniach jego używania? Zacznijmy od ekranu. To 6,4 calowy IPS TFT z zagęszczeniem 398 pixeli na cal. Nie jest to więc AMOLED, w który wyposażona jest większość flagowych modeli innych producentów, ale z pewnością jest to jeden z lepszych wyświetlaczy tego typu. W dodatku nie będą go trapiły przypadłości takie jak zaróżowienie, zazielenienie czy wypalanie ekranu, co zdarza się AMOLED-om. Dzięki temu że tak duży wyświetlacz zamknięto w tak małe ramki, telefon trzyma się w ręku bardzo dobrze i komfortowo. Ekran jest płaski a nie zakrzywiony na boki, więc nie mamy problemu z tym, że coś przez przypadek niechcący włączymy.

Rewelacyjnie wygląda szklany tył. Odbijające się od niego światło układa się w literę V, a ja nigdy w żadnym telefonie nie widziałem takiego rozwiązania. Czytnik linii papilarnych jest super szybki, podobnie jak odblokowywanie ekranu twarzą (możemy przeskoczyć ekran blokady i przejść bezpośrednio do ekranu głównego). W telefonie jest też dioda na podczerwień, możemy więc go zamienić w pilota do domowych urządzeń, dioda powiadomień (słabo widoczna), wejście mini-jack na słuchawki, USB-C i pojedynczy głośnik na dolnej krawędzi.

Da wielu osób ważniejsze od wyglądu będzie jednak działanie. I tu jest doskonale. View 20 to chyba najszybszy smartfon, jakiego do tej pory używałem. Napędza go procesor Kirin 980, który znamy już chociażby z Huaweia Mate 20 Pro, a pomaga mu aż 8 GB RAM. Do tego pamięci wbudowanej mamy kosmiczne 256 GB (nie ma za to możliwości zamontowania karty pamięci). Jest jeszcze wersja słabsza z 6 GB RAM i 128 GB pamięci wbudowanej, ale nie wiadomo, czy trafi do Polski. To o tyle miłe i niespotykane, że dość często w naszym kraju lądują słabsze wersje różnych flagowców, w tym przypadku jest na odwrót. Wynik w AnTuTu Benchmark to 278005 pkt a telefon działa niesłychanie płynnie, bez minimalnych nawet zacięć czy opóźnień.

Zdjęcia to kolejna rzecz na plus. Aparat główny wyposażony jest w najnowszą matrycę Sony CMOS IMX586 i ma aż 48 mpx, drugi obiektyw służy wyłącznie do pomiaru głębi i modelowania 3D. Aparat do selfie ma 25 mpx. Pomaga im sztuczna inteligencja, która rozpoznaje scenerię i automatycznie dobiera najlepsze dla danego ujęcia ustawienia. Jest doskonały tryb nocny z naświetlaniem do 5 sec., w trybie profesjonalnym zdjęcia możemy zapisywać w formacie RAW, a efekty są doskonałe, na zdecydowanie flagowym poziomie.

Wideo nagramy w rozdzielczościach: 4K (30 fps), FHD (60 i 30 fps) i niższych. Są znane z Huaweia Mate 20 Pro filtry, pozwalające nakręcić ujęcia z rozmytym tłem albo wyróżnionym jednym kolorem, a obraz jest dobrze stabilizowany.

Dzięki wejściu mini-jack podłączymy słuchawki bez żadnych przejściówek, dźwięk przez Bluetooth jest przesyłany w najwyższym standardzie aptX-HD, a głośnik zewnętrzny, choć mono, gra całkiem nieźle. Bateria ma 4000 mAh, a telefon potrafi wytrzymać z dala od ładowarki przez dwa dni, obsługuje też super szybkie ładowanie, dzięki specjalnej ładowarce którą znajdziemy w pudełku napełnimy ogniwo w około 40 min. Jest NFC, możemy płacić telefonem zbliżeniowo. Nie ma niestety norm IP67 ani 68, czyli telefon nie jest odporny na zanurzenia w wodzie, nie ma także ładowania indukcyjnego.
Na krótkim, kilkudniowym dystansie moje wrażenia są więc jak najbardziej pozytywne, zobaczymy, jak telefon sprawdzi się w dłuższym użytkowaniu.

Na koniec cena – 2899 zł (sugerowana przez producenta) za telefon z 8 GB RAM i 256 GB pamięci wbudowanej. Jego największym konkurentem będzie z pewnością Huawei Mate 20, kosztujący 2999 zł, który ma jednak tylko 4 GB RAM i 128 GB pamięci wbudowanej.

dziennik.pl Jakie są plany firmy na ten rok w Polsce?
Michael Jing – Head of Honor Polska
Ambitne. W ciągu najbliższych 3 lat chcemy zdobyć 4 miejsce w udziałach rynkowych. W tym planujemy wprowadzenie na polski rynek nowych produktów i zwiększenie dla nich wsparcia marketingowego. Tym samym zwiększy się obecności marki w mediach. Ponieważ skupiamy się na użytkownikach, chcemy być wszędzie tam, gdzie oni są, czyli m.in. w social mediach, prasie i kinach, a także na ulicach z outdoorem.
Czy światowe i polskie zamieszanie z Huawei, podejrzenia o szpiegostwo jednego z jej pracowników i ewentualny zakaz używania sprzętów tej firmy, nad którym zastanawia się polski rząd, może wpłynąć na sytuację Honora?

Honor należy do grupy Huawei, jednak stanowimy oddzielną markę. Skupiamy się na rozwijaniu doskonałej jakości produktów i wierzymy, iż one same doskonale się bronią. Wciąż rośnie grupa ich wiernych użytkowników. Mamy nadzieję, że po tegorocznych premierach przybędą kolejni.
A czuje Pan presję i zagęszczającą się atmosferę wokół chińskich producentów podczas biznesowych rozmów?

Jedyna presja, jaką odczuwam, to wymagania użytkowników, bo to oni finalnie oceniają naszą markę i decydują o jej sukcesie. Nieustannie pracujemy nad dostarczaniem im jak najlepszych produktów i zapewnianiem odpowiedniego poziomu obsługi.
Czy w takim razie prócz smartfonów doczekamy się innych urządzeń Honora w naszym kraju?

Oczywiście. Honor zawsze myśli o swoich lokalnych klientach i dla nich właśnie szykujemy odpowiednie produkty. Nasze portfolio w Polsce systematycznie się zwiększa. Obecnie – poza smartfonami – mamy już Honor Band 4, czyli inteligentną opaskę dla amatorów sportu i osób dbających o swój stan zdrowia. Tej zimy wprowadzimy Honnor Watch Magic dla tych użytkowników, którzy chcą korzystać równocześnie z funkcjonalności sportowej opaski i smart watcha.
31 stycznia do Polski wejdzie kolejna wielka firma zza wielkiego muru – Oppo. Co sądzi pan o swoich chińskich konkurentach na europejskim rynku?

Rynek smartfonów cechuje ogromna konkurencja, ale każdy może znaleźć na nim swoją niszę. Doceniamy i szanujemy naszych konkurentów, jednak skupiamy się przede wszystkim na sobie. Mamy ładne, innowacyjne i doskonałej jakości produkty i to zdecydowanie wyróżnia nas na polskim rynku.