Chiński gigant telekomunikacyjny walczy o to, by nie zostać wypchniętym z europejskiego rynku urządzeń do budowy 5G. W Szwecji doprowadziło to do zablokowania aukcji pasma przeznaczonego na tę sieć.

Reklama

Zaczęło się od tego, że Szwedzka Agencja Poczty i Telekomunikacji (PTS, Post- och telestyrelsen) w warunkach aukcji głównych częstotliwości na budowę 5G (pasma 3,5 GHz i 2,3 GHz) zabroniła instalowania w tych sieciach sprzętu od chińskich producentów Huawei i ZTE (ten drugi jest znacznie mniej popularny w Europie). Nakazała ponadto usunięcie urządzeń od tych dostawców, już będących częścią infrastruktury, do 1 stycznia 2025 r.

Silne niezadowolenie

Decyzję regulator ogłosił 20 października. Kenneth Fredriksen, szef Huaweia w Szwecji, powiedział dziennikowi „Dagens Industri”, że nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Natychmiast zareagował chiński rząd. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Zhao Lijian oświadczył, że „Chiny wyrażają silne niezadowolenie” z postępowania Szwecji. Zasugerował też, że Szwecja powinna „poprawić swoją błędną decyzję, aby uniknąć negatywnego wpływu na współpracę gospodarczą i handlową” między oboma krajami „oraz działalność szwedzkich przedsiębiorstw w Chinach”.

Pogróżki nie pomogły. Huawei odwołał się do Sądu Administracyjnego w Sztokholmie. Ten 9 listopada zdecydował, że zapisy wykluczające chiński sprzęt z sieci 5G u operatorów biorących udział w aukcji zostają zawieszone do czasu rozpatrzenia sprawy.

PTS natychmiast ogłosił, że zaskarży to postanowienie do sądu apelacyjnego. Regulator uważa, że od warunków aukcji można się odwołać do sądu dopiero wtedy, gdy po jej zakończeniu zostanie wydana decyzja o rezerwacji częstotliwości. Agencja w swoim oświadczeniu podkreśliła, że ze względu na „istotny interes społeczny, w szczególności zachowanie bezpieczeństwa Szwecji” zaskarżone warunki aukcji powinny obowiązywać również w czasie rozpoznawania sprawy przez sąd.

Wsparcie Ericssona

Ale głównym efektem sporu jest na razie zawieszenie aukcji na kołku. Czekając na efekt apelacji, szwedzki regulator wstrzymał bowiem jej start – który planowano na 10 listopada. Inaczej musiałby dopuścić instalowanie w nowej sieci sprzętu Huaweia. „To ważne, aby aukcja mogła zostać przeprowadzona jak najszybciej, aby szwedzcy konsumenci i firmy mogli w pełni zacząć korzystać z nowych możliwości, jakie niesie ze sobą technologia 5G” – przyznaje PTS. Zastrzega jednak, że równie istotne są „jasne warunki” postępowania.

Szwecja jest matecznikiem Ericssona – głównego konkurenta Huaweia na globalnym rynku. A jednak to właśnie szwedzki producent stanął w obronie chińskiego giganta. Prezes Ericssona Borje Ekholm powiedział „Financial Times”, że administracyjne wykluczenie Huaweia z rynku 5G ogranicza wolny handel i konkurencję. Tymczasem ten ostatni czynnik sprawia, że – jak stwierdził – Ericsson staje się „lepszą firmą”. O ile na krótką metę konieczność rywalizacji z innymi producentami „może być bolesna”, to w dłuższej perspektywie „skłania nas do bycia bardziej innowacyjnymi i tworzenia lepszych produktów” – zaznaczył Ekholm.

W tle tej wypowiedzi są lukratywne interesy szwedzkiego producenta w Państwie Środka. Ze wszystkimi trzema największymi telekomami w Chinach podpisał on kontrakty na budowę sieci 5G. Jak powiedział Reutersowi dyrektor finansowy spółki Carl Mellander, wprowadzenie technologii piątej generacji w tym państwie „było głównym motorem” wzrostu firmy w III kwartale br.

Szukanie wyjścia

Obaj producenci rywalizują też o rynek polski. Jeśli chodzi o aukcję częstotliwości, jesteśmy parę kroków za Szwecją. Urząd Komunikacji Elektronicznej przygotowuje się obecnie do konsultacji dokumentacji aukcyjnej.

Jakie wnioski z sytuacji u północnych sąsiadów wyciąga UKE? Czy analogiczny scenariusz sporu aukcyjnego możliwy jest w Polsce? Do zamknięcia tego wydania DGP regulator nie odpowiedział na nasze pytania.

Dotychczasowe oficjalne posunięcia rządu nad Wisłą nie są dla koncernu z Shenzhen korzystne. Ustalając kryteria oceny ryzyka dostawców sprzętu i oprogramowania do budowy sieci piątej generacji, w nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) rząd stworzył warunki umożliwiające wyeliminowanie chińskiego giganta z polskiego rynku 5G. Później w przestrzeni publicznej pojawiły się wprawdzie sygnały wskazujące na ocieplenie – m.in. zapowiedź dalszych dyskusji i prac nad projektem – nie poszły za tym jednak konkrety.

W rozmowie z DGP Radosław Kędzia, wiceprezes Huawei na Europę Środkowo-Wschodnią i kraje nordyckie, pytany, czy firma pozwie Polskę za nowelizację KSC, odparł: „Pójście do sądu jest ostatecznością. Jeżeli zdołamy znaleźć inne wyjście z tej sytuacji, na pewno z niego skorzystamy”.

Innym wyjściem może być nowy projekt ustawy KSC, traktujący chińską firmę łagodniej. Gigant nie odpuści, bo – jak przyznaje Kędzia – bez 5G biznes firmy w Polsce i całej Europie „znacząco by się skurczył”. A koncern wiele w tę technologię zainwestował. Dotychczas na „stronnicze” wykluczenie z rynku w Polsce poskarżył się w liście do wiceszefowej Komisji Europejskiej ds. konkurencji Margrethe Vestager (list dotyczył też Rumunii).

Z punktu widzenia polskich interesów dłuższe czekanie na aukcję to nie tylko późniejsze wprowadzenie technologii napędzającej gospodarkę, ale i późniejszy wpływ opłat za rezerwacje częstotliwości do budżetu państwa. Przy pierwszym podejściu do rozdysponowania pasma na 5G regulator szacował, że przyniesie to niemal 2 mld zł (według ówczesnych cen wywoławczych).