Dziennik Gazeta Prawana logo

Kurtyna w górę, roboty na scenę!

28 listopada 2008, 09:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Były już roboty-barmani, roboty-kucharze i roboty-recepcjoniści. Teraz przyszła pora na automaty trudniące się aktorskim fachem. W jednej z sal japońskiego uniwersytetu w Osace wystawiono pierwszą sztukę, w której grali i ludzie, i roboty.

To, że podobny spektakl odbył się w Japonii, nie jest zaskoczeniem. W końcu to tutaj androidy, czyli roboty przypominające ludzi, są już na porządku dziennym. Można spotkać je w szpitalach, hotelach czy barach. Zamiast przysposabiać roboty do kolejnego, użytecznego zajęcia, w którym mogłyby odciążyć ludzi, eksperci z Uniwersytetu w Osace postanowili nauczyć swoich podopiecznych aktorstwa.

Do udziału w sztuce wybrano roboty Wakamuru - metrowej wysokości żółte maszyny o okrągłych główkach i wielkich, czarnych oczach. Skonstruowane w laboratoriach Mitsubishi 30 kilogramowe roboty wykorzystuje się najczęściej w roli automatycznych nianiek lub asystentów osób starszych. Tym razem Wakamuru zostały zaprogramowane tak, by poruszały się po scenie według ustalonej trasy, omijając lub podjeżdżając do współwystępujących na niej ludzi. Roboty musiały się też wyuczyć swoich kwestii oraz kolejności dialogów.

Po trwających rok próbach parze robotów udało się bez najmniejszego potknięcia odegrać swoje role w 20-minutowym fragmencie sztuki Hataraku Watashi (Ja, robotnik). Jej treść nawiązywała do nietypowego charakteru spektaklu. Rozgrywająca się w nieodległej przyszłości historia opowiadała o robocie znudzonym byciem domową sprzątaczką.

Korzystając z informacji uzyskiwanych za pomocą kamer oraz czujników laserowych, Wakamaru potrafiły odnaleźć się na scenie i w odpowiednich momentach swoje partie dialogowe. Twórcy przestawienia byli na tyle usatysfakcjonowani z efektów swojej (i robotów ) pracy, że postanowili rozpocząć prace nad pełną wersją przedstawienia. Sztuka ma być gotowa w 2010 r.. Naukowcy z Osaki chcą, by spektakl był regularnie odgrywany i dostępny dla publiczności w całym kraju.

Nim na teatralnych deskach aktorów zastąpiły roboty, w studiach filmowych zaczęto korzystać z usług... wirtualnych aktorów. Przykład ich gry można zobaczyć w popularnym serialu science fiction "Battlestar Galactica". Wygenerowane przez komputer postacie wcieliły się w role centurionów, czyli strażników, towarzyszących Caprice Six (w jej roli wystąpiła jak najbardziej prawdziwa Tricia Helfer). Potężne postacie stworzono wykorzystując najnowsze technologie graficzne, pomocne w grach komputerowych. Podczas spotkania z fanami na konferencji NVision 2008 Helfer wspominała, że gra z nieistniejącymi w realu postaciami była z początku bardzo trudna. Podczas kręcenia scen aktorka musiała rozmawiać z pustą przestrzenią i nawiązywać kontakt z nieistniejącymi diodowymi oczami, które potem nanoszono na zarejestrowany film w komputerze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj