Fitbit Charge 6 jest na moim nadgarstku już od ponad dwóch tygodni. To dla mnie pierwsza styczność z tym producentem, więc musiałem się opaski nauczyć i chwilę trwało, zanim się do niej przyzwyczaiłem. Na szczęście ten okres mam już za sobą i teraz mogę cieszyć się możliwościami, które jak na urządzenie tak małe są dość imponujące.

Reklama

Fitbit Charge 6 – budowa

Opaska przychodzi do nas w niewielkim pudełku. Pasek który dostajemy na początku jest dość krótki – na mojej ręce ledwie mogłem go zapiąć. Ale na szczęście jest też dłuższa – męska końcówka, którą można zamontować w prosty sposób. To pokazuje, że zwłaszcza w testowanym przeze mnie, pomarańczowo-różowym kolorze, z założenia jest to urządzenie przeznaczone w pierwszej kolejności dla pań.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Nie jestem też zwolennikiem zapięć, gdzie pasek wkładamy „od dołu” a nie „od góry” – trudniej mi zawsze dopasować odpowiednie oczko. Ale to oczywiście kwestia indywidualna. Najważniejsze że opaska dobrze leży, pasek sam się nie odpina i nie uczula. A kolor – mi osobiście bardzo się podoba. Dostępne są jeszcze dwa – biały i czarny.

Koperta wykonana jest z aluminium, jest więc solidnie i „premium”. Przycisk jest tylko jeden – na lewym boku. Nie jestem miłośnikiem jego działania – bo jest niewielki, mało wyczuwalny, z dość twardym skokiem. Rozumiem jednak, że chodzi o uniknięcie przypadkowego wciśnięcia gdy nosimy opaskę na lewej ręce. Towarzyszą mu średnio przyjemne wibracje, które możemy w ustawieniach wzmocnić – ale nie ma opcji ich wyłączenia.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Na dole mamy zestaw czujników i piny do ładowania. Opaska jest lekka, waży 19.6 g, szerokość koperty to 21.93 mm, grubość – 14.7 mm. W sumie po jakimś czasie można zapomnieć, że coś mamy na ręku.

Fitbit Charge 6 – wyświetlacz

Ekran, czy raczej ekranik, to 1,04-calowy AMOLED z rozdzielczością 184 x 276 pikseli. Niestety producent nie zamontował czujnika światła. Mamy więc kilka poziomów jasności do wyboru ale nie możemy liczyć na to, że np. w ciemności będzie nam ładnie przygasał, a w mocnym słońcu – stawał się jaśniejszy.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Jest za to opcja Always on Display czyli wyświetlanych stale podstawowych danych i ja z niej korzystałem. Choć zdecydowanie skraca ona czas pracy na jednym ładowaniu. Ale o tym za chwilę.

W ustawieniach możemy wybrać czy chcemy by ekran wybudzał się po przekręceniu nadgarstkiem czy naciśnięciu przycisku. Ja wybrałem tą pierwszą metodę, działa bardzo dobrze.

Fitbit Charge 6 – menu

„Znalezienie się” w zegarku jest stosunkowo proste. Z góry wyciągamy portfel i widety do kilku trybów, w tym do ustawień. Przechodząc w lewo bądź prawo z głównego ekranu mamy skróty do najpotrzebniejszych funkcji: powiadomień, ćwiczeń, pomiaru EKG czy map Google. Z kolei z dołu wyciągamy informacje o aktualnym stanie naszego ciała i aktywności. Powrót do głównej tarczy następuje po wciśnięciu przycisku. Mniej więcej po dwóch dniach nie musiałem już myśleć gdzie co znaleźć – wszystko weszło mi „w palce”.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl
Reklama

Fitbit Charge 6 – powiadomienia

Urządzenie nie ma głośnika więc nie można za jego pomocą przeprowadzać rozmów telefonicznych. Można jednak odebrać albo odrzucić połączenie. Jeśli dostaniemy powiadomienie z jakiegoś komunikatora, możemy je przeczytać i odpowiedzieć na nie za pomocą szablonu (jest opcja stworzenia własnego).

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Fitbit Charge 6 – aplikacja

Do obsługi urządzenia musimy zainstalować na telefonie apkę Fitbit. Ponieważ firma jest od jakiegoś czasu własnością Google, wszystko łączy się automatycznie z naszym kontem i muszę przyznać, że jest to bardzo wygodne, niemal „bezobsługowe” rozwiązanie. Ale Charge 6 sparujemy też z iPhonem.

Apka jest podzielona na trzy działy – Dzisiaj, Trener i Ty. W pierwszym znajdziemy dane o aktywności, drugi to podpowiedzi konkretnych treningów, trzeci – nasze dane, cele, odznaki (za jakieś większe osiągnięcia) i społeczność, czyli możliwość dzielenia się wynikami ze znajomymi.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Niestety, nie wszystkie rzeczy są dostępne za darmo, do skorzystania z części z nich, bardziej zaawansowanych, trzeba wykupić wersję Premium. Muszę jednak przyznać, że np. opcja Trener jest bardzo ładnie skonstruowana. Jest w niej bardzo dużo treningów na różnym poziomie które można wykonywać razem z trenerami i ewidentnie może ona zmobilizować do rozruszania ciała po wielu godzinach codziennego ślęczenia przed monitorem. Jestem pod wrażeniem.

Fitbit Charge 6 – aktywność

W opasce mamy GPS, jest więc ona w stanie zapisać ślad naszego treningu – biegu, spaceru czy jazdy na rowerze. Samych ćwiczeń jest 40 – nie jest to więc specjalnie duża liczba, ale nie narzekam, bo jest wszystko to co potrzeba normalnemu użytkownikowi. Jest opcja automatycznego uruchamiania się treningu – dotyczy 7 najpopularniejszych zachowań, a monitorowanie rozpoczyna się po 10 minutach aktywności. Natomiast jeśli włączymy sami trening – jesteśmy dość długo lokalizowani, co czasem może być drażniące.

Z funkcji zdrowotnych – mamy monitorowanie pulsu, SpO2, temperatury, stresu oraz EKG. Zwłaszcza to ostatnie jest zaskakujące jak dla tak małego urządzenia. Pomiar trwa 30 sec. , musimy przyłożyć palce po obu bokach opaski. Wynik można potem zapisać w pliku i przesłać np. do lekarza – jeśli coś nas niepokoi.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Oczywiście opaska monitoruje również nasz sen – w porównaniu np. do Amazfita którego używam na co dzień i który mam na drugiej ręce, wyniki zaśnięcia czy obudzenia mniej więcej się pokrywały. Natomiast analiza poszczególnych faz snu wyglądała nieco inaczej, ale trudno mi określić która z nich odpowiada bardziej stanowi faktycznemu.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Wielkim plusem opaski jest możliwość płatności dzięki Google Pay. Drugim bonusem dodanym przez Google jest nawigacja – zamiast patrzyć w telefon możemy się sugerować komunikatami wyświetlanymi na opasce.

Fitbit Charge 6 – czas pracy

Mała opaska, mała bateria. Więc nie ma co liczyć na czasy przekraczające tydzień. U mnie wyglądało to w sposób następujący: ładowanie co 3 dni z włączonym AOD i co 6 bez. Oczywiście większa aktywność w sensie regularnych ćwiczeń czy np. dłuższej jazdy na rowerze, będzie powodowała, że po ładowarkę trzeba będzie sięgać częściej. Moim zdaniem, przy tej liczbie funkcji, to wyniki jak najbardziej OK.

Fitbit Charge 6 – podsumowanie

Moją pierwszą przygodę z opaską Fitbit uważam za całkiem udaną. Po pierwsze – podoba mi się jej wygląd. Po drugie – podoba mi się aplikacja która jest przejrzysta i czytelna. Po trzecie – jestem pod wrażeniem ilości funkcji oraz ich jakości – monitorowanie zdrowia jest bardzo zaawansowane a płatności czy mapy są dodatkowym, bardzo miłym bonusem. Trzeba też cały czas pamiętać o tym, że mówimy tu o opasce a nie rozbudowanym, wielkim smartwatchu.

Fitbit Charge 6 / dziennik.pl

Jedyne co mi się nie do końca podoba, to cena. 799 zł to sporo, a jeśli będziemy chcieli dokupić opcję premium – to co prawda pół roku mamy za darmo, ale potem musimy płacić 9,99 dol. czyli około 40 zł. miesięcznie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że z czasem „podatek od nowości” zniknie, a cena stanie się bardziej przystępna.