"Gears of War 5" zaczyna się tuż po wydarzeniach z czwartej części. Szarańcza powraca – i to silniejsza niż wcześniej – a ludzkość stara się desperacko przetrwać ofensywę potworów. Tak, jak poprzednio Marcus Fenix jest jednak tylko postacią drugoplanową, a główne role należą do młodego pokolenia – jego syna czy Kait.

Szczegółów fabuły zdradzać nie będę. Jednak gra jest trochę bardziej mroczna niż poprzednie części. Nawet ci dobrzy mają bowiem ukryte sekrety, które potrafią zniszczyć mocne przyjaźnie i rzucić nowe światło na działalność Koalicji. Gra zabierze nas w miejsca desperackiej ewakuacji, czy też pomkniemy specjalnymi śnieżnymi saniami do tajnych laboratoriów, które władze Koalicji wolałby ukryć przed światem.
Wszystko to okraszone walką z nowymi potworami i zalewającą nas masą szarańczy. Nudzić się więc nie da. A fabuła jest na tyle dobrze zrobiona, że wciąga i nie przeszkadza w odstrzeliwaniu kolejnych fal wrogów.

Mechanika rozgrywki nie zmieniła się od poprzednich części. Dalej tak samo strzelamy, przeładowujemy broń, chowamy się za osłoną, rzucamy granaty… dochodzi tylko kilka nowych „zabawek” jak karabin Lancer z granatnikiem oraz nowi wrogowie, jak latający rój czy potężny Strażnik z dwoma maczugami. Na początku takie walki są proste - mamy duży teren, możemy uciekać, dookoła pełno wieżyczek , których możemy użyć. Jeśli jednak spotkamy tych przeciwników później, w wąskich korytarzach czy jaskiniach, to zaczyna być trudno. W to wszystko wprowadza nas krótki przewodnik po grze, który warto odbyć, by odświeżyć swoje umiejętności. 

Pomocą służy też specjalny robot, którego zdolności odblokowujemy specjalnymi modułami. Warto ich szukać, bo w zamiasn robot nauczy się nas cucić, będzie przynosił nową broń czy też wspomoże ulepszeniami pancerza.

Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, to gra obsługuje Dolby Atmos, jeśli więc mamy soundbar czy zestaw głośnikowy z tą funkcją, to słychać różnicę. Odgłosy wrogów czy strzelaniny dochodzą do nas z każdej strony, wyraźnie słychać skąd nadciąga wróg… słowem czujemy się jak na dobrym filmie w kinie. Soundbar Samsung N950 radzi sobie świetnie w tej grze – podobnie jak ZF9 Sony. Microsoft powinien jednak popracować mocno nad jakością tłumaczeń. Czasami polskie zdania nie mają sensu. "Old man" (w znaczeniu ojciec)  jako "starszy pan" czy inne takie lapsusy, nie powinny się zdarzyć we flagowej grze takiej firmy jak Microsoft.

Grafika? Wersja pecetowa jest obłędna. W ustawieniach Ultra i w rozdzielczości 3440x1440 oraz odświeżaniu ekranu 120 Hz (Dell Alienware AWD3418DW) oraz 1080 Ti i Ryzenie 1700X, bez problemu osiągamy 60-80 klatek na sekundę. Do tego Microsoft pozwolił na kontrolę praktycznie wszystkich opcji graficznych. Można ustawić wszystko – szczegóły teselacji, jakość flar itp… Można też zastosować specjalny algorytm Microsoftu, w którym ustawia się, jaką ilość klatek chcemy widzieć na ekranie, a system będzie automatycznie wtedy dopasowywał jakość grafiki do możliwości naszej karty. Fantastycznie też oddano animacje twarzy, szczegóły tła, oświetlenie czy jakość tekstur. Wersja ultra to uczta dla oczu.

Dobrze gra wygląda też na Xbox One X w teksturach 4K. Gra jednak na konsoli ustępuje trochę jakością „wypasionemu” pecetowi. Do testów trafił bowiem jeden z najlepszych telewizorów OLED Sony – AF9 z Serii Masters. Zarówno nasycenie kolorów, jak i efekty świetlne czy płynność rozgrywki była więc zapewniona.

Którą platformę więc polecam do grania? Na szczęście, "Gears of War 5" działają w programie Xbox Anywhere, czyli kopię kupioną w cyfrowym sklepie Microsoft można zainstalować na tym samym koncie użytkownika i na komputerze z Windows 10 i na konsoli, można więc samemu przetestować, na której gra się lepiej. Na pewno na Xbox One X i dobrym telewizorze wszystko wygląda prawie tak dobrze, jak na mocnym PC.

Podsumowując, "Gears of War 5" to godny kontynuator tradycji serii. Na szczęście nie zmieniono mechaniki gry, walki z bossami stanowią wyzwnie - np odstrzeliwanie stalaktytów, by spadały na potwora, przez co przez moment staje się on wrażliwy na nas ogień. Moim zdaniem to najlepsza gra z obu trylogii. Ma świetną fabułę, doskonałą oprawę graficzną i dźwiękową… Dla fanów strzelanek to pozycja obowiązkowa, a dla fanów tej serii to część, którą muszą mieć.