Nowy GRID to produkcja bardziej dla graczy, którzy nie lubią godzinami dopasowywać parametrów auta, by uzyskać tę jedną setną sekundy przewagi. To rozrywka bardziej zręcznościowa, co nie oznacza, że nie daje frajdy i nie stanowi wyzwania.

Tu nie ścigamy się po bezdrożach Australii czy Szkocji. Tu dostajemy ponad 80 wariantów tras w różnych częściach globu. Od wyścigowych torów w Chinach po rajd przez ulice Barcelony czy Hawany. Ścigamy się w nocy, w dzień, w deszczu czy w słońcu - choć (niestety) nie ma mowy o dynamicznym systemie pogody.

Okrążeń jest na tyle mało, że nie ma mowy o pitstopach, a taktyka wyścigu polega na wydaniu podstawowych poleceń naszemu drugiemu kierowcy. Dobór ustawień pojazdu jest podstawowy i składa się z kilku suwaków. Nie ma też opcji dokupowania poszczególnych części pojazdu, jak w Forzie. Fani większego dłubania w aucie muszą więc wybrać Dirt czy F1.  Rozgrywki uzależnione są od klasy samochodu – ścigamy się kompaktami, super GT, muscle cars czy nawet bolidem. Mamy nawet całą serię poświęconą ściganiem się z Fernando Alonso. Codemasters obiecuje kolejne wyścigi w trybie kariery – ale jedynie dla tych, którzy kupili wersję Ultimate, lub kupią „przepustkę sezonową”.

Samochodów nie jest zbyt dużo, nie różnią się też one znacząco osiągami. Czym więc będziemy jeździć, zależy tylko od naszych upodobań. Auta kupujemy za gotówkę, zdobywaną w wyścigach. Wpada ona na konta na tyle szybko, że w zasadzie nie mamy problemu, by kupować nowe samochody.

Model jazdy? Zręcznościowy, ale fajny. Nawet na najłatwiejszym poziomie trudności trzeba się starać. Gra bowiem nie wybacza błędów. Wystarczy lekkie ścięcie zakrętu, by gra doliczyła nam za próbę oszustwa karę 2 sekund straty, a to praktycznie oznacza brak szans na zwycięstwo. Czuć też różnice w prowadzeniu kompaktów, typu Golf GTI a takich maszyn jak Aston Martin. Inaczej prowadzi się też auta a napędem na tylną czy przednią oś.

Na wyższych poziomach trudności nasi rywale jeżdżą agresywnie i bardzo dokładnie, warto więc wystartować w kwalifikacjach. Z automatu wyścig zaczynamy bowiem na ostatnim miejscu, a dzięki umiejętnej jeździe w kwalifikacjach można przesunąć się na start. Odpada nam więc przepychanie się między rywalami. W grze jest też system cofnięcia czasu – po nieudanym manewrze możemy przewinąć w tył czas i go skorygować. Choć to akurat psuje wrażenia z jazdy, więc lepiej go jak najszybciej wyłączyć i nauczyć się jeździć bez niego.

W czasie wyścigu, jeśli kogoś za mocno będziemy obijać, stanie się on naszą „Nemesis” i zacznie na nas polować. Przy próbie wyprzedzania, czy na zakrętach możemy być pewni, że będzie się starał nas wypchnąć z toru.

Jeśli chodzi o dźwięk i grafikę to nie mam zastrzeżeń. Na Xbox One X wygląda to przyzwoicie. W szybie odbija się deska rozdzielcza, a jak jedziemy pod zachodzące słońce, to widoczność bywa kiepska. Modele torów, samochodów i zniszczeć też wyglądają bardzo dobrze, choć nie są to tekstury 4K, jak w Forzie. Na Samsungu QLED Q7FN nie ma żadnego problemu z płynnością grafiki.

Z kolei dźwięk jest fantastyczny. Dzięki Sony ZF9 z podłączonymi głośnikami tylnymi, podczas deszczu słychać uderzenia kropel o dach auta. Każda maszyna brzmi inaczej, dochodzą do tego polecenia i rady inżyniera wyścigu. Naprawdę warto Grid puścić na porządnym soundbarze czy kinie domowym.

Podsumowując - ta gra nie odkrywa Ameryki w wyścigach samochodowych. Nie ma w niej nic nowego i rewolucyjnego… Nie ma też dynamicznej pogody, zarządzanie zespołem leży, a tuning też nie jest zbyt skomplikowany. Jednak gra sprawia niesamowitą frajdę. Model jazdy jest dobry, trasy są odpowiednio przygotowane. I jeśli ktoś szuka czegoś bardziej zręcznościowego od F1 czy Dirt, ale jednocześnie chce, żeby to nie była gra zbyt zręcznościowa, to Grid jest akurat dla niego.