Akcja gry dzieje się w szczytowej fazie najazdów Wikingów na Anglię, jeszcze zanim Alfred Wielki i jego następca rozbili potęgę nordyckich najeźdźców. Nasz bohater – lub bohaterka – możemy bowiem wybrać płeć Eivora, musi opuścić Norwegię i wyrusza do Anglii. Tam zakłada osadę i próbuje wykroić sobie mieczem i toporem drogę do Valhalli. Przy okazji też spotyka się z emisariuszami bractwa asasynów i zaczyna uczyć się umiejętności, jak „skok wiary”.

Reklama
Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Zacznijmy od samej budowy osady, jest to pewna nowość, choć trochę nawiązuje do systemu rozbudowy sklepów i warsztatów z AC2. W naszej wiosce możemy stawiać kolejne budynki, dające dostęp do potężnych bonusów, umożliwiające polowania na legendarne zwierzęta, łowienie ryb, czy wynajęcie najemników. By te miejsca rozbudować, potrzebujemy surowców. A te, jak przystało na wikingów, trzeba zdobyć, napadając na zamki i klasztory razem z naszą drużyna. Wbrew jednak historycznym źródłom, możemy tylko zabijać żołnierzy, strzegących miejsca. Mnichów i cywilów musimy oszczędzić, w przeciwnym razie gra się kończy. Nie można też uprowadzić jeńców, by pracowali jako niewolnicy w osadach, co było częstą praktyką nordyckich najeźdźców. Trochę dziwi to podejście, zwłaszcza, że wiele scen w grze jest mocno brutalnych i zabijanie cywilów naprawdę nie sprawiłoby, że ta gra odstraszyłaby ludzi.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Rozwój postaci lekko zmodyfikowano – o ile dalej przyznajemy punkty w trzy gałęzie rozwoju – to w każdej chwili możemy je „za darmo” zresetować tak, by lepiej dopasować naszą postać do misji. O ile cała mapa dostępna jest od początku gry, to w niektóre regiony lepiej nie zapuszczać się przed osiągnięciem odpowiedniego poziomu, inaczej zwykły strażnik zabije nas jednym ciosem.

Sama walka przypomina tą z poprzednich części. Jest tylko bardziej brutalna, a broń dwuręczna jest częściej przydatna. Zwykłe drewniane tarcze padają pod naszymi ciosami, odsłaniając żołnierzy wroga na cios… możemy też używać wreszcie dwóch broni na raz. Kłopoty zaczynają się, gdy mierzymy się z przeciwnikami elitarnymi, chronionymi potężnym pancerzami i olbrzymimi tarczami. Tu trzeba dokładnie wymierzyć unik, który wyczerpuje nasz pasek wytrzymałości. Ją zaś odbudowujemy celnymi ciosami. Walka z bossami nie jest więc bezładną młócką, tylko prawdziwym pojedynkiem, w którym potrzebna jest nam odpowiednia broń i strategia.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Zmieniono za to umiejętności naszego latającego obserwatora. Nie ma już tak łatwo, jak w poprzednich częściach, gdy ptak potrafił znaleźć wszystkie poszukiwane przedmioty, czy ludzi. Teraz podświetla nam tylko fragment lokalizacji, gdzie mogą być rzeczy czy ludzie, których szukamy.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Zadania? Jak zwykle w serii AC nasza postać bierze udział w historycznych wydarzeniach, lekko zmodyfikowanych pod kątem zgodności z uniwersum AC. Będziemy się więc skradać, zdobywać forty, zabijać ludzi… Natomiast rewelacyjne są dodatkowe zadania. Twórcy gry fantastycznie bowiem nawiązali do życia i kultury wikingów. Jedną z minigierek jest picie piwa czy miodu na czas. Druga, moja ulubiona to tzw. Flyting czyli „bitwa raperów”. Musimy odpowiedzieć na zaczepki słowne przeciwnika tak, by zachować rym, nawiązać do pieśni „wroga” i „zmiażdżyć” go słownie. Za to dostajemy punkty charyzmy, te z kolei otwierają nowe opcje dialogowe w wątku głównym. Ot np. pozwalają zapłacić mniej za uzyskanie informacji. Warto więc brać w nich udział.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Do tego – jak to w grach Ubisoft – będziemy zbierać resztki rzymskich posągów, strony kodeksu asasynów i inne takie rzeczy.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Jedno za to zostało niezmienione – rewelacyjnie oddana Anglia początku średniowiecze. Miejscowości zbudowane na gruzach rzymskich osad, ruiny posągów, klasztory, zamki, osady wikingów żyją, tak jak żyła antyczna Grecja czy Egipt. Klimat jest niesamowity… wyobraźcie sobie zamglone jezioro, nad którym wstaje słońce, klasztor na brzegu, gdzie ludzie zaczynają wstawać ze snu… a z mgły wyłania się drakkar, słychać dźwięk rogu i grupa wikingów rzuca się do plądrowania, a wieśniacy i mnisi próbują chronić się w budynkach. Jeśli ktoś kocha te czasy i interesuje się kulturą nordycką, to od razu poczuje się, jakby już trafił do Valhalli. A potem czekają nas kolejne tereny, odkryte przez Wikingów.

Reklama
Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Do tego sam drakkar jest równie ważny, jak triera w Odyssey. Ta płaskodenna łódź pozwala nam sunąć po angielskich rzekach i dotrzeć praktycznie w każde miejsce na mapie. Wyprawie towarzyszy nasz skald, który śpiewa ballady, czy opowiada sagi i inne historie. Dużo częściej pojawiają się też bogowie… Czasem sam Odyn postawi nas przed wyborem zakończenia zadania.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Graficznie Valhalla na PS4 wygląda dobrze… czasem jednak silnik gry trochę przycina. Od razu widać, że to gra pisana pod nowe konsole i pod mocne pecety. Na szczęście, każdy, kto kupi nową grę Ubisoftu i przesiądzie się na nową konsolę, dostanie darmowe uaktualnienie, które pozwoli kontynuować rozgrywkę bez utraty postępu w grze.

Assassin's Creed: Valhalla / dziennik.pl

Podsumowując… AC: Valhalla to nie rewolucja. Co zresztą cieszy takiego fana serii, jak ja. Dostajemy bowiem grę o podobnej mechanice, co poprzednie części, jednak ulepszoną o nowe elementy, jak naprawdę fajne minigry. Do tego dobrze oddano realia epoki (ale to już firmowy znak Ubisoftu od pierwszej gry tej serii). Poznajemy kolejny rodział sagi asasynów – zarówno w historii, jak i w teraźniejszości. Do tego Valhalla wygląda świetnie, nawet na konsolach obecnej generacji. Dla fanów serii i fanów Wikingów to pozycja obowiązkowa.