Lubię Motorolę za konsekwencję. Amerykańska marka działająca od jakiegoś czasu pod skrzydłami chińskiego Lenovo (centrala wciąż jest w Chicago) postanowiła oprzeć swój biznesowy model na smartfonach ze średniej półki, operować tylko na wybranych rynkach i skupić się na najważniejszych dla użytkowników rzeczach. To przynosi efekty, w zeszłym roku po raz pierwszy od długiego czasu wyszła na plus, co, jak zapewniają jej przedstawiciele, pozwoli z kolei na większe inwestycje. Brzmi rozsądnie i takie właśnie są smartfony Motoroli. Na przykład model G7.

Budowa, wykonanie

Telefon ma szklany tył, który oczywiście zbiera odciski palców jak szalony, ale gdy przyodziejemy go w gustowne przeźroczyste etui które znajdziemy w pudełku, problem zniknie, a i bezpieczeństwo naszego G7 znacząco wzrośnie. Producent pozostawił charakterystyczną okrągłą „buźkę” z podwójnym aparatem w roli oczu i diodą doświetlającą w roli ust, pod nią zaś znalazło się miejsce na czytnik linii papilarnych z logo Motoroli.

Przód to wielki, 6,2 calowy ekran o proporcjach 19:9 z notchem typu „łezka” (albo raczej spora łza), dolnym podbródkiem i ramkami średniej wielkości. Nie ma więc optycznego wrażenia „bezramkowości”, za którym gonią producenci, ale jest za to 100 proc. praktyczności. Bo używając Moto G7 ani razu nie zdarzyło mi się nacisnąć czegokolwiek niechcący dłonią, co nagminnie zdarza mi się w topowych najdroższych telefonach innych producentów z minimalnymi ramkami.

Ekran to IPS TFT FHD+ z zagęszczeniem 403 pikseli na cal, co przekłada się na świetną ostrość, niezłą widoczność w pełnym słońcu i generalnie dobry komfort użytkowania. Jest też filtr światła niebieskiego (tu nazywa się „podświetlenie nocne”) dzięki któremu nie zmęczymy naszych oczu używając telefonu w ciemnościach.

Przyciski włączania i regulacji głośności umieszczono na prawym boku, na dole jest głośnik, USB-C i wejście mini-jack na słuchawki, na górze zaś slot na dwie karty SIM i osobną kartę pamięci. G7 nie spełnia też norm IP67 czy 68, czyli nie jest wodoszczelna, ale w tej klasie i cenie urządzenia to nie dziwi.

Telefon jest dość duży i szeroki, ale dobrze wyprofilowany i nie miałem większych kłopotów, by obsługiwać go jedną ręką.

Specyfikacja, działanie

Snapdragon 632 w towarzystwie 4 GB RAM zapewnia nam absolutnie bezproblemowe działanie (pomaga w tym też oprogramowanie, ale o tym za chwilę). Wynik w AnTuTu Benchmark to 108297 pkt., a G7 śmiga na poziomie dużo droższych telefonów. Wczytywanie stron internetowych, uruchamianie aplikacji – wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie. Trzymanie zakładek w pamięci – bez zastrzeżeń. Brak zacięć, klatkowania animacji, jedynie w bardziej wymagające gry trzeba będzie się bawić nie na najwyższych, a niższych ustawieniach.

Telefon odblokujemy czytnikiem linii papilarnych, który jest dość szybki, możemy też wykorzystać do tego naszą twarz. Robimy to na dwa sposoby – naciskając przycisk zasilania – telefon przeskoczy wtedy od razu do ekranu głównego bądź ostatnio używanej aplikacji, albo podnosząc wygaszony smartfon – wtedy trzeba poczekać aż G7 nas rozpozna (animacja otwieranej kłódki na ekranie), musimy jednak jeszcze przeciągnąć po nim palcem. Osobiście wolałbym, by telefon po podniesieniu i rozpoznaniu twarzy odblokował się automatycznie, a przeciąganie palcem było ewentualną opcję (tak jak jest to w smartfonach innych marek), i częściej używałem jednak tradycyjnego czytnika.

Najmniejszych zastrzeżeń nie mam do GPS-u – telefon doskonale sprawdza się w roli nawigacji, oraz odtwarzania muzyki (dzięki Dolby Audio mamy niezłej jakości dźwięk na słuchawkach, donośny jest też głośnik zewnętrzny). Miłym bonusem jest coraz rzadziej spotykane w smartfonach Radio FM. Na bardzo dobrym poziomie stoją połączenia głosowe – ani ja, ani moi rozmówcy nie zgłaszali nigdy żadnych zastrzeżeń. Wi-Fi jest dwuzakresowe.

Motorola nie oszczędza też na module NFC, którego w wielu modelach ze średniej półki innych, zwłaszcza chińskich firm, nie znajdziemy. Zamienimy więc G7 w kartę płatniczą, możemy wyjść z domu z samym tylko smartfonem, bez potrzeby noszenia ze sobą portfela i jeżeli ktoś nie jest jeszcze do płatności zbliżeniowych przekonany – namawiam, warto.

Nie ma diody powiadomień, jest za to Podgląd powiadomień – czyli informacje które wyświetlają się na wygaszonym ekranie gdy telefon wyczuje ruch.

Oprogramowanie

Czysty Android wzbogacony „gestami Moto” stał się już znakiem rozpoznawczym smartfonów Motoroli. Część użytkowników będzie narzekać na jego „ubogość” w porównaniu do nakładek systemowych, część pochwali za przejrzystość i szybkość działania. Ja na potrzeby tego modelu zaliczę się do tej drugiej grupy. Mnogość funkcji jest mi potrzebna w topowym urządzeniu, w telefonie który ma być prostym, sprawnym narzędziem, czysty Android sprawdzi się o wiele lepiej.

W Moto G7 dostajemy go w najnowszej, 9 wersji. Dzięki temu możemy nawigować po telefonie gestami, a raczej małą beleczką, która jest wyświetlana na dole ekranu zamiast przycisków funkcyjnych (oczywiście jest to opcja, jest więc możliwość wyboru). Ruch w lewo to ruch wstecz, w prawo – przejście z aplikacji do tej wcześniej używanej, naciśnięcie belki to wyjście z aplikacji i powrót do ekranu głównego, a przeciągnięcie po niej palcem w górę – otwarcie menu wielozadaniowości. Przyzwyczajenie się wymaga kilku chwil, ale wszystko jest bardzo intuicyjne, działa bez zastrzeżeń i sprawia, że telefonu używa się z przyjemnością.

W Ustawieniach znajdziemy też Cyfrową równowagę, czyli miejsce w którym zliczany jest czas spędzony w cyfrowym świecie (z podziałem na aplikacje i programy), co przyda się do kontroli stopnia naszego uzależnienia od smartfona.

Gesty Moto to m.in: potrząśnięcie telefonem by włączyć i wyłączyć latarkę, przekręcenie nadgarstkiem w celu włączenia aparatu, odwrócenie smartfona by włączyć tryb „nie przeszkadzać”, podniesienie go by wyciszyć dzwonek, czy zrobienie zrzutu ekranu przeciągając po nim trzema palcami. Reszta ustawień jest już androidowym standardem.

Zdjęcia, bateria

Dwa aparaty z tyłu (12 i 5 mpx, przysłona 1.8 i 2.2), jeden z przodu (8 mpx, przysłona 2.2), brak optycznej stabilizacji obrazu (przy nagrywaniu wideo działa stabilizacja elektroniczna) – taki zestaw zapewnia nam bardzo ładnie wyglądające zdjęcia przy dobrym świetle i niezłe filmy, które możemy nagrać nawet w 4K. Ładnie prezentuje się tryb portretowy, a efektownie – kolor spotowy, czyli wybranie jednej barwy na czarno-białym zdjęciu. Cudów po zmroku nie należy się spodziewać, ale generalnie jest nieźle, kto chce mieć zdjęcia wyższej jakości, musi sięgnąć po G7 Plus z lepszą optyką.

Bateria ma 3000 mAh, co nie jest wielkością imponującą. Ale znów – kto chce ogniwo bardziej wydajne – musi kupić G7 Power (5000 mAh). Bateria w G7 i tak pozwala nam na dzień pracy nawet przy dość intensywnym obciążeniu, albo półtora przy obciążeniu niewielkim. System jest dobrze zoptymalizowany, bo jeśli telefonu nie używamy, praktycznie nie traci on energii. System Turbo Power pozwala zaś na jego naładowanie w niecałą godzinę.

Czyli…

Motorola G7 jest udanym urządzeniem i każdy, kto znając jej wady i zalety zdecyduje się na nią, powinien być zadowolony. Tyle, że za kwoty zbliżone do 1200 zł (bo tyle bez złotówki przyjdzie nam zapłacić za G7) możemy kupić też inne, bardzo dobre telefony (wydajny, choć bez NFC Pocophone F1, Honor Play czy 8X). To obiektywnie. A subiektywnie – w pogoni za modą na jak najmniejsze ramki i jak największy wyświetlacz, Motorola straciła gdzieś swój niepowtarzalny charakter. Czytnik linii papilarnych pod ekranem ze świetnymi gestami, głośnik z przodu a nie na dolnej ramce – to wszystko sprawiało, że można było powiedzieć o Moto G6 czy G6 Plus, że ma to coś. Moto G7, choć bardzo udane, tego czegoś już nie ma.