Najnowszy smartfon Motoroli prezentuje się bardzo efektownie. Zmatowione szkło z fakturą przypominającą szczotkowane aluminium i ładnym gradientem robi wrażenie i moim skromnym zdaniem jest to jeden z efektowniejszych telefonów, jakie wypuszczono ostatnio na rynek. To, w połączeniu z ekranem OLED, zestawem aż pięciu aparatów, pojemną baterią i procesorem Qualcomma, na pierwszy rzut oka czyni telefon kuszącym kąskiem. Zapał studzi trochę cena wynosząca 1799 zł. Konkurencja w tym przedziale jest bardzo duża, oczekiwania klientów wydających takie sumy są wysokie, sprawdźmy więc, czy Motorola jest w stanie im sprostać.

Budowa, wykonanie

Tu wszystko jest tak, jak być powinno. A może nawet lepiej. Na efektownie wyglądających pleckach umieszczono płaską wyspę z oczkami aż czterech aparatów i podświetlanym logo Motoroli. Wszystkie przyciski są tam, gdzie być powinny (czyli na prawym boku), na dolnej krawędzi jest wejście mini-jack na słuchawki, a tacka na dwie karty SIM (slot jest hybrydowy, więc jedną z nich możemy zastąpić kartą pamięci) i głośnik powędrowały na krawędź górną. Umiejscowienie głośnika jest dla mnie nieco kontrowersyjne, ale o tym potem.

Przód to 6,4 calowy płaski ekran OLED o proporcjach 19:9, rozdzielczości FHD+ i 402 ppi, otoczony dość wąskimi ramkami. Adekwatny do ceny smartfona, czyli ani nie najlepszy, ani nie najgorszy, w zupełności wystarczający do przyjemnego i komfortowego używania One Zoom.

Na górze mamy „notch” typu łezka, a czytnik linii papilarnych ukryto pod ekranem. To pierwszy tego typu czytnik w historii Motoroli i jak na pierwszy raz jest nieźle. Działa szybciej niż w smartfonach z serii A Samsunga i wolniej niż w kosztujących podobnie urządzeniach Xiaomi czy Oppo. Alternatywnie telefon można odblokować twarzą, metoda jest szybka i bezproblemowa. Smartfon jest dość ciężki, waży 190 g, ale to dodaje mu raczej wrażenia solidności niż przeszkadza w codziennym użytkowaniu. Jak na razie więc ze spełnieniem oczekiwań nawet bardziej wymagających klientów Motorola nie ma żadnych problemów.

Specyfikacja, działanie

Snapdragon 675 i 4 GB RAM, do tego 128 GB pamięci wbudowanej z możliwością jej rozszerzenia. Spójrzmy na konkurencję w podobnych cenach. Honor 20: Kirin 980 (topowy procesor Huaweia), 6 GB RAM, cena 1799 zł. Xiaomi Mi 9T: Snapdragon 730, 6 GB RAM, cena 1699 zł. Xiaomi Mi 9T Pro: Snapdragon 855 (topowy procesor Qualcomma), 6 GB RAM, cena 1999 zł. Na tym tle niestety Motorola One Zoom nie wygląda dobrze. Zawsze piszę, że nieważne są cyferki, ważne jest działanie, ale niestety moja formułka tym razem nie będzie dla tego urządzenia korzystna. Telefon nie jest demonem prędkości i responsywności. Czasem trzeba poczekać dłużej na otwarcie jakiejś aplikacji, czasem na wczytanie jakiegoś programu, czasem na zapisanie i przetworzenie zdjęcia. Niby nie jest źle, ale na tle rywali Motorola One Zoom wypada dość blado. Za taką kwotę należy oczekiwać po prostu nieco więcej.

Drugą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest oprogramowanie. Motorola One Zoom, choć nazwa wskazywałaby na jej przynależność do androidowego programu One, dającego gwarancję szybkich i długich aktualizacji, niestety w tym programie nie jest. Inaczej niż pozostali członkowie rodziny One, czyli: One, Vision i Active. Dlaczego? Nie wiem, ale czułbym się pewniej, gdyby i ona do programu należała.

Różnic w oprogramowaniu pomiędzy tym a innymi telefonami Motoroli z tej rodziny nie ma większych ale jednak jakieś są. Jak brak Dolby Audio, które np. w Motoroli One Vision zapewniało możliwość korekcji dźwięku i wybrania swoich ulubionych ustawień. W One Zoom takich rzeczy nie zrobimy. Nie ma też np. możliwości nawigowania po systemie gestami znanymi z czystego androida, tu mamy tylko albo tradycyjne trzy przyciski wyświetlane na ekranie, albo nawigację jednym przyciskiem, ukrytą w gestach Moto.

Nietypowe, jak już pisałem, jest umieszczenie głośnika na górnej krawędzi smartfona. Wymaga to przyzwyczajenia, świetnie sprawdza się, gdy np. używamy telefonu jako nawigacji w pozycji pionowej. Ale gdy np. oglądam na telefonie YouTube a głośnik jest mono (tak jak w tym przypadku), układam dłoń tak, by dźwięk się od niej odbijał i płynął w moją stronę. Czyli zazwyczaj trzymam go ręką prawą. Tu muszę trzymać telefon ręką lewą, a ponieważ z tej samej strony jest czujnik światła, dość często go przysłaniałem i telefon samoczynnie zmniejszał jasność wyświetlacza. Oczywiście można go obrócić, tyle, że wtedy jest gorszy dostęp do przycisków regulacji głośności… Niby drobnostka, pewnie większość osób szybko się do takiego ulokowania głośnika przyzwyczai, ale ja jakoś nie mogłem.

Po raz kolejny w telefonie Motoroli nie ma diody powiadomień. Tym razem jednak producent chce nas przekonać, że zamiast niej można wykorzystywać świecący znaczek Motoroli na pleckach – jeśli go uaktywnimy możemy zdecydować, czy ma świecić na stałe, czy pulsować po otrzymaniu powiadomienia. Tyle teoria, moja trzytygodniowa praktyka pokazuje, że nie ma ona przełożenia na użytkowanie telefonu. Bo gdy go odkładałem, kładłem go oczywiście na pleckach a nie na wyświetlaczu, więc żadnych powiadomień nie widziałem. Z drugiej strony doskonale spisuje się „wyświetlacz Moto” czyli taki substytut Always on Display, który uaktywnia się nie tylko gdy dotkniemy telefon, ale też gdy przeciągniemy dłonią nad ekranem. Z tego poziomu jesteśmy w stanie przejść bezpośrednio do wiadomości czy połączeń. Trochę tylko szkoda, że nie ma opcji by włączyć go na stałe, bo skoro mamy do czynienia z ekranem OLED, to nie zużywałby on przecież specjalnie dużo energii.

Zdjęcia, bateria

Cztery kamery z tyłu dają nam sporo możliwości. Główny aparat ma 48 mpx, ale ponieważ jest to matryca Quad Pixel, zdjęcia mają rozdzielczość 12 mpx. Jest jasny – ma światło 1.7 i wyposażony w optyczną stabilizację obrazu (OIS), podobnie jak 8 mpx obiektyw tele, dzięki któremu mamy 3x przybliżenie optyczne (konkurencja w tej cenie ma zazwyczaj 2xzoom). Szeroki kąt ma 16 mpx, kamerka do wykrywania głębi – 5 mpx, a kamerka z przodu – 25 mpx. Czyli jest w czym wybierać. Jakość zdjęć jest w zasadzie adekwatna do ceny urządzenia, choć mam dwa zastrzeżenia – automatyczny HDR mógłby lepiej wydobywać obiekty z cienia czy ciemności, podobnie z trybem nocnym – mam wrażenie, że tańsza Motorola One Vision lepiej daje sobie radę w nocnych scenariuszach. Poza tym zdjęcia są ładne, z przyjemnymi dla oka kolorami, świetnie spisuje się tryb portretowy zarówno z tyłu jak i z przodu, 3xzoom jest dobrej jakości a szeroki kąt daje możliwość złapania lepszej perspektywy.

Filmy możemy nagrywać w rozdzielczości 4K i FHD (60 i 30 FPS) i niższych z tyłu oraz FHD z przodu i są one dobrej jakości.

Bateria ma 4000 mAh i daje nam dwudniowy komfort używania Motoroli One Zoom z dala od ładowarki. Choć oczywiście jeśli ktoś będzie katował urządzenia grami, ogniwo wyładuje się szybciej. Jest szybkie ładowanie, nie ma ładowania indukcyjnego.

Czyli…

Motorola One Zoom jest udanym urządzeniem, tyle że za drogim o 300, 400 zł. Konkurencja w podobnej cenie i przy podobnych możliwościach foto oferuje dużo większą wydajność. Co prawda Motorola bije je wyglądem, więc jeśli komuś telefon podoba się bardzo – może go kupować już teraz, a jeśli ktoś ma wątpliwości, niech chwilę poczeka, aż urządzenie stanieje. I wtedy można brać je bez wahania.