Mio C570 to niewielka kamerka, z lewej strony znajdziemy gniazdo mini USB (szkoda, że nie MicroUSB czy USB-C, bo mini USB jest bardzo rzadko spotykane), z prawej zaś przyciski sterujące. Montaż i uruchomienie jest proste - na szybę naklejamy uchwyt z silikonową przyssawką. Na niego wsuwamy kamerę, całość podpinamy kablem zasilającym do gniazda zapalniczki... I tu minus. Ktoś nie przemyślał kątowej wtyczki kabla - otóż prowadzi ona kabel w górę urządzenia, a nie od razu w dół do konsoli samochodu. To sprawia, że kabel musimy owinąć dookoła urządzenia i nie wygląda to estetycznie. Kamerka nie ma wbudowanej własnej pamięci, trzeba więc mieć kartę MicroSD (do 128GB). Potem wystarczy tylko wcisnąć przycisk nagrywania (mógłby trochę bardziej wystawać z obudowy) i wszystko działa.

Reklama

W menu kamery możemy ustawić czas trwania wideo (do 5 minut), jakość nagrywania, włączenie czy wyłączenie dźwięków ze środka pojazdu, wyświetlanie prędkości na ekranie urządzenia, a także czy ekran ma się po jakimś czasie wyłączyć, czy też cały czas pokazywać podgląd. Niestety wskazania prędkości przekłamują. Przy niewielkiej prędkości - do 40 km/h różnice sięgają zaledwie 3-4 km/h, jednak im szybciej jedziemy, tym stają się one większe. Przy 140 km/h wynoszą już 9 km/h. To oznacza, że prędkość naszego auta za dowód policji nie posłuży.

Mio C570 ma wbudowany tryb parkingowy - musimy jednak do niego dokupić specjalny zasilacz. Jeśli tylko wykryje ruch przy naszym aucie, od razu się włączy, co pozwoli - w razie zarysowania naszego auta - znaleźć sprawcę stłuczki. Do tego, dzięki czujnikom wstrząsu, w razie drogowej kolizji czy wypadku, kamera automatycznie nagra film i przechowa go w specjalnym folderze, by go przypadkiem nie usunąć. To też może pomóc nam i policji w ustaleniu winnych zdarzenia drogowego.

Kamerka ma też wbudowaną mapę fotoradarów, która wszczyna alarm, gdy jesteśmy blisko takiego urządzenia. Coś jednak z nią jest nie tak, bo w moim mieście uparcie próbowała mnie przekonać, że fotoradar jest już blisko... w miejscu w którym takie urządzenie nie stoi. Trzeba więc kierować się znakami i zdrowym rozsądkiem, a nie patrzeć ślepo na wskazania kamery.

Jeśli chodzi o jakość nagrań, to jestem pod wrażeniem. W dzień filmy w rozdzielczości FHD i nagrane w 30 klatkach na sekundę wyglądają bardzo dobrze. Wszystko dokładnie widać, nawet da się odczytać tablice rejestracyjne mijanych pojazdów. W razie kłopotów nie będzie więc żadnych problemów, jeśli chodzi o wyjaśnienie, kto zawinił.

Równie dobrze jest w nocy, nawet gdy pada deszcz. Kamerka doskonale daje sobie radę z wyłapaniem wszystkich szczegółów, dzięki nowatorskiemu systemowi Night Vision. Sensor Sony Starvis, w połączeniu z obiektywem o przesłonie f /1.8 oraz oprogramowaniem rozjaśniającym nagranie świetnie daje sobie radę zarówno w mieście, na autostradzie, czy na drodze, prowadzącej przez las, oświetlanej tylko reflektorami naszego auta. Nie będzie problemu, by z tych nagrań uzyskać przebieg zdarzenia. W nocy nie odczytamy za to tablic rejestracyjnych mijanych pojazdów. NIe ma się więc co bać, że dostaniemy tylko rozpikselowany filmik, na którym widać ciemność. Wszystkie obietnice marketingowe Mio tu faktycznie zostały spełnione, co widać na nagraniach.

Do kamerki możemy ściągnąć też specjalne oprogramowanie, które pomoże nam segregować filmy na komputerze, wrzucić je na portale społecznościowe itp. Niewygodne jest za to samo zgrywanie - nie ma wbudowanego WIFi, nie da się więc zgrać nagrań do chmury, czy na nasz telefon albo laptop. Po podpięciu kamery kablem do komputera nie da się też bezpośrednio zgrać filmów z urządzenia. Musimy wyjąć kartę pamięci i włożyć ją do czytnika, by móc skopiować nagrania.

Podsumowując. Mimo drobnych wad jak złe ułożenie gniazda zasilającego czy niedokładna mapa fotoradarów, dostajemy urządzenie, które potrafi nagrywać wszystko, co dzieje się na drodze. I to nagrywać w bardzo dobrej jakości. Kamerce Mio C570 niestraszna jest noc, czy kiepskie warunki atmosferyczne. Zawsze możemy być pewni, że urządzenie zarejestruje naszą drogę, a nagranie - w przypadku jakiegoś drogowego nieszczęścia - pokaże wszystkie szczegóły i pomoże policji ustalić sprawcę zdarzenia. Kamera nie zrujnuje też naszej kieszeni - można ją dostać za około 450 złotych (trzeba jednak do niej doliczyć koszt karty pamięci - z urządzeniem jej nie dostaniemy).