Galaxy S10 był moim ulubionym telefonem zeszłego roku. Zgrabny i poręczny, świetnie działający i robiący piękne zdjęcia. Wybaczałem mu nawet słabszą baterię, przy moim trybie pracy i tak starczała mi do wieczora. Dlatego byłem bardzo ciekawy, co Samsung może jeszcze ulepszyć w następcy. 120 Hz, opcjonalne odświeżanie ekranu, a do tego bateria o pojemności 4000 a nie 3400 mAh dawały nadzieję na: a). nowe, jeszcze lepsze doznania związane z używaniem telefonu, b). poprawę jego największej słabości, czyli czasu pracy. Po trzech tygodniach z S20 w kieszeni z bólem muszę stwierdzić, że tym razem lepsze okazało się wrogiem dobrego.

Reklama
Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl

Na pierwszy rzut oka wszystko jest idealne. Zdjęcia doskonałe, ekran przepiękny, głośniki stereo fantastyczne, ale niestety idyllę psuje jedna rzecz. Procesor. W wersji sprzedawanej na wybrane rynki, w tym Polskę, S20 jest napędzany nowym, samsungowym Exynosem 990. Rynek amerykański ma wersję z procesorem Qualcomma, Snapdragonem 865. W Internecie można znaleźć sporo testów pokazujących przewagę Snapdragona w wydajności i zarządzaniu energią. Pisząc wprost – układ Samsunga nagrzewa się bardzo szybko do bardzo wysokich temperatur, co z kolei skutkuje dużo większym zapotrzebowaniem na energię oraz zmniejszaniem wydajności. W praktyce sprowadza się to do tego, że wykonanie kilkunastu zdjęć potrafi rozgrzać telefon do takich temperatur, że trzymanie go w ręce staje się mało komfortowe. A dłuższe oglądanie wideo na YouTube wyraźnie nagrzewa urządzenie. Oczywiście w tym czasie procenty baterii spadają bardzo szybko. A jeśli zdecydujemy się na opcję odświeżania ekranu w 120 a nie 60 Hz, energii ubywa jeszcze szybciej… W telefonach ze Snapdragonem takich problemów nie ma. Nic dziwnego, że w Internecie można znaleźć petycję do Samsunga, w której użytkownicy domagają się stosowania na wszystkich rynkach procesorów amerykańskiej firmy.

Opierając się na doświadczeniu i badaniach z wielu źródeł online, uważamy, że części Samsunga są gorsze od ich amerykańskich odpowiedników. Pokazano, że telefony z układami Exynos SoC działają wolniej, mają krótszą żywotność baterii, używają gorszych czujników aparatu i przetwarzania, szybciej się przegrzewają i ograniczają swoją wydajność – czytamy m.in. w petycji, a jej autorzy domagają się dostaw telefonów z procesorami Qualcomma na wszystkie rynki (www.change.org).

Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl

Co na to Samsung? Ponoć szykuje już poprawki, które mają rozwiązać problemy z nagrzewaniem się baterii podczas ładowania, pracy i zbyt szybkim jej rozładowywaniem. I mam nadzieję, że zostaną one dostarczone do użytkowników jak najszybciej, tak by nic nie zakłócało przyjemności używania tego urządzenia. Bo na razie, stosując motoryzacyjną metaforę, to bardzo dobry samochód z nienajlepszym silnikiem. [EDIT] – Dwa dni po napisaniu tego tekstu na mój testowy egzemplarz przyszła aktualizacja oprogramowania (wersja: G980FXXU1ATCT / G980FOXM1ATCT / G980FXXU1ATCT). Po jej zainstalowaniu telefon przestał się nagrzewać przy każdej czynności. Teraz odczuwalnie wysokie temperatury uzyskuje jedynie podczas używania aparatu – robienia zdjęć i kręcenia filmów. Przy przeglądaniu Internetu czy oglądaniu YouTube staje się cieplejszy, ale na akceptowalnym poziomie, podobnym np. do modelu S10.

Budowa, wykonanie

Tu do telefonu nie mam żadnych zastrzeżeń, ewentualne uwagi to raczej kwestia gustu i indywidualnych upodobań. Ja na przykład wolałem poziome rozmieszczenie aparatów w S10 niż wyspowe w S20, podobnie jak umieszczenie dziurki na kamerkę do selfie w lewym rogu a nie na środku wyświetlacza. Rozumiem jednak potrzebę ujednolicenia wyglądu całej linii, a z praktycznego punktu widzenia wielu różnic nie dostrzegam. Może poza jedną, S10 położona na pleckach była stabilna, S20 się lekko chyboce na boki. Dla mnie najważniejsze jest to, że S20 podobnie jak S10 ma idealne rozmiary, nie jest za duży ani za mały, (151.7 x 69.1 x 7.9 mm), jest lekki (163 g) i świetnie leży w dłoni. Do jakości wykonania też nie mam żadnych zastrzeżeń, szkło z przodu i tyłu (Gorilla Glass 6), metalowa rama, lekko spływający na boki wyświetlacz, wszystko najwyższej jakości. Cieszy mnie, że Samsung zrezygnował z rozdzielania położenia przycisków na przeciwległych krawędziach i teraz wszystkie, czyli włączania i regulacji głośności, mamy na boku prawym, pod zasięgiem kciuka. Slot na karty SIM jest hybrydowy (dwie albo jedna plus karta pamięci), na dole mamy wejście USB-C a głośniki są stereo, do tego czysto grające nawet na maksymalnych ustawieniach. Niestety nie ma wejścia mini-jack na słuchawki. Telefon jest oczywiście wodo i pyło szczelny, spełnia normę IP 68. Możemy go odblokować albo czynnikiem linii papilarnych w ekranie (działa dobrze), lub za pomocą przedniej kamerki i naszej twarzy (również bezproblemowo).

Ekran to rewelacyjny Dynamic AMOLED (566 ppi, 6,2 cala) ze świetnymi kątami widzenia, pięknymi kolorami i doskonałą widocznością nawet w pełnym słońcu. Czyli, jak zwykle w Samsungach, najwyższa klasa. Do tego dołożono odświeżanie w 120 a nie w tradycyjnych 60 Hz. Z takimi ustawieniami telefon jest niesamowicie wręcz płynny…

Specyfikacja, działanie

… i w taki właśnie „płynny" sposób przechodzimy do kolejnych aspektów tego urządzenia. Bo choć S20 napędzany Exynosem 990 mającym do pomocy 8 GB RAM (pamięć wbudowana to 128 GB) działa płynnie, to jak już pisałem, nagrzewa się nadmiernie nawet przy mniej wymagających czynnościach, a czas pracy na dużej w końcu baterii 4000 mAh jest dość krótki (około 3,5, 4 h). Zmiana odświeżania na tradycyjne 60 Hz daje nam dodatkowe 30, 40 min pracy, ale wtedy różnica w działaniu i płynności jest widoczna… Moim zdaniem ideałem jest tu 90 Hz odświeżanie, jakie stosuje teraz większość producentów, ale rozumiem, że Samsung zawsze chce być „naj”. Tyle, że nie zawsze to się sprawdza…

Co do możliwości technicznych telefonu nie mam najmniejszych zastrzeżeń, GPS działa doskonale i prowadzi nas bez problemu (sprawdzone podczas rowerowej przejażdżki), jest oczywiście NFC więc zapłacimy nim zbliżeniowo, nie miałem nigdy żadnych problemów ani z połączeniem WiFi (dwuzakresowe) ani LTE, a dzięki Bluetooth 5.0 jakość muzyki na słuchawkach bezprzewodowych jest doskonała. Podobnie zresztą jak na słuchawkach AKG z pudełka.

System to Android 10 z nakładką One UI w wersji 2.1. Przejrzystej i logicznie ułożonej (co nie jest wcale takie częste w przypadku innych producentów). Wszystko znajdziemy tam, gdzie się tego spodziewamy, możemy zmieniać wygląd wybierając z wielu motywów (do ściągnięcia także ze sklepu Samsunga), nawigować po telefonie gestami, i to już tymi androidowymi wyciąganymi z boku a nie od dołu, jak było w starszych wersjach One UI, a wszystkie ważne dla nas rzeczy schowamy przed niepowołanymi oczami w Moim Sejfie.

Zdjęcia, bateria

W prostokątnej wyspie na pleckach ukryto trzy aparaty – standardowy i szerokokątny (po 12 MP, odpowiednio ze światłem 1.8 i 2.2) oraz aż 64 MP teleobiektyw ze światłem 2.0. Mamy optyczną i elektroniczną stabilizację obrazu. Przód to 10 MP ze światłem 2.2. W porównaniu do S10 „urósł” teleobiektyw (z 16 do 64 MP), za to „ściemniała” przysłona aparatu do selfie – z 1.9 do 2.2, mamy jednak w nim tym razem autofocus.

Reklama
Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl

Niezależnie od wszystkich wartości, ze zdjęć jestem po prostu bardzo zadowolony. Jak zwykle zresztą. S20 lekko „podkręca” kolory, szczegółowość jest doskonała a fotografie są bardzo przyjemne dla oka, także te wykonywane w dobrze zbalansowanym trybie nocnym. I to z obu kamer – zarówno głównej jak i szerokiego kąta. Bardzo fajnie rozwiązany jest zoom, 3x wywołamy naciśnięciem tradycyjnego dla Samsunga listka, ale wtedy poniżej pojawia się także możliwość wywołania innych wartości – 0,5; 1;2;4;10;20 i 30 x. Tryb Live Focus, czyli rozmycie tła sprawdza się doskonale, a tryb profesjonalny jest bardzo rozbudowany.

Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 - tryb nocny / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Samsung Galaxy S20 / dziennik.pl

Telefoniczny „wyścig na cyferki” S20 wygrywa dzięki możliwości nagrywania wideo w rozdzielczości aż 8K – film kręcony jest teleobiektywem , stąd też jego wyjątkowo wysoka rozdzielczość. 4K jest stabilizowane w 60 i 30 FPS, podobnie jak niższe rozdzielczości, jakość zbieranego dźwięku jest znakomita.

Na koniec zostaje nam bateria. Na papierze dość duża, 4000 mAh to o 600 mAh więcej niż w S10, ale w rzeczywistości niestety słabo radząca sobie z tym procesorem. Moje średnie rezultaty to mniej więcej 4 – 4,5 h przy odświeżaniu 60 Hz i 3 – 4 h przy odświeżaniu 90 Hz. Liczyłem na nieco więcej.

Czyli…

Galaxy S10 jest moim ulubionym smartfonem Samsunga i po kilku tygodniach z S20 swojego zdania nie zmieniam. S20 kosztuje niecałe 4 tys. zł i ta kwota sama w sobie nie jest jakoś szczególnie wygórowana jak na flagowe urządzenie Samsunga. Niestety rozgrzewający go ponadprzeciętnie procesor paradoksalnie dość mocno ochłodził mój stosunek do tego telefonu. Z zakupem wstrzymałbym się albo do kolejnego modelu, albo do czasu, aż Samsung aktualizacjami ostudzi jego gorący temperament.