Przyznam od razu - fanem Spider-Mana nigdy nie byłem – nie podobał mi się ani w starych komiksach, wydawanych w Polsce przez TM-Semic, ani w filmach. A w ostatniej jego wersji, która pojawiała się choćby w Infinity War, najbardziej mnie chyba irytuje. Niestety, tę właśnie wersję Człowieka-Pająka dostajemy.  Akcja gry zaczyna się z przytupem - atakujemy wieżowiec samego Kingpina, poznając jednocześnie sterowanie grą i podstawy latania po mieście. Okazuje się jednak, że samo pokonanie głównego szefa nowojorskich przestępców nie rozwiązuje problemów Nowego Jorku, a Peter stanie przed poważnymi wyzwaniami, by ocalić miasto. Fani komiksów od razu zresztą rozpoznają najważniejsze postaci gry i przyszłych wrogów Petera.

Oprócz głównego wątku fabularnego – jak przystało na sandboxy – mamy pełno zadań pobocznych – powstrzymywanie przestępców, poszukiwanie różnego rodzaju przedmiotów, do tego mamy jeszcze proste łamigłówki w laboratorium, czyli nic nowego poza standardowymi elementami tego typu gier. Przynajmniej mapa jest dostęna od razu - trzeba jednak najpierw dostroić policyjne wieże, które dają nam dostęp do dodatkowych zadań.

Walki wręcz? Żywcem przeniesiona z Batmana. Atak przeciwnika, wciskamy unik, wyprowadzamy własny cios, ewentualnie używamy pajęczych nici do rzucania we wrogów przedmiotami. Jak ktoś grał w Batmany od Warner Bros, to poczuje się, jak w domu. Nic więc dziwnego, że do Spider-Mana podchodziłem z pewną dozą nieufności. Nie dość, że bohater nie jest z mojej bajki, to jeszcze wszystko wyglądało na mieszankę Assassin’s Creeda z Batmanem i to jeszcze nudną i sztampową.

A jednak gra mnie zaskoczyła. Przede wszystkim Spider to nie Batman. On nie przyjmie ciosu na klatę, uśmiechnie się i odda. Tu każdego ciosu trzeba uniknąć, bo Człowiek-Pająk jest jak pająk – parę ciosów kapciem i go nie ma. Tu trzeba naprawdę się ruszać i wykorzystywać elementy pola walki, a przeciwko silnym i uzbrojonym wrogom wykorzystywać cały arsenał zdolności, bo zaraz będzie koniec rozgrywki.
Po drugie, latanie po Nowym Jorku na pajęczych niciach. Manhattan oddano prawie perfekcyjnie. Wąskie uliczki, drapacze chmur, kamienice… Ten Nowy Jork faktycznie żyje. Szkoda tylko, że nie mamy cyklu dziennego, a czas między misjami nad miastem zatrzymuje się i słońce ani drgnie na niebie.

Za to jaka frajda jest z latania. Zwłaszcza, że możemy w locie skręcać, więc nie ma problemu wejść w zakręt na pełnej prędkości, odbić się i polecieć dalej, w stronę rzeki Hudson czy Central Parku. Takiego efektu nie da wam żadna inna gra. Po prostu tu chce się latać z miejsca do miejsca i szukać „znajdziek”, bo to jest po prostu przyjemne. Grafika wygląda naprawdę dobrze - z tym, że im bliżej tym lepiej - na panoramie miasta krawędzie dalekich budynków mają problemy z antyaliasingiem, natomiast z bliska wszystko wygląda świetnie. A już przelot na linkach z sieci nad centrum zakorkowanego Manhattanu w pogoni za uciekającym autem przestępców naprawdę robi wrażenie.

Jak podsumować Spider-Mana? Przede wszystkim fani Człowieka-Pająka będą zachwyceni, bo tak dobrej gry o nim jeszcze nie było. Fani sandboxów także poczują się uradowani. Całą reszta dostanie solidną, dobrze wyglądającą grę, która - moim zdaniem - nie potrafi jednak, pod względem fabularnym i graficznym, przeskoczyć poprzeczki postawionej przez tak wspaniałe gry, jak Detroit Become Human czy God of War.