W "Warhammer 40000: Mechanicus" wcielamy się w rolę dowódcy grupy wyznawców "Kultu Maszyny" - dla tych, którzy nie znają się na świecie Warhammera 40k, wyjaśnię, że to bardziej cyborgi niż ludzie, wielbiący Omnissiaha, legendarnego boga maszyn. Uznają, że "ciało jest słabe", więc większość swoich biologicznych narządów wymieniają na cybernetyczne wszczepy. Do tego każda mechaniczna czynność, którą wykonują musi być poprzedzona odpowiednimi modlitwami, zaklęciami czy używaniem świętych olejów. I nie zapominajmy, że uznają oni postęp i własne wynalazki za grzech śmiertelny, przeszukując galaktykę w poszukiwaniu zapomnianych technologii obcych ras i ludzi.

Reklama

Tak ekspedycja owych kapłanów maszyny trafia na planetę, na której znajdują się interesujące ruiny. Tylko, że ruiny wcale nie są puste. Na planecie zaczynają się budzić Nekroni. To z kolei nieumarłe roboty, które kiedyś oddały swą duszę i - w większości przypadków - umysł w zamian za nieśmiertelność. "Rasa" ta potem zapadła w sen, trwający przez eony, a teraz zaczyna się budzić(lub jest "budzona" do życia). Jako, że legiony przeciwników są niezliczone, a do tego są one twardym przeciwnikiem nawet dla Adeptus Mechanicus, więc zaczyna się wyścig z czasem.

I ten wyścig oddano genialnie. To jedna z niewielu gier, w których upływ czasu faktycznie coś znaczy. Mamy bowiem wyliczone, kiedy Nekroni opanują planetę, a każda misja trwa odpowiednią ilość czasu. Musimy więc wybrać, czy zdecydować się na zadania poboczne, by podnieść poziom naszych postaci, czy też pędzić do odkrycia głównego wątku. To samo dzieje się podczas misji - nasz zespół może bowiem odkrywać wszystkie komnaty na planszy, żeby zdobyć odpowiednie łupy, im dłużej jednak przeszukujemy pomieszczenia, tym więcej Nekronów się budzi i ostateczna walka staje się coraz bardziej trudniejsza. Wielkie brawa dla Kalypso za oddanie atmosfery nadchodzącej zagłady i szaleńczej walki z czasem. Szkoda, że takie rozwiązania rzadko pojawiają się w strategiach.

Do tego twócy fantastycznie oddali całe nastawienie Kultu Maszyny oraz klimatu z tego mrocznego, przeklętego świata Wh40k, gdzie nawet ci "dobrzy" są źli. Odkrywając nowe artefakty i zapiski możemy zdecydować się, czy je badać, czy może - jak nakazuje imperialne prawo - niszczyć wszystkie ślady "xenos". W zespole mamy bowiem dwie frakcje - jedna, która chce postępować według zasad, a druga, która planuje wykorzystać zakazane technologie. W zależności od naszych wyborów inaczej będzie toczyła się więc historia. A cała fabuła pełna jest też cytatów ze "świętych ksiąg" adeptów kultu... Słowem fani Warhammera 40k poczują się, jakby zasiedli po prawicy Boga-Imperatora (albo stali się książętami demonów - w zależności od frakcji, której kibicują).

Czy jednak ci, dla których świat wh40k to czarna magia odnajdą się w tej strategii? Zdecydowanie. Pomijając całą warstwę fabularną, "Warhammer 40000: Mechanicus" to bardzo dobra, choć trudna strategia turowa. Przed bitwą przydzielamy naszym postaciom broń, przedmioty i umiejętności. Każda jednostka ma też inne umiejętności specjalne. A potem trafiamy do walki. Ta prosta nie jest. Każda akcja wymaga odpowiedniego poziomu energii, tę uzyskujemy ze specjalnych monolitów. Zbyt szaleńczy atak moze się więc skońćzyć tym, że nie będziemy mieli jak zaatakować wroga. Każdy ruch musi więc być dokładnie wyliczony i zaplanowany. No i jeszcze jest przeciwnik... Nekroni są bardzo odporni, często więc nasze strzały będą się odbijać od wroga. Do tego, nie zawsze giną - ich "protokoły reanimacji" mogą powalonego wroga przywrócić do życia. Ich broń zadaje poważniejsze rany, niż nasza i jest ich więcej. NAwet więc na najłatwiejszym poziomie trudności przychodzą takie momenty, gdy zła decyzja wymaga powtórzenia misji, a my mamy ochotę rzucić padem w telewizor.

Jeśli chodzi o grafikę i płynność rozgrywki, to na klasycznej PS4 wszystko wygląda dobrze. Gra działa płynnie, nie ma żadnych problemów technicznych,a tekstury teatru misji są całkiem dobrze zrobione. Równie fajna jest ścieżka dźwiękowa. Znakomicie oddano głosy postaci, świetna jest też muzyka oraz efekty walki. Port na PS4 zasługuje na najwyższe oceny pracy studia Kalypso.

Podsumowując. "Warhammer 40000: Mechanicus" to obowiązkowa pozycja dla każdego fana tego uniwersum, który jeszcze w nią nie grał na pececie. To jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza adaptacja tego świata na komputerach i konsolach. Ma bardzo dobrą, wielowątkową fabułę, znakomitą mechanikę rozgrywki, w której głównym wrogiem nie są Nekroni, a czas. Polecam każdemu, nawet tym, którzy nie znają na pamięć LItanii Zapłonu czy innych "świętych tekstów" bohaterów gry, albo nigdy nie malowali figurek do gry bitewnej.

*Kopię gry otrzymałem do testów od wydawcy, Koch Media