Dziennik Gazeta Prawana logo

Gospodarka w grze. Jak rozrywka rzekomo zabija postęp i gospodarkę

25 września 2020, 08:49
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gogle VR
<p>Gogle VR</p>/ShutterStock
Gdy branża gier wideo stała się oczkiem w głowie polskiego rządu, ekonomiści zaczęli podejrzewać, że to właśnie ona jest jedną z najpoważniejszych przyczyn spadku produktywności w gospodarce. Ale oskarżenie jest chybione.

Pamiętacie, w jakie gry komputerowe graliście w młodości? Ja pamiętam.

Najpierw była „Cywilizacja” i wirtualne podboje terytorialne w pokoju nauczycielskim po lekcjach (na całą szkołę dostępny był tylko jeden pecet). Potem „Diablo” i przemarsz przez kręgi piekielne w pierwszej komputerowej pracowni, a w końcu GTA i robienie ulicznej rozróby na własnym sprzęcie i we własnym pokoju. Wtedy – było to ponad dwie dekady temu – nie spodziewano się, że rozrywka, która w oczach rodziców uchodziła za zwykłe marnotrawstwo czasu, stanie się jedną z największych i najbardziej zyskownych branż na świecie. A jednak. Wartość rynku gier szacuje się dzisiaj na 159 mld dol., które pochodzą z kieszeni 2,7 mld graczy.

Nikt nie spodziewał się też, że to polska branża stanie się siódmą pod względem obrotów na świecie. Działa u nas już ponad 440 producentów gier zatrudniających prawie 10 tys. ludzi. I na pewno nikt nie przypuszczał, że polski rząd nazwie kiedyś „dobrem narodowym” rodzimy sektor gamedev (od „game development”). Te miłe słowa padają w opublikowanym we wrześniu bieżącego roku raporcie „The Game Industry of Poland”, przygotowanym przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z m.in. Ministerstwem Rozwoju. Rząd nie tylko cieszy się z rozwoju rynku gier, lecz także chce wspierać go różnymi programami. Problem w tym, że gry komputerowe i inne formy wirtualnej rozrywki są dzisiaj oskarżane o obniżanie produktywności w gospodarce. Gdy sektor gamedev rośnie szybko, reszta gospodarki rośnie wolniej.

Zagadka znikającej produktywności

To, że stopa wzrostu produktywności w gospodarce spada, nie jest tezą kontrowersyjną – czy to mowa o produktywności pracy rozumianej jako wartość wytwarzana przez pracowników w ciągu godziny pracy (labour productivity), czy o tzw. łącznej produktywności czynników produkcji, czyli stosunku zagregowanego produktu do zagregowanych zasobów koniecznych do jego wytworzenia (TFP – Total Factor Productivity). W gospodarkach rozwiniętych oba wskaźniki produktywności najwyższą dynamikę wzrostu odnotowały w latach 60. i 70. XX w. (odpowiednio 3 proc. i 2 proc.), a potem było już tylko gorzej. Dzisiaj produktywność pracy idzie w nich w górę zaledwie o niecały 1 proc. rocznie, a TFP nie rośnie niemal wcale.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj