Last of Us to remaster, przygotowany całkowicie od podstaw. Naughty Dog nie poszło bowiem drogą na skróty, podrysowując tylko niektóre tekstury. Tę grę zbudowano od podstaw. I tak w zasadzie powinno się takie rzeczy robić. Nic w sumie zresztą dziwnego, bo sama gra powstała na PS3, na PS4 została zmodernizowana i pewnie kolejnej „modernizacji modernizacji” byłoby zrobić trudniej niż napisać wszystko od nowa.

Reklama
Last of Us 1 remaster / Media

Gra przyjazna niepełnosprawnym

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to możliwość przystosowania gry do potrzeb osób niepełnosprawnych. Można - podobnie jak w Last of Us 2 - ustawić wszystko - kolory, prędkość gry itp. Da się ją przystosować zarówno dla ludzi z problemami z wzrokiem i słuchem, jak i z niepełnosprawnością ruchową. To dobrze, że Naughty Dog i Sony kontynuują swoje podejście, by każdy, niezależnie od swojej choroby, mógł cieszyć się z grania. Oby więcej twórców podobnie podchodziło do swoich produkcji.

Reklama

Co jeszcze zmieniono?

Grafika jest naprawdę dobra. Gra wygląda równie dobrze, jak jej druga część. Na nowo opracowano modele mimiki twarzy, przez co postaci lepiej odgrywają emocje. Świetnie wygląda środowisko naturalne i inne tekstury. Tu nie można się do niczego przyczepić. Poprawiono też animacje przy takich czynnościach, jak modyfikacje broni itp.

Reklama

Przeciwnicy dostali też poprawione algorytmy sztucznej inteligencji. Zachowują się prawie tak jak w dwójce - potrafią się skradać, okrążać nasze postaci, atakować kilku kierunków… walka jest więc bardziej wymagająca. Zwłaszcza, że większości mechanik nie usprawniono - nie ma więc mowy o czołganiu czy lepszych unikach. Jest więc trudniej.

Pomimo tych zmian, trzeba pamiętać, że pod nowym strojem, to dalej ta sama gra. Niczego więcej nie dodano. To jest dokładnie ta sama fabuła, te same lokacje, te same potwory. Jak kogoś Last of Us wynudziło i odrzuciło, tak jak mnie, to tu odrzuca i nudzi tak samo. Dalej, mimo lepszej grafiki, nie uważam tej produkcji za objawienie i najlepszą grę na PlayStation. Jeśli więc nie udało się wam jej ukończyć, bo was pierwsza część odepchnęła, to nie macie co próbować, bo dalej odrzuci.

Problemy z ceną

Inna sprawą jest kwestia ceny. Część serwisów wskazuje, że żądanie za remaster, nawet taki od zera, jak ta gra, pełnej kwoty to zdzierstwo, z kolei kolega z konsolowe.info pisze, że to standardowe, rynkowe podejście, występująca choćby przy remasterowanych filmach. Co o tym sądzę? Z jednej strony suma jest faktycznie wysoka… z drugiej jednak strony, trzeba wziąć pod uwagę ilość pracy, włożonej w pełny remaster… A do tego popatrzyłem na swoją półkę z filmami - dwie wersje Casablanki (DVD i Bluray), do tego trzy wersje Władcy Pierścieni (DVD, Bluray, UHD), kilka wersji trylogii Gwiezdnych Wojen, parę wydań Silmarilionu, wersje elektroniczne i papierowe tych samych książek dotyczących wojen na morzu podczas okresu napoleońskiego i parę innych takich produkcji. To też było kupowanej w pełnej cenie, jak za nowe. I mi to nie przeszkadzało, by na nowo cieszyć się nowym zakupem. Pozostaje jednak nadzieja, że po pewnym czasie TLoU trafi do zestawu gier, dostępnych w abonamencie. Sony zdecydowało bowiem, w przeciwieństwie do Microsoft, że ich najnowsze gry nie będą trafiać do PS Plus na premierę, a dopiero po pewnym czasie.

Podsumowanie

Podsumowując - TLoU wygląda naprawdę świetnie, jest też dostępne dla wielu graczy z niepełnosprawnościami. Tak po prostu powinno robić się remastery. I za to Naughty Dog należą się brawa, bo pokazali, jak można przerobić grę z PS3 tak, by wyglądała, jakby stworzono ją na PS5. Inną sprawą jest kwestia polityki cenowej i to, że tak naprawdę, poza warstwą technologiczną reszta gry została taka sama. Kogo odrzuciła za pierwszym razem, tego odrzuci znów. A kto nie grał, lub uwielbiał tę grę na PS3/PS4, powinien zagrać raz jeszcze.