Dziennik Gazeta Prawana logo

Gryzoń bez ogona pomoże podbić wrogie galaktyki. Razer przedstawia Lancehead [RECENZJA]

8 sierpnia 2017, 12:47
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Razer Lancehead
Razer Lancehead/Media
Bezprzewodowe myszy nie są cenione przez rasowych graczy. Do tej pory bowiem większość tego typu gryzoni oferowała dość słabe sensory oraz duże opóźnienia między ruchem urządzenia a reakcją na ekranie. Nowa mysz Razera idzie jednak na wojnę z tymi stereotypami.

Razer Lancehead to nowa mysz, która ma dwa podgatunki - jeden, to tradycyjny kablowy gryzoń z sensorem optycznym o prędkości 410 cali na sekundę. Wersja bezprzewodowa z kolei ma wbudowany wolniejszy (210 cali na sekundę) czujnik laserowy.

Bezprzewodowy Lancehead wykonany jest tak, żeby mogli się nim posługiwać zarówno lewo - jak i praworęczni gracze. Ma to swoje zalety - mało jest bowiem gryzoni dla leworęcznych użytkowników, jak i wady - nie leży tak dobrze w dłoni, jak mysz profilowana pod prawą rękę. Razer tym razem nie eksperymentował z ilością przycisków - dwa pod kciukiem, do tego dwa główne i przyciski zmiany DPI.

Bateria myszy jest niewymienna i może być ładowana tylko przez podłączenie kabla do przodu gryzonia. Prądu wystarczy na około 20 godzin rozgrywki (wyłączenie podświetlenia przedłuża trochę czas działania), a pełne ładowanie zajmuje około 2 godzin. Z myszy korzystamy wtedy, jak z normalnego gryzonia z ogonem.

Oprogramowanie myszy to klasyczna aplikacja Razer Synapse. Ustawiamy w niej przypisanie funkcji klawiszom oraz sposób podświetlenia gryzonia. Program teoretycznie powinien też podawać stan baterii. Jednak tu pojawił się drobny zgrzyt. O ile podczas pracy bezprzewodowej, widzimy bez problemu ile procent baterii jeszcze nam zostało, o tyle po podłączeniu myszy do kabla moja wersja Synapse pokazywała tylko 0 proc. stanu naładowania. Żeby sprawdzić, czy gryzoń się naładował, trzeba więc było odpiąć go na chwilę.

Jak korzysta się z myszy? Nie leży tak dobrze w dłoni, jak gryzonie przystosowane tylko dla praworęcznych graczy, ale jest w miarę wygodna. Nie ma za to problemów z sensorem. Nie ma żadnych opóźnień, a waga myszy sprawia, że gryzoń idealnie ślizga się po podkładce. Sprawdza się więc zarówno w strzelankach, jak i strategiach czy RPG.

Czy warto polecić bezprzewodowego Lanceheada, zwłaszcza, że wersja kablowa jest tańsza i ma trochę lepszy sensor? Na pewno jeden kabel mniej na biurku to duża wygoda. Do tego taka mysz przyda się, jeśli podłączymy komputer do telewizora, a sami siedzimy na kanapie. Lepiej sprawdzi się też w podróży, gdy używamy laptopa, by podbijać wirtualne światy. Trzeba jednak pamiętać, że za przyjemność życia bez kabli trzeba będzie słono zapłacić. Mysz kosztuje bowiem ponad 630 złotych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj