– – Magdalena Zaras pokazuje kolorowy, lekki model dłoni. Sama go zaprojektowała i wydrukowała, po tym jak przeszła kurs w FabLab powered by Orange. – – dodaje.
Zwraca przy tym uwagę, że specjalistyczne protezy dłoni kosztują ok. 30 tys. zł, a te stworzone w druku 3D około sto razy mniej.
– – mówi Magdalena Zaras.
To, czym się zajmuje, czyli modelowanie przestrzenne i obsługiwanie druku 3D, choć jest umiejętnością wciąż jeszcze bardzo niszową, zainteresowało Ministerstwo Cyfryzacji. Lubelska Fundacja VCC zaproponowała, by "programowanie i obsługiwanie procesu druku 3D" wpisać do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji. ZSK to obowiązujący od dwóch lat spis wszystkich zawodowych kwalifikacji, które można w Polsce zdobyć. Powstał, by istniała możliwość potwierdzania kompetencji uzyskanych w trakcie pracy zawodowej.
– – mówi nam Radosław Panas, prezes Fundacji VCC.
Jeżeli kompetencje te zostaną uznane za warte urzędowej regulacji, eksperci od druku 3D będą mogli starać się o certyfikaty potwierdzające ich umiejętności. Z kolei certyfikaty pozwolą pracodawcom ocenić, czy są dokładnie takimi pracownikami, jakich szukają.
W Fundacji VCC mają nadzieję, że jeśli programiści druku 3D trafią do ZSK, to będzie jednym z podmiotów wydających certyfikaty. – – dodaje Panas.
A te mogą być niedługo spore. W 2017 r., jak szacuje Context World, czyli firma analityczna zajmująca się rynkiem IT, całkowita sprzedaż drukarek 3D w stosunku do 2016 r. wzrosła o niemal 40 proc. W kolejnych pięciu latach rynek ten może rosnąć o ok. 42 proc. rocznie, tak by w 2020 r. przekroczyć 22 mld dol. Na razie 96 proc. rynku stanowią produkty raczej hobbystyczne.
I właśnie w takich urządzeniach specjalizują się polskie firmy. Był nawet taki moment, mniej więcej rok temu, gdy pod względem wolumenu sprzedaży miały one blisko 10 proc. światowego rynku. Ostatnio jednak wyhamowały. – – studzi nadzieje Robert Kauf, manager Deloitte.
Nie oznacza to, że nie ma u nas potencjału na rozwój tej technologii.
– – dodaje Kauf.