G7 Fit z założenia nie jest telefonem idealnym. To model ze średniej półki, który za stosunkowo niewielkie pieniądze, czyli w tym przypadku około 1400 zł, ma zadowolić mniej wymagających klientów. Magnesem na nich ma być 7 w nazwie, czyli cyfra zarezerwowana dla flagowej linii LG. Haczykiem jest słowo „fit”, które kojarzy się nam ze zdrowiem i aktywnym stylem życia, a tu w konsekwencji – z odchudzaniem. Smartfon ma kilka cech, które upodabniają go do starszego, mocniejszego i droższego brata, (o którym pisałem tu) – wyświetlacz, budowę czy identycznie genialną muzykę na słuchawkach. Ale są też i różnice – to inny procesor, brak drugiego, szerokokątnego obiektywu, mniejsza ilość pamięci wbudowanej. Zobaczmy więc czy z tak pomieszanych składników udało się LG stworzyć smaczne danie.

Budowa, wykonanie

Szklany tył ma tylko jedno oczko aparatu. Pod nim umieszczono szybko i celnie działający czytnik linii papilarnych. Na prawym boku przycisk do włączania, na lewym przyciski do regulacji głośności. Pod nimi, inaczej niż w modelu G7, nie ma przycisku wywołującego asystenta Google.

Na dolnej krawędzi pojedynczy głośnik, USB-C i wejście na mini-jack. Przód to wyświetlacz o parametrach identycznych jak w starszym bracie – świetny panel IPS TFT o przekątnej 6.1 cala i jakości QHD z zagęszczeniem 563 pixeli na cal. Możemy na krótką chwilę (do 3 min.) sprawić, by świecił z jasnością ponad 100 proc. Identyczny jak w G7 jest też „notch”, czyli wcięcie w górnej części ekranu, który na szczęście możemy zamaskować w ustawieniach.

Telefon jest też wodo i pyło odporny, spełnia normę IP 68 i militarną 810 G. Jest zgrabny, świetnie i pewnie leży w ręce, mimo szklanego tyłu nie jest przesadnie śliski, oczywiście zbiera ślady palców i dość trudno utrzymać go w czystości. Mamy diodę powiadomień oraz Always on Display i choć są drobne różnice, G7 Fit jest na poziomie flagowego G7. A pod względem wyglądu nie odbiega raczej od większości zeszłorocznych konstrukcji – ani na plus, ani na minus.

Specyfikacja, działanie

Koreańczycy zdecydowali się na dość nietypowe moim zdaniem rozwiązanie. Zamiast zastosować w „ficie” jakiś nowy procesor ze średniej półki, wrzucili do niego procesor flagowy. Tyle, że mocno już leciwy. Snapdragon 821 napędzał LG G6 z początku 2017 r. Obstawiam czyszczenie magazynów. Niesie to ze sobą dwie konsekwencje.
Dobra jest taka, że działaniu telefonu trudno coś zarzucić. Nie jest to poziom najnowszych procesorów, ale trudno też mieć do niego jakieś „ale”. W połączeniu z 4 GB RAM smartfon działa dość szybko, a na pewno płynnie, bez zacięć czy tracenia klatek przy przejściach animacji (wynik w AnTuTu Benchmark to 160836 pkt). Wielozadaniowość też stoi na dobrym, niemal identycznym jak we flagowym G7 poziomie.
Zła konsekwencja to pobór energii. Z każdą kolejną wersją swoich procesorów Qualcomm stara się by, były one jak najbardziej przyjazne dla baterii. 835-ka i 845-ka, w jaką wyposażono starszego brata, jest pod tym względem zauważalnie lepsza niż 821, a stosunkowo mała bateria w G7 Fit która ma jedynie 3000 tys. mAh, radzi sobie bardzo słabo (o czym jeszcze za chwilę).

Procesory Qualcomma nie mają za to najmniejszych problemów z nawigacją, więc tu telefon nie zawodzi, tak samo jest w kwestii połączeń – ani ja, ani nikt z moich rozmówców nie zgłaszał nigdy żadnych zastrzeżeń.

Podobnie jest z czytnikiem linii papilarnych – nie najszybszym ale wystarczająco sprawnym, oraz z odblokowywania telefonu twarzą (urządzenie wybudza się po podniesieniu lub dwukrotnym uderzeniu w ekran, możemy ominąć ekran blokady) – wszystko działa na medal. W „ficie” znajdziemy też moduł NFC, miłośnicy płatności zbliżeniowych, do których sam się zaliczam, będą więc usatysfakcjonowani.

Zadowoleni będą także posiadacze dwóch kart SIM, bo ten model to dual SIM, co prawda hybrydowy, czyli zamontujmy albo dwie karty SIM albo jedną i do tego kartę pamięci (tej wbudowanej nie ma zbyt wiele – 32 GB) ale zawsze to coś.

Czas przejść do największej zalety tego telefonu – czyli do odtwarzania muzyki. W zasadzie mógłbym przekleić fragment mojej recenzji G7 Thinq, bo w G7 Fit wszystko jest pod tym względem identyczne. I wejście mini-jack na słuchawki i 32-bitowy przetwornik Quad DAC, i system DTS: X 3D Surround Sound, nie znalazłem tylko nigdzie informacji o przesyłaniu muzyki w jakości Apt-X HD, ale i tak na słuchawkach bezprzewodowych brzmi ona doskonale. A jeszcze lepiej na zwykłych. Doznania dźwiękowe trudno opisywać słowami, więc może niech to będzie jakimś przykładem: gdy chciałem posłuchać muzyki przed snem, wybierałem LG G7 Fit lub G7, w zależności który miał więcej energii. Na stoliku zostawały: Huawei Mate 20 Pro, P20 Pro, Xiaomi Mi 8 Pro, Samsung Galaxy A7 czy Nokia 7.1. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by brać któryś z nich, a kosztują one od 1.4 do 4 tys zł. G7 Fit zostawia je wszystkie w pokonanym polu.
Głośnik zewnętrzny jest jeden, telefon trzymany w ręce gra tak sobie, ale gdy położymy go na stole, zamienia się w pudło rezonansowe i dostaje dźwiękowego „kopa” w postaci niskich tonów i pełnego brzmienia.
Kto więc szuka niedrogiego telefonu muzycznego, śmiało może brać ten model.

Oprogramowanie

System Android w wersji 8.1 i nakładka LG współgrają ze sobą całkiem nieźle. Telefon ma Ustawienia podzielone na cztery czytelne działy (Sieć, Dźwięk, Wyświetlacz, Ogólne), więc poruszanie się po nim i wyszukiwanie różnych funkcji jest stosunkowo proste, tym bardziej że na dole każdego działu w specjalnej ramce znajdziemy podpowiedzi, jeśli szukamy czegoś innego. Jest wybór tapet, motywów i czcionek, a pod nazwą Nowy Second Screen ukryte jest maskowanie „notcha”. O tyle nietypowe, że miast maskować możemy go wręcz wyróżnić, rzucając na przestrzeń obok niego różne kolory – od szarości przez bordowy do różnych odcieni tęczy. Możemy także wybrać, jak bardzo zaokrąglone mają być rogi ekranu. Zmienimy układ i kolejność przycisków nawigacji (gestów niestety brak), mamy Always on Display, czyli bardzo konfigurowalne wyświetlanie najważniejszych powiadomień na ekranie wygaszonego wyświetlacza, jest także opcja zmniejszenia rozdzielczości, co pozytywnie wpłynie na żywotność baterii, choć oczywiście gorzej na jakość wyświetlanego obrazu. Jest tryb nocny, dzięki któremu nasze oczy będą się mniej męczyły w ciemnościach, jest w sumie wszystko to, co potrzeba w telefonie za 1400 zł, a nawet sporo więcej w porównaniu np. z urządzeniami z czystym Androidem.

Zdjęcia, bateria

W przypadku możliwości foto, biorąc pod uwagę cenę G7 Fit jest, nazwijmy to, poprawnie. Pojedynczy aparat główny ma 16 mpx i dość ciemną jak na dzisiejsze czasy przysłonę 2.2, kamerka do selfie ma 8 mpx i przysłonę 1.9. Optycznej stabilizacji brak, jest wspomaganie elektroniczne. Zdjęcia są przyzwoite gdy światła jest sporo, mają ładnie odwzorowane kolory i bez problemu da się je wrzucić na Facebooka czy Instagram. Wraz z nastaniem zmierzchu na świat wychodzą jednak demony w postaci szumów, słabego łapania ostrości i złej szczegółowości fotografii. Średniopółkowy standard, któremu na nic się zda pomoc AI czyli sztucznej inteligencji dobierającej najlepsze ustawienia. Może troszkę lepiej jest z kamerką do selfie, głównie za sprawą możliwości zrobienia sobie zdjęcia w trybie portretowym, czyli z rozmytym tłem.

Najwyższa jakość w jakiej nakręcimy filmy to FHD, a autofocus dość często się gubi i ma problemy z szybkim złapaniem ostrości.

Na koniec czas na baterię, czyli największy moim zdaniem klops tego telefonu. 3000 mAh to niewiele, ale jednak G7 Thinq z ogniwem o takiej samej pojemności wytrzymywał od rana do wieczora. Fit nie wytrzymuje. Procenty lecą w oczach, a najgorsze jest to, że spadają także, gdy telefonu nie używamy. Nawet gdy zostawało mi wieczorem około 30 proc. baterii, to budząc się rano zastawałem smartfon kompletnie rozładowany bądź z jednym, dwoma procentami. Strach było nastawiać budzik, jeśli nie miałem go podłączonego do ładowarki, bo nie miałem pewności czy zdąży mnie obudzić zanim wyzionie ostatnie tchnienie. A w zasadzie po dwóch dniach testów miałem już pewność, że nie zdąży. Rano też nie było najlepiej, bo telefon ładuje się długo (około 2 godzin), więc do 100 proc. musiałem dopełniać go w pracy, jeśli akurat lądowałem w biurze. Wymagający dla baterii procesor? Brak optymalizacji? Nie wiem, wiem za to, że to zdecydowanie najgorszy pod tym względem od długiego czasu telefon jaki testowałem. Wyniki rzędu dwóch godzin pracy na włączonym ekranie (często mniej), chluby mu nie przynoszą.

Czyli…

LG 7 Fit to, pół żartem, pół serio, telefon dla melomanów z powerbankiem. Gdyby nie nieszczęsna bateria, byłby to bardzo przyzwoity i przyjemny smartfon ze średniej półki, w sam raz dla średnio wymagających użytkowników.