Flagowiec LG zadebiutował w Polsce latem. Pamiętam jak dziś, bo na jego oficjalną prezentację w eleganckiej restauracji na ulicy Foksal w Warszawie wybrałem się rowerem. Niby nie miałem daleko, ale jednak przy temperaturze oscylującej gdzieś w okolicach 30 stopni, zdecydowanie nie był to najlepszy pomysł. Wracając jednak do telefonu (o premierze pisałem tu) . G7-ka na dzień dobry kosztowała 3499 zł. To sprawiało, że stawała się jednym z najdroższych telefonów na rynku. Tyle, że wcale nie najlepszym. Dobrym, ale z kilkoma brakami widocznymi już na pierwszy rzut oka. Dlatego z premedytacją postanowiłem poczekać kilka miesięcy i zamiast ustawiać się w kolejce po recenzencki sprzęt, odpuściłem. Czas zaczął zaś pracować na korzyść G7. Z miesiąca na miesiąc flagowiec Koreańczyków, wzorem poprzednich modeli, taniał. Dziś można go wyszukać w internetowych sklepach za mniej więcej 2 tysiące złotych. A jeśli skorzystamy z pomocy OLX-a, cena będzie jeszcze o 200, 300 złotych niższa. Za takie zaś pieniądze G7 jest bez wątpienia jedną z ciekawszych propozycji, w pewnych aspektach zdecydowanie przewyższającą nawet dużo droższe telefony. Ale po kolei.

Budowa, wykonanie

W LG G7 Thinq znajdziemy wszystko to, co w 2018 r. dominowało w smartfonowym designie. Szklany tył (zbierający odciski palców jak szalony), gradientowy kolor (w moim modelu niebieski), który zmienia odcień w zależności od kąta, pod jakim na niego patrzymy, albo notcha, czyli wcięcie w ekranie (w ustawieniach jest możliwość jego ukrycia).

Na plus zdecydowanie rozmiar, ekran ma przekątną 6,1 cala, a G7 dzięki wąskim ramkom jest jednym ze zgrabniejszych i łatwiejszych w obsłudze smartfonów minionego roku. Na plus także płaska konstrukcja bez zakrzywionych boków, obiektyw aparatu który niemal nie wystaje nad powierzchnię plecków oraz… przycisk na lewym boku którym bezpośrednio wywołamy asystenta Googla. Tzn. pół roku temu zdecydowanie byłby to minus, bo po co komu jeszcze jeden nic nie dający przycisk, ale 15 stycznia asystent zacznie już działać oficjalnie w języku polskim, więc coś co latem było minusem, dziś staje się plusem G7 i po raz kolejny czas zagrał na jego korzyść. Na lewym boku umieszczono też przyciski do regulacji głośności – osobiście wolę je z prawej strony, ale to w sumie kwestia gustu i przyzwyczajeń użytkownika.
Złego słowa nie powiem o usytuowaniu czytnika linii papilarnych na pleckach – jest w miejscu w którym intuicyjnie przykładamy palec, cieszy że LG nie eksperymentuje w tym względzie.

Na dolnej krawędzi jest USB typu C, oraz pojedynczy głośnik i wejście na mini-jacka (o obu tych rzeczach jeszcze napiszę). Telefon jest wodoodporny, spełnia normę IP 68, LG chwali się też spełnianiem militarnego standardu 810 G, cokolwiek by on nie znaczył.

Kilka słów należy się ekranowi. Koreańczycy zarezerwowali dla linii G wyświetlacze typu IPS, bardziej prestiżowe OLEDY trafiają do serii V. To ułatwia życie użytkownikom, zwolennicy „wypalających się” ekranów kupują V-ki, miłośnicy „bladych kolorów” kolejne modele G. Trochę się oczywiście wyzłośliwiam, faktem jest jednak, że częściej słyszy się o różnych wadach i przypadłościach tych pierwszych, więc może G7 będzie bezpieczniejszym wyborem? Zwłaszcza, że do jakości wyświetlanego obrazu trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Rozdzielczość QHD, 563 pikseli na cal, powiedzenie o „obrazie ostrym jak brzytwa” sprawdza się tu w stu procentach. Generalnie – za 3499 zł ekran IPS nie byłby raczej najkorzystniejszym wyborem, ale za około 2 tys zł. nie mam do niego najmniejszych zastrzeżeń. Dodatkowo LG zastosowało tu funkcję zwiększania jasności – możemy ją podbić ręcznie, a telefon do 3 minut jest w stanie świecić jaśniej niż standardowe 100 proc. Dla mnie to bardziej ciekawostka niż przydatna funkcja, ale latem w słoneczne dni może być jak najbardziej pomocna.

Jest dioda powiadomień, jest Always on Display, czyli powiadomienia wyświetlane na wygaszonym ekranie. W telefonie zamontujemy jedną kartę SIM i kartę pamięci.

Specyfikacja, działanie

LG wyciągnęło wnioski z historii z modelem G6. W wielkim skrócie – poprzednik G7-ki został wypuszczony na rynek na początku 2017 r. z procesorem starszej generacji, wszystkie kolejne flagowce konkurencji miały nowsze wersje topowego Qualcomma. To (choć nie tylko, bo w europejskiej wersji brak było także przetwornika muzycznego DAC), plus wysoka cena, skazało w sumie dość udany telefon na złą prasę, co przełożyło się na nie najlepszą opinię użytkowników. Dopiero znaczne rabaty spowodowały, że sprzedaż ruszyła z kopyta, finalnie zaś topowy model LG został pogromcą klasy średniej, bo przez długi czas trudno było znaleźć jakiś telefon oferujący więcej za takie pieniądze. Teoretycznie więc historia skończyła się happy endem, przynajmniej dla użytkowników, bo nie wiem, jak wygląda to z punktu widzenia biznesów LG.
W G7 procesor jest już absolutnie „topowy i na czasie”. Qualcomm Snapdragon 845 napędza wszystkie najlepsze smartfony A.D. 2018 (prócz Huaweiów rzecz jasna, które mają swoje procesory). Do pomocy dostał 4 GB RAM (to niestety trochę mało, 6 wyglądałoby lepiej na papierze, a z pewnością sprawowałoby się lepiej w codziennym użytkowaniu). Pamięci wbudowanej mamy 64 GB. Płynność pracy i szybkość reakcji jest topowa, ale wielozadaniowość już niestety tylko poprawna. Wynik w AnTuTu Benchmark to 255972 pkt, a ja przez kilka tygodni obcowania z tym telefonem nie znalazłem powodów, by na niego narzekać.

Znalazłem za to jeden kolosalny powód, by telefon pochwalić. To odtwarzanie muzyki. Zacznijmy od głośników zewnętrznych. A raczej od głośnika, bo w G7 jest on tylko jeden, na dolnej krawędzi. Gdy więc trzymamy telefon w ręku, oglądając np. film, szału nie ma i lepiej skorzystać ze słuchawek. Jeśli jednak położymy go na twardej powierzchni, smartfon dostaje drugiego życia – cały staje się pudłem rezonansowym, muzyka nagle nabiera głębi, zaczynamy słyszeć niskie tony. LG nazwał to technologią Boombox Speaker i muszę przyznać, że robi ona wrażenie, choć cały czas będę twierdził, że dwa głośniki stereo są na co dzień lepszym rozwiązaniem. Za to, gdy podłączymy do G7 nasze słuchawki (w dodatku dzięki wejściu mini-jack bez korzystania z żadnych przejściówek) zacznie dziać się magia. Smartfon ma przetwornik Hi-Fi Quad DAC, wspiera technologię DTS X:3D Surround Sound i jest jednym z lepiej, o ile nie najlepiej, grającym smartfonem na rynku. Miłośnicy muzyki zdecydowanie powinni się nim zainteresować. Jeśli korzystamy ze słuchawek bluetooth, będziemy równie zadowoleni – Apt-X HD – czyli najlepsza z możliwych jakość przesyłania dźwięku bezprzewodowo sprawia, że wrażenia są wciąż na najwyższym poziomie.

Telefon doskonale sprawdzi się w roli nawigacji, błyskawicznie wyszukując satelity i stabilnie utrzymując połączenie, a i na jakość rozmów przez cały czas trwania testów nie mogę narzekać, nikt z moich rozmówców nigdy nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń.

Czytnik linii papilarnych działa bardzo dobrze, ale jeszcze lepiej rozpoznawanie twarzy. Mamy możliwość przeskoczenia po odblokowaniu od razu do ekranu głównego, a ponieważ w telefonach LG idealnie działa wybudzanie i wygaszanie ekranu podwójnym uderzeniem, poza tym telefon wybudza się po wzięciu go do ręki, z czytnika praktycznie nie korzystałem.

W G7 jest też moduł NFC, zamienimy więc telefon w kartę płatniczą, sprawdziłem, wszystko działa bez najmniejszego problemu.

Oprogramowanie

G7 w chwili debiutu działał na Androidzie w wersji 8.0. Teraz działa na Androidzie… 8.0. Czyli wersji 9 wciąż nie ma, co w świetle zapewnień producenta o szybkich aktualizacjach nie wygląda najlepiej. Zwłaszcza, że ostatnio pojawiła się informacja o tym, że Android Pie będzie dostępny w pierwszym kwartale tego roku, ale jedynie w Korei Południowej. Inne części świata będą musiały poczekać. To mówiąc szczerze jedno z większych zmartwień dotyczących tego telefonu. W Androidzie 9 Google dodał możliwość nawigacji po smartfonie gestami, czego w G7 nie ma, a co moim zdaniem powinno się znaleźć w każdym nowoczesnym smartfonie. Oczywiście po pierwsze nie wiadomo czy LG z takiej możliwości skorzysta, Sony np. nie wprowadziło gestów do telefonów działających na Androidzie 9, a po drugie LG mogłoby wprowadzić je same jakąś poprawką, nie oglądając się na Google, tak jak zrobił to np. Honor czy Xiaomi. Moja smartfonowa intuicja podpowiada mi jednak, że na gesty w urządzeniach od LG jeszcze sobie poczekamy.

LG od lat stosuje nakładkę, która ma swoich krytyków, ale mi osobiście bardzo odpowiada. Ustawienia są podzielone na cztery działy (Sieć, Dźwięk, Wyświetlacz, Ogólne), w każdym z nich jest to, czego możemy się spodziewać, na końcu listy są jeszcze podpowiedzi, gdybyśmy szukali czegoś innego. Jej wygląd możemy zmienić wchodząc w Ustawieniach do tapet i motywów i korzystając ze sklepu LG SmartWorld. Znajdziemy też tam całą masę motywów Always on Display, niektóre z nich możemy konfigurować, dodając np. swoje ulubione zdjęcie. Mała rzecz a cieszy i sprawia, że korzystanie z telefonu na co dzień staje się bardzo przyjemne.

Zdjęcia, bateria

Było sporo pochwał, czas niestety na kilka słów krytyki. Zacznijmy od zdjęć – LG tradycyjnie umieszcza w swoich aparatach dwa obiektywy, jeden zwykły, drugi szerokokątny. Ale – ten pierwszy jest co najwyżej poprawnej jakości, ten drugi z roku na rok się zwęża (w G7 to 107 stopni). Co prawda patrząc na cyferki wygląda to nieźle – obie matryce mają po 16 mpx, główna ma światło 1.6 i optyczną stabilizację obrazu, szeroka – światło 1.9, aparat przedni ma 8 mpx i przysłonę 1.9. Ale gdy popatrzymy na zdjęcia – tych cyferek nie widać. Ostrość mimo AF łapana jest nie najlepiej, sporo zdjęć jest rozmazanych, a fotki robione w pomieszczeniach, mimo jasnych przysłon, mają sporo szumów. Zdjęcia szerokokątne też nie stoją na najwyższym poziome, podobnie jak te wykonywane przednią kamerą. Telefon wykorzystuje algorytmy AI czyli sztucznej inteligencji, ale moim zdaniem nie idzie mu w tym najlepiej. G7 bardzo długo dobiera odpowiednie ustawienia a i nie zawsze efekty pracy AI są satysfakcjonujące, porównując je do zdjęć z wyłączoną opcją. Dlatego ja po kilku próbach przestałem z niej korzystać.

Na plus tryb portretowy, który po raz pierwszy zagościł w LG i sprawuje się całkiem dobrze, oraz wideo, nieźle stabilizowane i bardzo dobrej jakości, nawet w 4K. Mamy też znaną już z LG V30 funkcję Cine Video z różnymi filmowymi trybami i rewelacyjnym „point zoomem” czyli możliwością zoomowania do wybranego przez nas punktu. W skrócie więc – zdjęcia na „nie”, wideo na „tak’.

Do plusów trudno też zaliczyć baterię. 3000 mAh nie jest wielkością imponującą, już LG G6 miał większe ogniwo. Ta w G7 wystarcza nam od rana do wieczora, ale jeśli będziecie robić więcej zdjęć czy kręcić sporo filmów, energii może zabraknąć wcześniej i trzeba będzie sięgnąć po ładowarkę. Wszystko więc zależy od tego, jak telefonu używacie, ale Koreańczycy mogli postarać się bardziej. Na plus możliwość szybkiego ładowania i ładowanie indukcyjne.

Czyli…

G7-ka jest jak wino i czas zdecydowanie działa na jej korzyść. Za 3500 zł trudno było ten telefon polecić, za niecałe 2 tys. jest to jedna z atrakcyjniejszych propozycji na rynku. Martwi jedynie brak najnowszego Androida, miejmy nadzieję, że LG postara się szybko to nadrobić.