Smartfony ze średniej półki to sztuka kompromisu – tak ze strony producenta, jak i konsumenta. Producent musi zdecydować, z czego zrezygnować by zejść z ceny. A użytkownik, jak to użytkownik, chce mieć jak najwięcej za jak najmniej i zazwyczaj spodziewa się cudów za przysłowiową „czapkę gruszek”. Tyle, że cudów nie ma. I tak właśnie jest w przypadku A7 – telefon kosztuje około 1300 zł (w zależności od sklepu) i znajdziemy w nim kilka cech, które sprawią, że poczujemy się, jakbyśmy używali urządzenia z najwyższej półki, ale też i natkniemy się na takie, które sprowadzą nas na ziemię. Pytanie – czy więcej jest tych pierwszych, czy tych drugich.

Budowa, wykonanie

Zacznijmy tradycyjnie, od budowy. A7 jest dość dziwnym miksem starych i nowych trendów, ze wszystkimi tego dobrymi i złymi konsekwencjami. Ekran ma nowoczesne proporcje 18:9, ale ramki wokół niego są jak na obecne standardy bardzo duże. Przez co telefon jest po prostu wielki. To zaś przekłada się na wygodę użytkowania. Szklany tył powoduje, że A7 jest wyjątkowo śliski i trudny do okiełznania. Nie dość, że potrafi sam zjechać z nierównej, twardej powierzchni, to i chwyt podczas np. wyjmowania z kieszeni kurtki nie jest zbyt komfortowy. Dość powiedzieć, że mój smartfon zaliczył kilka przypadkowych upadków, co dawno mi się nie zdarzyło. Z większości wyszedł zwycięsko i bez najmniejszego nawet zarysowania, co zaliczyć mu trzeba na duży plus, niestety ostatni spowodował minimalne pęknięcie w prawym dolnym rogu (tak małe, że zauważyłem je dopiero po kilku dniach). Tu jednak paradoksalnie coś, co jest minusem telefonu, czyli duże ramki, okazało się jego plusem, bo uratowały one sam ekran – telefon tzw. „bezramkowy” ucierpiałby znacznie bardziej, o ile w ogóle by przeżył.

Wyświetlacz ma przekątną 6 cala i jest to panel Super AMOLED z zagęszczeniem 411 pikseli na cal. To sprawia, że obraz jest rewelacyjnej jakości i w tym przedziale cenowym z pewnością jest to jeden z lepszych wyborów. Z przyjemnością zamieniałem A7 wieczorami w kanapowe kino (tu znów plusem okazują się grubsze ramki, dzięki którym akurat w tej sytuacji wygodniej trzyma się urządzenie), a i posługiwanie się nim w pełnym słońcu nie sprawia żadnego problemu.

Plusem jest także to, że Samsung oszczędził nam przycisku do asystenta Bixby, mamy więc tylko tradycyjny, dobrze działający zestaw klawiszy do regulacji głośności. Jest jeszcze pojedynczy, przyzwoicie grający głośnik na dolnej krawędzi, który leży obok… starego wejścia micro USB. To moim zdaniem ciągnie ten telefon w dół, choć być może są i tacy użytkownicy, którym nie zrobi to większego problemu. Mamy też wejście mini-jack na słuchawki, slot na dwie karty SIM i osobną kartę pamięci, co jest rozwiązaniem o niebo lepszym od slotu hybrydowego, gdzie musimy zdecydować czy chcemy powiększyć pamięć, czy używać dwóch numerów.

Bardzo nietypowo umieszczono czytnik linii papilarnych, który wylądował na prawym boku. To rozwiązanie, które rozpropagowało kiedyś Sony, choć teraz z niego zrezygnowało. I to rozwiązanie, które jest moim zdaniem bardzo wygodne i którego jestem wielkim zwolennikiem. Kciuk naturalnie ląduje w tym właśnie miejscu, wystarczy tylko lekko nacisnąć czytnik i chwilkę poczekać, by odblokować telefon. Oczywiście osobom leworęcznym to rozwiązanie przypadnie do gustu o wiele mniej, ale ja mańkutem nie jestem.

Jedynym urozmaiceniem szklanych plecków są nieco wystające ponad powierzchnię trzy oczka aparatu zamknięte w pionowo ułożonym prostokącie i dioda doświetlająca umieszczona zaraz pod nim.

W sumie – telefon wymyka się jednoznacznym ocenom, jednym może się podobać, drudzy będą go krytykować, a mnie chyba nieco bliżej jest do tych pierwszych.

Specyfikacja, działanie

Exynos 7885, do tego 4 GB RAM i 64 GB pamięci wbudowanej. W AnTuTu Benchmark telefon wyciąga 122332 pkt, a w codziennym działaniu jest idealnym przedstawicielem klasy średniej. Nie za szybki, nie za wolny, zazwyczaj zdąży na czas, a jeśli się spóźni, to na tyle niedużo, że trudno się na niego gniewać. Trzeba jednak znać jego charakter i czasem to my musimy się dostosować, bo on do nas nie da rady. Przykłady? Jestem miłośnikiem gestów i jeżeli jakiś telefon je oferuje, natychmiast je wybieram, z rozkoszą porzucając przyciski wyświetlane na ekranie. I w A7 takie gesty znajdziemy – co prawda inne niż w telefonach Xiaomi, Huaweia czy Honora, bo wykonujemy je przeciągając palcem z dołu ekranu, ale jest to na tyle intuicyjne, że bardzo szybko możemy do tego przywyknąć. Niestety tu poległem i po tygodniu pokornie wróciłem do przycisków. Telefon bowiem reaguje na przeciąganie palcem dość powolnie. Na tyle, że nie wiedziałem np. czy zarejestrował mój gest, więc po chwili go powtarzałem, co powodowało, że nagle znajdowałem się w zupełnie innym miejscu niż zamierzałem. Jak już pisałem, sztuka kompromisu nie jest łatwa. Ale poza tym lekkim zgrzytem i ze świadomością, że nie jest to sprinter, dogadywałem się z A7 bez większych problemów. Średnio wymagający użytkownicy powinni być usatysfakcjonowani, jeżeli ktoś potrzebuje błyskawicy – nie ten adres.

Problemów nie ma z nawigacją – tu wszystko działa tak jak trzeba, także odtwarzanie muzyki na słuchawkach stoi na bardzo wysokim poziomie, nieco gorzej jest z głośnikiem zewnętrznym, bo jest on jeden, o stereo możemy więc zapomnieć, ale generalnie daje sobie radę.
Ważna informacja dla miłośników płatności zbliżeniowych – NFC jest i działa bardzo dobrze.

Oprogramowanie

Android w wersji 8, nakładka Samsung Experience w wersji 9, wszystko poukładane w sposób dość przejrzysty, może nie intuicyjny, za to z dużą ilością podpowiedzi, więc nawet jeżeli przez chwilę się zgubimy, to telefon pozwoli się nam odnaleźć i poszukiwania jakichś ustawień zakończą się sukcesem. A możliwości mamy sporo – od wybrania motywów ze sklepu Samsunga, przez dopasowanie jakości wyświetlacza do naszych preferencji, ściągania górnej belki przeciągnięciem palca po czytniku (bardzo wygodne przy tak dużych rozmiarach telefonu), nadawania uprawnień aplikacjom, przechowywania aplikacji i plików w specjalnie zabezpieczonym sejfie czy wyboru pomiędzy nawigowaniem po smartfonie gestami bądź przyciskami (o czym już pisałem). W telefonie nie ma diody powiadomień, jest za to tryb Always on Display, czyli wyświetlanie informacji na wygaszonym wyświetlaczu, bardzo rozbudowany i konfigurowalny (mamy do wyboru przeogromną liczbę wzorów) i muszę przyznać, że chyba po raz pierwszy od dawna diody mi nie brakowało, tym bardziej, że włączony AOD nie zżerał nadmiernie baterii.

Zdecydowanie jednak, mimo pewnych modyfikacji na przestrzeni ostatnich lat, nakładka Samsunga jest z rodzaju tych „na bogato” i dopiero Samsung One UI przynosi bardziej widoczne zmiany. Wg. zapowiedzi A7 ma na niego szansę w okolicach marca. I to tego roku.

Zdjęcia, bateria

Trzy obiektywy w smartfonie ze średniej półki mogą robić wrażenie. Mają odpowiednio – 24, 8 i 5 mpx, ten trzeci jest tylko do wykrywania głębi i efektu rozmytego tła, drugi to szeroki kąt. Nie mamy za to optycznego zoomu. To trio sprawdza się w praktyce całkiem nieźle, główny obiektyw ma jasną przysłonę (1,7), więc zdjęcia są bardzo przyjemne i prezentują się nie najgorzej nawet w słabszych warunkach oświetleniowych (choć do flagowców Samsunga, i myślę tu o tych starszych, jednak trochę im brakuje). Mnie urzekł szeroki kąt, który oczywiście nie jest tak dobry jak zdjęcia z obiektywu głównego, ma za to przeuroczy efekt „rybiego oka”. Ja bardzo go lubię, wiem, że inni mniej, i pewnie dla nich Samsung dał w galerii, już po zrobieniu zdjęcia, możliwość jego wyprostowania prostym naciśnięciem przycisku „korekcja kształtów”. Świetny pomysł.

Aparat do selfie ma 24 mpx, są zdjęcia portretowe (choć nie jest to mistrzostwo świata), dokładanie niespecjalnie mądrych naklejek w postaci rogów jelenia czy zębów królika (to chyba ukłon w stronę imprezowiczów nad ranem i młodszych użytkowników) i w sumie jest taki sobie.

Szkoda, że nie mamy możliwości nakręcenia filmów w jakości 4K, A7 może nam zaoferować co najwyżej FHD – mówiąc szczerze trochę wstyd. Ale, jak pisałem już nie raz, średnio wymagający użytkownicy powinni być zadowoleni, a przecież to z myślą o nich powstał ten model.

Bateria ma 3300 mAh. Myślałem, że to za mało jak na tak wielki ekran. Ale się myliłem. Telefon, z włączonym AOD potrafił mi wytrzymać do dwóch dni, jeden, gdy używałem intensywnie dwóch kart. Szkoda jedynie, że nie ma żadnego szybkiego ładowania (bo o indukcyjnym nawet nie myślę). I napełnienie ogniwa od 0 do 100 proc. trwa długo ponad dwie godziny, co sprawia, że jest to najwolniej ładujący się smartfon, jakiego używałem w ostatnich miesiącach. Nie ma więc wyjścia i trzeba go zostawiać na noc w ładowarce, o szybkim dokarmieniu telefonu przed wyjściem do pracy możemy zapomnieć.

Czyli…

Telefon powstał z myślą o mniej wymagających użytkownikach i oni będą z niego zadowoleni. Samsung osiągnął więc to co chciał, a kto szuka rakiety, musi albo sięgnąć głębiej do portfela, by nabyć któregoś z flagowców tej firmy (nawet te starsze będą raczej lepszym wyborem), albo rozejrzeć się za jakąś inną marką. Na szczęście jest w czym wybierać. W każdym razie u mnie telefon pozostawi jak najbardziej pozytywne wspomnienia.